niedziela, 11 lutego 2018

domowy syrop daktylowy: warto czy nie warto?

Lubię syrop daktylowy, choć używam go dość oszczędnie, bo nie wierzę  w teorie, że istnieją jakieś zdrowe zastępniki cukru. Cukier to cukier, nawet jeśli ma jakieś witaminy i występuje w formie płynnej.  Syrop daktylowy smakuje jednak cudownie i czasem go stosuję. 

Jest raczej drogi, za to daktyle są raczej tanie. Postanowiłam więc wyprodukować sobie domowy syrop daktylowy, że tak powiem "po kosztach".



środa, 31 stycznia 2018

surówka z białej kapusty

Jeszcze rok, dwa lata temu bardzo często kupowałam sklepowe surówki, głównie z białej kapusty, pakowane do małych, plastikowych pudełeczek. Pomimo ich niewyszukanego składu, bardzo mi smakowały i biegałam do sklepu po kolejne pojemniczki. Jednak od kiedy zaczęłam ograniczać używanie plastiku, te pudełeczka stały się dla mnie problemem. Na szczęście rozwiązanie tego problemu jest banalnie proste (obym tylko takie problemy w życiu miała) - taką surówkę można łatwo przygotować w domu - wychodzi taniej, zdrowiej i korzystniej dla środowiska.



niedziela, 7 stycznia 2018

aromatyczna zupa fasolowa z pomidorami

Tę zupę fasolową przygotowuję wyjątkowo często i w dużych ilościach z kilku powodów: bardzo mi smakuje, jest niezwykle sycąca (dwa talerze zastępują mi obiad), świetnie smakuje nawet trzeciego dnia po ugotowaniu i mogę dodać do niej oregano kubańskie. 


Plectranthus amboinicus czyli rzeczone oregano kubańskie to niezwykle szybko rosnąca roślina tropikalna. Jak widać na zdjęciu bujnie rozrasta się nawet w warunkach domowych. Nie nawożę jej w żaden sposób, podlewam rzadko, a roślina coraz bardziej odcina mi dopływ światła przez okno kuchenne. Dostałam ją jako malutką sadzonkę z informacją, że jest to mięta meksykańska. Od początku coś mi się w tej nazwie nie podobało, bo ta roślina nie pachnie jak mięta, raczej jak mieszanka oregano, tymianku i cząbru. Po krótkich poszukiwaniach w internecie odkryłam, że to ziółko występuje pod wieloma nazwami takimi jak oregano kubańskie, francuski tymianek, indyjska mięta, tymianek szerokolistny czy wspomniana wcześniej mięta meksykańska, a jego łacińska (na szczęście jedyna) nazwa to plectranthus amboinicus

niedziela, 31 grudnia 2017

wegańskie gołąbki

Zrobienie wegańskich gołąbków wydawało mi się trudnym, jeśli nie niemożliwym zadaniem. W końcu tradycyjne gołąbki to ryż i mięso, które jest tylko minimalnie doprawione. Zazwyczaj w weganizowanych daniach mięsnych to właśnie przyprawy  są najważniejsze - wystarczy dodać intensywne przyprawy do kebabu by zmienić kawałek seitana lub ugotowaną kaszę (tutaj) w danie, które  przypomina tradycyjny kebab. Wędzona papryka imituje wędzony posmak boczku lub innego wędzonego mięsa, które dodajemy do bigosu czy gulaszy. 

W gołąbkach sprawa jest trudniejsza - ich smak zależy w głównej mierze od rodzaju użytego mięsa. Ja zdecydowałam się ugotować granulat sojowy w moim  wegańskim bulionie drobiowym i to był strzał w dziesiątkę - ryż wymieszany z tak przygotowanym granulatem przypomina tradycyjny farsz do gołąbków. Mięsny smak dodatkowo wzmacnia spora ilość oleju kokosowego - jest to tłuszcz nasycony, tak jak każdy tłuszcz pochodzący z produktów odzwierzęcych. Do tego delikatnie zrumieniona cebula, nieco pieprzu i otrzymujemy całkiem przyzwoite wegańskie gołąbki.



niedziela, 17 grudnia 2017

makowe naleśniki - pyszne źródło wapnia

Makowe naleśniki to mój pomysł na zwiększenie ilości maku w diecie. Zależało mi na tym dlatego, że ziarna maku to niezwykle bogate źródło wapnia, o który dość trudno nawet na diecie tradycyjnej, nie mówiąc już o diecie wegańskiej. Według strony Odżywianie.info.pl mak zawiera 1438 mg wapnia w 100 g (dla porównania: w 100 g mleka jest tylko 100  - 120 g wapnia). 

*   *   *

Oprócz tradycyjnego świątecznego makowca i posypek do pieczywa, mak praktycznie nie występuje w naszej diecie. Szkoda, bo jest to produkt polski, dostępny przez cały rok, zwierający mnóstwo składników odżywczych (nie tylko wapń) i stosunkowo tani. Brakuje tylko pomysłów jak wykorzystać go w kuchni. 
Ja proponuję użyć go do naleśników, które można podać w wersji słodkiej jak i wytrawnej. W zasadzie wystarczy w jakimkolwiek przepisie na naleśniki zamienić połowę ilości mąki na mielony mak. Naleśniki wychodzą nieco grubsze i może trochę bardziej się rwą, ale nie ma tragedii. Kolor nie jest zachęcający (zwłaszcza dla dzieci!), ale coś za coś - mamy o wiele więcej wartości odżywczych. Naleśniki na zdjęciu posypałam cukrem pudrem, więc wydają się bielsze niż są w rzeczywistości. Podałam je ze świeżą żurawiną (w końcu to w naszym klimacie grudniowe owoce sezonowe) podgotowaną przez ok. 15 min.

Jeśli chcecie zwiększyć ilość spożywanego wapnia na diecie roślinnej, polecam również ten przepis na wapniowe smoothie.





niedziela, 10 grudnia 2017

surówka z buraków i papryki konserwowej

Przetestowałam już wiele przepisów na sałatki z dodatkiem buraków i dochodzę do wniosku, że najbardziej lubię te, w których łączy się je z czymś kwaśnym. Same buraki są na tyle słodkie, że według mnie trzeba czymś tę słodycz przełamać. Można dodać do nich ogórki kiszone (jak np. tutaj), sok z cytryny, czosnek i tahini (tutaj) albo użyć kiszonych buraków (tutaj). Można też dodać do nich paprykę konserwową.


wtorek, 5 grudnia 2017

miękkie i delikatne bułeczki drożdżowe (metoda tang zhong)

Tang zhong, choć brzmi jakby było czymś skomplikowanym, jest bardzo prosty do wykonania. Jest to mieszanka wody i mąki, którą podgrzewamy do 65 stopni C (mniej więcej), aż zrobi się gęsta jak kisiel czy budyń. Następnie studzimy taką miksturę i dodajemy do ciasta drożdżowego. Dzięki temu dodatkowi ciasto drożdżowe staje się miękkie i delikatne oraz zachowuje dłużej świeżość. Ja użyłam tang zhong do przygotowania słodkich bułeczek drożdżowych, ale możemy użyć go w dowolnym innym przepisie na ciasto drożdżowe. Ta metoda jest naprawdę prosta i daje spektakularne efekty. Sprawia, że nawet wegańskie  ciasto drożdżowe smakuje niemal jak tradycyjne. Poniżej podaję przepis w wersji wegańskiej i niewegańskiej. Warto wypróbować wersję z mleczkiem kokosowym nawet jeśli nie jesteśmy na diecie wegańskiej, bo wtedy bułeczki mają subtelny, bardzo ciekawy delikatnie kokosowy posmak.



środa, 29 listopada 2017

skorzonera z oliwą i ziołami

Skorzonera to zapomniane warzywo, które, mam wrażenie, powoli wraca na nasze stoły. Nic dziwnego - jest delikatne w smaku i chyba większość osób, które spróbuje je po raz pierwszy, od razu je polubi. Mnie dodatkowo przekonuje fakt, że jest to warzywo, które zbiera się z pola na przełomie października i listopada, a więc w okresie, gdy mamy już mało innych sezonowych warzyw. Skorzonera może nawet zimować w gruncie (w cieplejszych rejonach naszego kraju lub przy łagodnej zimie), ale nie jest wtedy aż tak smaczna. 

A jak podawać skorzonerę?  

Tradycyjnie podawało się ją z bułką tarta podsmażoną na maśle - dla mnie jednak takie połączenie jest zupełnie bez wyrazu, bo skorzonera jest naprawdę bardzo delikatna, żeby nie powiedzieć mdła. Ja polewam ją zazwyczaj dressingiem na bazie oliwy z dodatkiem aromatycznych ziół. Skorzonerę można też dodawać do różnych zup warzywnych - -jej nienachalny smak zniknie w towarzystwie innych warzyw. Znalazłam jeszcze przepis na purée ze skorzonery (takie jak z ziemniaków), ale jeszcze z niego nie skorzystałam - na razie ceny skorzonery są zbyt wysokie, aby jadać ją w tej formie. 

I na koniec mała porada językowa - następujące po sobie litery r i z w słowie skorzonera wymawiamy osobno (nie jako "ż").


środa, 15 listopada 2017

weganizm to za mało (część II: o rolnictwie weganicznym)

W poprzednim poście pisałam o rolnictwie konwencjonalnym i ekologicznym. Czy jednak rolnictwo ekologiczne jest takie dobre z wegańskiego punktu widzenia?


Wyobraźmy sobie świat, w którym spełnił się wegański sen: nikt nie je zwierząt ani żadnych produktów odzwierzęcych. Nie ma kur stłoczonych w ciasnych klatkach, nie ma świń w malutkich  boksach, hodowcy drobiu i trzody chlewnej porzucili swe okrutne biznesy i zajęli się uprawą soi. Nie ma hodowli zwierzą, nie ma cierpienia zwierząt i … nie ma obornika. A obornik to podstawowy nawóz w rolnictwie ekologicznym. Trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek naturalne rolnictwo bez jego udziału. *

Więc może jednak dobry weganin powinien korzystać z nawozów sztucznych? Co jednak począć z faktem, że one nie tylko szkodzą naszemu zdrowiu, ale mają również destrukcyjny wpływ na stan gleb, a przez to całego środowiska naturalnego, w tym zwierząt. Negatywne efekty stosowania nawozów sztucznych to temat rzeka, nie będę się tutaj o tym rozpisywać, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że to nie jest dobre rozwiązanie.

*   *   *

Zrezygnować z nawożenia ziemi się nie da. Mamy tu dwa sposoby: możemy używać nawozów sztucznych albo nawozów naturalnych. Czy jest więc jakiś sposób aby weganin mógł jeść rośliny nie szkodząc przy tym zwierzętom?
Oczywiście że tak, jest  trzecia droga i nazywa się ona rolnictwo weganiczne (czyli wegańskie i organiczne). Do użyźniania gleby wykorzystuje się tutaj poplony, gnojówki roślinne i kompost. Więcej na ten temat można przeczytać na przykład na tej stronie.

gnojówka roślinna z bzu czarnego


Niestety, w moim odczuciu rolnictwo weganiczne na szerszą skalę, pozostaje na razie w sferze fantazji.  Nie ma co marzyć o rolnictwie weganicznym, gdy rolnictwo ekologiczne ledwo raczkuje - niby mamy coraz więcej ekologicznych produktów w sklepach, ale to ciągle minimalny odsetek w skali wszystkich upraw. A uprawa roślin metodami weganicznymi jest jeszcze trudniejsza, a rynek zbytu zdecydowanie mniejszy.

*   *   *

Trochę się zajęłam ogrodnictwem weganicznym na swojej działce, ale z na razie z marnym skutkiem. Plony są o wiele mniejsze, a nakłady pracy nieporównywalnie większe niż przy nawożeniu obornikiem. W tym roku zaczęłam wypróbowywać nową metodę użyźniania gleby, miejmy nadzieję, że okaże się przynajmniej częściowo tak skuteczna jak obornik. Aby zabrzmieć bardziej optymistycznie wspomnę, że znalazłam w internecie relacje osób, które z powodzeniem stosowały weganiczne metody uprawy ziemi. Tak czy siak rolnictwo weganiczne na masową skalę, jest nierealane, przynajmniej w najbliższym czasie. W tej sytuacji przeciętny weganin musi wybierać pomiędzy niszczącym środowisko rolnictwem konwencjonalnym a korzystającym z obornika i resztek poubojowych rolnictwem ekologicznym. Albo zacząć samemu uprawiać ziemię ;).

*   *   *

Na zakończenie chciałam jeszcze wspomnieć o pszczołach miodnych, którym poświęciłam poprzedni bardzo długi post (tutaj). Ponownie wyobraźmy sobie świat, w którym wszyscy ludzie to weganie. Nikt nie je  miodu, nie ma więc hodowli pszczół. A skoro nie ma hodowli pszczół, to nie ma pszczół. Jest wiosna, potem lato, kwitną kwiaty różnych roślin hodowlanych… Przypomnę, że nie ma pszczół. Co się więc dzieje z tymi kwiatami? Nie zostają zapylone, a więc za kilka miesięcy nie będzie owoców i warzyw. A w zasadzie będzie ich o wiele mniej, bo część kwiatów zostanie zapylona przez dzikie zapylacze. Tylko jakaś część, bo populacja dzikich owadów zapylających też się w ostatnich latach zmniejszyła. Bez pszczół hodowlanych nie ma skutecznego zapylania, bez zapylania nie ma większości owoców i warzyw, czyli nie ma jedzenia.

*   *   *

Tak więc kolejny raz okazuje się, że weganizm, jakkolwiek słuszny, nie jest wystarczający i aby skutecznie poprawić los zwierząt (nie tylko tych hodowlanych) trzeba szukać innych rozwiązań.



*Są jeszcze dobre nawozy z resztek poubojowych - jeśli zwierzęta były hodowane w sposób ekologiczny, to takie nawozy też będą ekologiczne, ale to raczej wegan też nie urządza. 

wtorek, 14 listopada 2017

ciasteczka owsiane na musie dyniowym (bardzo cytrynowe)

Dziś zweganizowana wersja ciasteczek owsianych ze znanego wszystkim bloga Moje Wypieki. Zamiast żółtka dałam zmielone siemię lniane wymieszane z wodą, ale mam wrażenie, że można by spokojnie to siemię pominąć i  i tak ciastka by się nie rozpadały. Masło wymieniłam na olej, a z lukru w ogóle zrezygnowałam - nic on ciekawego smakowo nie wnosi, sprawia tylko, że ciasteczka wyglądają ładniej. Zdecydowałam się też użyć skórki cytrynowej zamiast cynamonu, bo znudziło mi się to ciągłe doprawianie ciast na musie dyniowym cynamonem i innymi przyprawami korzennymi. Jeśli lubicie tego typu ciastka owsiane, polecam jeszcze te na musie bananowym (przepis tutaj). 




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...