niedziela, 18 marca 2018

grzanki brokułowo-serowe

Te grzanki  to świetna propozycja dla ludzi, którym z brokułem nie po drodze. Drobno posiekany i podsmażony brokuł z dodatkiem aromatycznego sera smakuje zupełnie inaczej niż np. gotowany na parze. Proporcje, które podaję poniżej są zupełnie "na oko" - możemy dać mniej lub więcej sera w zależności od upodobań. Przy diecie wegańskiej możemy użyć sera wegańskiego. Przepis nie jest moim wynalazkiem, pojawia się na wielu anglojęzycznych blogach kulinarnych pod nazwą broccoli melts.




sobota, 10 marca 2018

internetowe bzdury, tym razem o soi

Dawno temu napisałam pewien tekst o głupotach, jakie można znaleźć w internecie. Od tamtego czasu nic już na ten temat nie pisałam, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że nie wszystko co przeczytamy podczas serfowania w necie to sama prawda i tylko prawda. Jednak lektura tekstu Kingi Pukowskiej wstrząsnęła mną na tyle, że poczułam chęć skomentowania tych bzdur. 

Artykuł zatytułowany 10 powodów, dla których warto zrezygnować z soi w codziennej diecie został opublikowany na portalu dzieci są ważne.

W poniższym poście nie będę wypowiadać się na temat szkodliwości czy nieszkodliwości soi. Sama jem produkty sojowe, ale nie zamierzam nikogo do tego zachęcać. Nie mam kierunkowego wykształcenia, aby udzielać porad medycznych czy dietetycznych. Zanalizuję artykuł tylko w części, bo ta bzdura nie zasługuje na to, aby się nią zbyt długo zajmować (w sumie to chyba nie zasługuje na to, aby się nią w ogóle zajmować). Zresztą tych kilka przykładów wystarczy by obnażyć całkowitą ignorancję autorki. 

*   *   *

Autorka w punkcie pierwszym swojego dzieła porusza problem GMO i Roundapu. 

Pani Pukowska stwierdza: [Soja] "najczęściej jest modyfikowana genetycznie, a do jej hodowli używa się toksycznego środka ochrony roślin - glifosatu."

Rzeczywiście większość soi uprawianej na świecie to soja modyfikowana genetycznie. Jednak służy ona najczęściej jako pasza dla zwierząt hodowlanych! Według prawa polskiego producent mięsa nie musi dostarczać informacji o tym, czy pasza użyta do karmienia zwierząt zawiera organizmy modyfikowane genetycznie. Niektóre firmy same informują klientów, że do karmienia zwierząt nie użyto pasz za składników modyfikowanych genetycznie. 

Natomiast producent żywności dla ludzi, który używa do jej produkcji składników zawierających organizmy modyfikowane genetycznie musi umieścić informację o tym fakcie na etykiecie. Czyli jeśli kupujemy tofu albo wędlinę z dodatkiem białka sojowego, to mamy możliwość sprawdzić czy soja jest modyfikowana genetycznie, czy nie. Ja jeszcze nie natknęłam się na żaden produkt z soi typu tofu, mleko czy tempeh wyprodukowany z soi modyfikowanej genetycznie. Nie twierdzę, że takich nie ma, ale w Polsce trzeba by się sporo naszukać, aby takie znaleźć. 



Co do glifosatu i Roundapu. Glifosat jest składnikiem aktywnym różnych środków ochrony roślin. Oryginalnie glifosat był składnikiem aktywnym herbicydu totalnego Roundup, ale od 2000 r, gdy wygasł patent firmy Monsanto, jest składnikiem mnóstwa innych środków. Wystarczy wejść na stronę Ministerstwa Rolnictwa i sprawdzić. Naszej ekspertce od siedmiu boleści chyba się nie chciało. Przykładowo na terenie Polski do roślin sadowniczych jest dopuszczonych 75 środków ochrony roślin zawierających glifoast, z czego tylko kilka to różne formy Roundupu (tutaj). Stosują go powszechnie rolnicy, używa się go do zwalczania chwastów w mieście np. tych zarastających chodniki. Spryskiwane są nim obrzeża trawnika pod moim blokiem. Co więcej każdy z nas może kupić go sobie niemal w każdym sklepie ogrodniczym. Nie jestem zwolenniczką glifosatu, uważam że powinien być zakazany, ale łączenie go tylko z soją modyfikowaną genetycznie jest grubym nadużyciem. Soja i kukurydza odmiany RoundupReady mogą znieść wyjątkowo silne opryski Roundupem, ale gdyby glifosat stosowano jedynie do soi czy kukurydzy,  to w zasadzie nie byłoby problemu. Nie wiem, czy autorka nie wie o powszechności stosowania glifosatu bo jest niedouczona, czy wie o tym, ale celowo pomija te informacje. Stawiam na to, że jest ignorantką. 

*   *   *

Nasza ekspertka w punkcie czwartym stwierdza [soja] "Może mieć niekorzystny wpływ na rozwój płciowy chłopców w okresie prenatalnym."

Zobaczmy teraz jak za pomocą kilku sztuczek językowych zamienić szczury w ludzi. Cytuję autorkę:

"Badania na szczurach wykazały, że zwiększona ilość izoflawonów w diecie ciężarnej może mieć niekorzystny wpływ na rozwój płciowy jej rozwijającego się dziecka. Dotyczy to głównie chłopców, którym w okresie prenatalnym wykształcają się mniejsze jądra, a powiększa gruczoł krokowy, czyli prostata". 

Ja bym od razu rzuciła soję, zwłaszcza jak bym była w ciąży. Pamiętajmy jednak, że badania dotyczą szczurów, a nie ludzi. Napiszmy ten tekst więc w taki sposób aby było jasne, że dotyczy on szczurów.

"Badania na szczurach wykazały, że zwiększona ilość izoflawonów w diecie ciężarnej szczurzycy może mieć niekorzystny wpływ na rozwój płciowy jej rozwijających się płodów szczurzych. Dotyczy to głównie męskich płodów szczurów, którym w okresie prenatalnym wykształcają się mniejsze jądra, a powiększa gruczoł krokowy, czyli prostata."

Szanowna autorka sprytnie zamienia nam szczurze płody rodzaju męskiego na małych chłopczyków. Szczurzyca w ciąży zostaje nazwana ciężarną. Chłopcom w okresie prenatalnym powiększa się prostata. Aż się zaczęłam zastanawiać  czy rzeczywiście zdarzyło się tak, że jakiś chłopiec urodził się z przerośniętą prostatą na skutek jedzenia produktów sojowych przez matkę.

Zajrzyjmy więc na stronę podaną jako źródło tych rewelacji (tutaj). I tu kolejne odkrycie. Otóż badanym szczurom nie dawano do jedzenia soi, podawano im za to zastrzyki z  genisteiny, dietylstilbestrolu oraz benzoesanu estradiolu.  Badanie nie dotyczyło diety ciężarnej matki (szczurzej czy ludzkiej), tylko wpływu wymienionych wyżej substancji  podanych w formie zastrzyku. Genisteina jest izoflawonem występującym w  roślinach strączkowych, w tym soi, jednak podawanie zastrzyków z wyizolowanego składnika szczurom, to nie jest dokładnie to samo co jedzenie tofu przez ciężarną kobietę! 
Mało tego: w badaniu nie ma słowa o  wielkości jąder czy rozroście gruczołu krokowego, autorzy zajmują się wagą urodzeniową szczurów i anogenital distance (czyli odległością między odbytem a otworem płciowym, jeśli dobrze rozumiem). Autorzy piszą: 

The current experiment characterizes the effects of in utero treatment with genistein, an isoflavonoid phytoestrogen, on birth weight, anogenital distance (AGD) at birth.

Szanowna autorka zdaje się totalnie odleciała. Badanie, które podaje jako źródło swoich rewelacji nijak się ma do tez zawartych w tekście. Co ciekawe poszukując tłumaczenia anognital distance natknęłam się informacje, że to nie soja a jakieś substancje wydzielane przez plastik (ale nie powiem dokładnie jakie, bo nie zgłębiłam tematu) mają wpływ na AGD.

*   *   *

W punkcie ósmym ekspertka stwierdza, że soja może przyczyniać się do powstawania skrzepów we krwi.

Szanowna autorka stwierdza, że soja zawiera hemaglutyninę, która powoduje tworzenie się skrzepów krwi (zlepiają się erytrocyty). Jak zwykle nasza pani naukowiec podaje źródło (tutaj). Źródło nieco stare, bo opublikowane w 1966 r. A wystarczyło trochę pobuszować w internecie i znaleźć bardziej aktualne badania. Ja znalazłam nowsze źródło z 2016 r (tutaj).  Pięćdziesiąt lat młodsze badania dowodzą, że ugotowane nasiona roślin strączkowych, w tym soi, nie przyczyniają się do tworenia skrzepów we krwi. Tekst, jak to tekst naukowy, jest trochę nudny dla laika, ale znalazłam jedną ciekawą informację i mam ochotę napisać nowy post na jej podstawie. Może opublikuje go portal dzieci są ważne? Będzie wyglądał on tak: 

Śmiertelnie niebezpieczne orzeszki ziemne!!!@#$

Jak donoszą naukowcy (http://www.ijaar.org/articles/Volume2-Number12/Sciences-Technology-Engineering/ijaar-ste-v2n11-nov16-p5.pdf) lecytyny zawarte w orzeszkach ziemnych  doprowadzają do aglutynacji erytrocytów wszystkich grup krwi! Nawet prażenie orzeszków w temperaturze 100 stopni C nie zniszczyło całkowicie hemaglutynacyjnych właściwości lecytyny z orzeszków ziemnych!!! 
Orzeszki mogą być szczególnie niebezpieczne dla osób borykających się z nadmierną krzepliwością krwi. Dla całkowitej pewności powinniśmy przestać podawać je również dzieciom - oprócz tworzenia skrzepów, orzeszki mogą również wywoływać alergię (która może prowadzić do astmy). Ponadto chemiczne środki ochrony roślin, użyte do uprawy orzeszków, mają niezwykle szkodliwy wpływ na młode organizmy!!!!! Orzeszki nie są tradycyjnie spożywane w Polsce. Ta nowinka stała się modna dopiero w ostatnich latach. Na rozwój tej jakże szkodliwej mody niebagatelny wpływ ma amerykańskie lobby producentów orzeszków ziemnych. Jak nie wiadomo o co chodzi to,…. 

Chyba nikt nie poleca jedzenia surowej soi. Równie dobrze można by napisać tekst o zakażeniach pasożytami po zjedzeniu mięsa (nie dodając przy tym oczywiście, że badania dotyczą surowego mięsa). Albo o tragicznych skutkach jedzenia ziemniaków (nie wspominając o drobnym szczególe, że rzecz dotyczy surowych ziemniaków). 

*   *   *

Na koniec jeszcze raz napiszę, że moja krytyka artykułu Kingi Pukowskiej dotyczy jedynie  tendencyjnego i kłamliwego podawania informacji, a nie tego czy soja jest korzystna dla zdrowia. Przerażające jest to, że tego typu niedouczeni ignoranci wypowiadają się internecie z pozycji ekspertów i to nie tylko w dziedzinie dietetyki, ale praktycznie każdej innej. Osobiście nie podejmuję się rozstrzygać, czy soja jest szkodliwa, czy nie. Chcę jedynie zachęcić czytelników do krytycznego myślenia, sprawdzania źródeł i czujności, gdy ktoś usiłuje sprzedać nam swoje niesprawdzone teorie. 



sobota, 24 lutego 2018

zaskakująco smaczny dhal z grochu

Niejeden raz pisałam już o tym jak niedoceniany i pomijany jest zwykły suszony groch, więc nie będę się powtarzać. Muszę dodać tylko, że tak popularna ostatnio ciecierzyca smakuje bardzo do niego podobnie, więc naprawdę można w wielu daniach użyć zamiast niej niełuskanego grochu. Groch świetnie rośnie w polskich warunkach, lubi lekki wiosenny chłód, nie trzeba go więc znikąd sprowadzać w przeciwieństwie do ciecierzycy, która woli nieco cieplejszy klimat. A na naszą mroźną ostatnio pogodę proponuję rozgrzewający dhal (potrawkę) z grochu. 


niedziela, 11 lutego 2018

domowy syrop daktylowy: warto czy nie warto?

Lubię syrop daktylowy, choć używam go dość oszczędnie, bo nie wierzę  w teorie, że istnieją jakieś zdrowe zastępniki cukru. Cukier to cukier, nawet jeśli ma jakieś witaminy i występuje w formie płynnej.  Syrop daktylowy smakuje jednak cudownie i czasem go stosuję. 

Jest raczej drogi, za to daktyle są raczej tanie. Postanowiłam więc wyprodukować sobie domowy syrop daktylowy, że tak powiem "po kosztach".



środa, 31 stycznia 2018

surówka z białej kapusty

Jeszcze rok, dwa lata temu bardzo często kupowałam sklepowe surówki, głównie z białej kapusty, pakowane do małych, plastikowych pudełeczek. Pomimo ich niewyszukanego składu, bardzo mi smakowały i biegałam do sklepu po kolejne pojemniczki. Jednak od kiedy zaczęłam ograniczać używanie plastiku, te pudełeczka stały się dla mnie problemem. Na szczęście rozwiązanie tego problemu jest banalnie proste (obym tylko takie problemy w życiu miała) - taką surówkę można łatwo przygotować w domu - wychodzi taniej, zdrowiej i korzystniej dla środowiska.



niedziela, 7 stycznia 2018

aromatyczna zupa fasolowa z pomidorami

Tę zupę fasolową przygotowuję wyjątkowo często i w dużych ilościach z kilku powodów: bardzo mi smakuje, jest niezwykle sycąca (dwa talerze zastępują mi obiad), świetnie smakuje nawet trzeciego dnia po ugotowaniu i mogę dodać do niej oregano kubańskie. 


Plectranthus amboinicus czyli rzeczone oregano kubańskie to niezwykle szybko rosnąca roślina tropikalna. Jak widać na zdjęciu bujnie rozrasta się nawet w warunkach domowych. Nie nawożę jej w żaden sposób, podlewam rzadko, a roślina coraz bardziej odcina mi dopływ światła przez okno kuchenne. Dostałam ją jako malutką sadzonkę z informacją, że jest to mięta meksykańska. Od początku coś mi się w tej nazwie nie podobało, bo ta roślina nie pachnie jak mięta, raczej jak mieszanka oregano, tymianku i cząbru. Po krótkich poszukiwaniach w internecie odkryłam, że to ziółko występuje pod wieloma nazwami takimi jak oregano kubańskie, francuski tymianek, indyjska mięta, tymianek szerokolistny czy wspomniana wcześniej mięta meksykańska, a jego łacińska (na szczęście jedyna) nazwa to plectranthus amboinicus

niedziela, 31 grudnia 2017

wegańskie gołąbki

Zrobienie wegańskich gołąbków wydawało mi się trudnym, jeśli nie niemożliwym zadaniem. W końcu tradycyjne gołąbki to ryż i mięso, które jest tylko minimalnie doprawione. Zazwyczaj w weganizowanych daniach mięsnych to właśnie przyprawy  są najważniejsze - wystarczy dodać intensywne przyprawy do kebabu by zmienić kawałek seitana lub ugotowaną kaszę (tutaj) w danie, które  przypomina tradycyjny kebab. Wędzona papryka imituje wędzony posmak boczku lub innego wędzonego mięsa, które dodajemy do bigosu czy gulaszy. 

W gołąbkach sprawa jest trudniejsza - ich smak zależy w głównej mierze od rodzaju użytego mięsa. Ja zdecydowałam się ugotować granulat sojowy w moim  wegańskim bulionie drobiowym i to był strzał w dziesiątkę - ryż wymieszany z tak przygotowanym granulatem przypomina tradycyjny farsz do gołąbków. Mięsny smak dodatkowo wzmacnia spora ilość oleju kokosowego - jest to tłuszcz nasycony, tak jak każdy tłuszcz pochodzący z produktów odzwierzęcych. Do tego delikatnie zrumieniona cebula, nieco pieprzu i otrzymujemy całkiem przyzwoite wegańskie gołąbki.



niedziela, 17 grudnia 2017

makowe naleśniki - pyszne źródło wapnia

Makowe naleśniki to mój pomysł na zwiększenie ilości maku w diecie. Zależało mi na tym dlatego, że ziarna maku to niezwykle bogate źródło wapnia, o który dość trudno nawet na diecie tradycyjnej, nie mówiąc już o diecie wegańskiej. Według strony Odżywianie.info.pl mak zawiera 1438 mg wapnia w 100 g (dla porównania: w 100 g mleka jest tylko 100  - 120 g wapnia). 

*   *   *

Oprócz tradycyjnego świątecznego makowca i posypek do pieczywa, mak praktycznie nie występuje w naszej diecie. Szkoda, bo jest to produkt polski, dostępny przez cały rok, zwierający mnóstwo składników odżywczych (nie tylko wapń) i stosunkowo tani. Brakuje tylko pomysłów jak wykorzystać go w kuchni. 
Ja proponuję użyć go do naleśników, które można podać w wersji słodkiej jak i wytrawnej. W zasadzie wystarczy w jakimkolwiek przepisie na naleśniki zamienić połowę ilości mąki na mielony mak. Naleśniki wychodzą nieco grubsze i może trochę bardziej się rwą, ale nie ma tragedii. Kolor nie jest zachęcający (zwłaszcza dla dzieci!), ale coś za coś - mamy o wiele więcej wartości odżywczych. Naleśniki na zdjęciu posypałam cukrem pudrem, więc wydają się bielsze niż są w rzeczywistości. Podałam je ze świeżą żurawiną (w końcu to w naszym klimacie grudniowe owoce sezonowe) podgotowaną przez ok. 15 min.

Jeśli chcecie zwiększyć ilość spożywanego wapnia na diecie roślinnej, polecam również ten przepis na wapniowe smoothie.





niedziela, 10 grudnia 2017

surówka z buraków i papryki konserwowej

Przetestowałam już wiele przepisów na sałatki z dodatkiem buraków i dochodzę do wniosku, że najbardziej lubię te, w których łączy się je z czymś kwaśnym. Same buraki są na tyle słodkie, że według mnie trzeba czymś tę słodycz przełamać. Można dodać do nich ogórki kiszone (jak np. tutaj), sok z cytryny, czosnek i tahini (tutaj) albo użyć kiszonych buraków (tutaj). Można też dodać do nich paprykę konserwową.


wtorek, 5 grudnia 2017

miękkie i delikatne bułeczki drożdżowe (metoda tang zhong)

Tang zhong, choć brzmi jakby było czymś skomplikowanym, jest bardzo prosty do wykonania. Jest to mieszanka wody i mąki, którą podgrzewamy do 65 stopni C (mniej więcej), aż zrobi się gęsta jak kisiel czy budyń. Następnie studzimy taką miksturę i dodajemy do ciasta drożdżowego. Dzięki temu dodatkowi ciasto drożdżowe staje się miękkie i delikatne oraz zachowuje dłużej świeżość. Ja użyłam tang zhong do przygotowania słodkich bułeczek drożdżowych, ale możemy użyć go w dowolnym innym przepisie na ciasto drożdżowe. Ta metoda jest naprawdę prosta i daje spektakularne efekty. Sprawia, że nawet wegańskie  ciasto drożdżowe smakuje niemal jak tradycyjne. Poniżej podaję przepis w wersji wegańskiej i niewegańskiej. Warto wypróbować wersję z mleczkiem kokosowym nawet jeśli nie jesteśmy na diecie wegańskiej, bo wtedy bułeczki mają subtelny, bardzo ciekawy delikatnie kokosowy posmak.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...