niedziela, 25 listopada 2012

gastronomia w kryminale





Słynne szwedzkie bułeczki cynamonowe poznałam czytając  kryminały Henninga Mankella. Zaczytując się w  kolejnych tomach  serii o komisarzu Wallanderze zawsze odczuwałam kompulsywną potrzebę picia kawy za kawą. Filiżanka kawy stanowi nieodłączny atrybut szwedzkiego komisarza policji a w mojej głowie bułeczka cynamonowa i filiżanka kawy zostały nierozerwalnie związane ze szwedzką policją (tak jak pączek z policjantem amerykańskim). Oczywiście bułeczki cynamonowe są spożywane nie tylko przez policję, są popularne w całej Szwecji. Mankell uczynił Wallandera głównym bohaterem swojej serii, ale to szwedzkie społeczeństwo jest drugim, ukrytym bohaterem jego książek i  właśnie ten nieoczywisty bohater nadaje specyficznego  charakteru jego książkom. Poszukując tej atmosfery w innych książkach szwedzkich autorów kryminalnych sięgnęłam po książki Camilli Läckberg, Monsa Kallentofta, ale to już nie było to. Za to w każdej z książek, niczym nieodłączny rekwizyt pojawiały się kawa i bułeczki cynamonowe.

Drugą serią kryminalną, którą swego czasu namiętnie czytałam  był cykl książek Marka Krajewskiego o radcy kryminalnym Eberhardzie Mocku. Tu z kolei drugim bohaterem był Wrocław. Krajewski przestudiował stare miejskie mapy, poczytał odpowiednią literaturę i mistrzowsko oddał klimat przedwojennego Breslau.  Mock krąży po pieczołowicie odtworzonym Wrocławiu, nie omijając  eleganckich restauracji, podejrzanych knajp i mrocznych spelun. Zagłębiając się razem z Mockiem w kulinaria przedwojennego Wrocławia, rozpoznałam w Krajewskim pokrewną duszę.

„Mock oderwał oczy od współbraci w alkoholowej niedoli i zabrał się do jedzenia. Najpierw ozdobił plastry boczku górkami chrzanu, następnie ugniótł i uformował za pomocą noża ostrą maź, po czym z lekkim westchnieniem pochłonął podwędzone i przypieczone mięso, zagryzając je czarnym razowym chlebem. Piwo od Hassego spłukało zdecydowany smak chrzanu i wędzonki.”

„Rainer Knüfer nabrał srebrną łyżeczką kupkę czerwonego kawioru i ozdobił nim kostkę czarnego komiśniaka z grubo mielonej mąki. Następnie w połówkę cytryny wkręcił kryształowy, ponacinany wzdłuż stożek umieszczony w okrągłej foremce. Foremka napełniła się sokiem. Kilka jego kropel złamało mdły smak kawioru. Knüfer popił ten kęs szampanem (…).”

„W Piwnicy Świdnickiej panował zwykły obiadowy ruch. We wnękach przy wejściu ustawiły się, jak zawsze, piekarki i sprzedawały bułki i kiełbaski. Kelnerzy (…) zwijali się jak w ukropie (…). Niektórzy z nich dźwigali długie drewniane tace, na których stały stare puchary o pojemności dwóch śląskich kwart. Wypełnione były one „białym” lub „ciemnym baranem” – tak od niepamiętnych czasów nazywano produkt piwnicznego browaru.”

Drugą pokrewną duszę rozpoznaję w Donnie Leon, autorce powieści kryminalnych rozgrywających się w Wenecji, których bohaterem jest inspektor Brunetti. Autorka, Amerykanka, świetnie uchwyciła włoskie klimaty, wszechobecną korupcję, marną jakość włoskiej polityki a przede wszystkim ogromną miłość Włochów do dobrego jedzenia. O ile wstawki kulinarne stanowią tło w dwóch poprzednich cyklach, tu wysuwają się na plan pierwszy. Odnoszę wrażenie, że Brunetti non stop coś je i, tak jak Wallander, pije olbrzymie ilości kawy ( w tym przypadku jest to, naturalnie, espresso).

„Rano Paola wspomniała coś o jagnięcinie i Brunetti zaczął rozmyślać o wielu interesujących sposobach przyrządzania tego mięsa. Na przykład z rozmarynem i czarnymi oliwkami albo rozmarynem i ostrymi papryczkami chili. A co tak bardzo lubił Erizzo? Potrawkę z octem balsamico i fasolką szparagową? Czy tylko z białym winem i rozmarynem? I dlaczego właśnie jagnięcina wymaga rozmarynu bardziej niż innego zioła? Pochłonięty myślami o jagnięcinie, Brunetti znalazł się na szczycie mostu Rialto (…).”

„Siedziała z dziećmi popijając leniwie prosecco (…); dzieci pochłaniały pasticcio przyrządzonego z warstwy polenty, ragú i parmezanu. Potem była tylko zapiekana cykoria pokryta plastrami sera stracchino(…)”

„Rozmowa posuwała się z wolna przy soli z karczochami i sałatce z rukoli.”

„Brunetti zatrzymał się przy pierwszej z dwóch wypełnionych produktami rolnymi łodzi przycumowanych do nadbrzeża, po czym przeniósł się do drugiej. Zapominając na chwilę o Patcie, rozmawiali o kolacji i kupili tuzin karczochów oraz kilogram jabłek Fuji.”

Na zakończenie muszę jeszcze wspomnieć o Aleksandrze Marininie i bohaterce jej książek major Anastazji Kamieńskiej. Otóż Nastka jest antytalentem kulinarnym a Marinina podchodzi do tematu kulinariów  à rebours – poświęca wiele miejsca aby poinformować czytelnika o tym, jak złą kucharką jest jej bohaterka, która odżywia się głównie grzankami  z serem.  Nie jest jednak tak źle – bohaterka staje mi się bardzo bliska gdy dowiaduję się, że wypija ona morze kawy.


Choć tegoroczna jesień jest wyjątkowo ciepła, to, mimo braku zimna i zacinającego deszczu, wydawałoby się niezmiennych atrybutów listopada pięknie kontrastujących z ciepłym i przytulnym domem, zasiądę wieczorami do lektury kryminałów, dzierżąc w ręku mimo późnej pory, nieodłączną filiżankę kawy. 





Cytaty pochodzą z 
M. Krajewski: Koniec świata w Breslau, wyd.  WAB, 2003.
D.Leon: Mętne szkło, wyd. Noir sur blanc, 2006.
D. Leon: Krew z kamienia, wyd. Noir sur blanc, 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...