sobota, 28 grudnia 2013

brukselka smażona na maśle z dodatkiem pestek granatu


Z przyrządzaniem brukselki jest podobnie jak z przyrządzaniem szpinaku - zazwyczaj jest gotowana zbyt długo, co sprawia, że staje się praktycznie niejadalna. O ile dużo zmieniło się na lepsze jeśli chodzi o szpinak, o tyle wiele jeszcze pozostało do zrobienia w obronie brukselki. Dzisiaj proponuję usmażyć ją na maśle i przełamać jej nieco ziemisty smak ożywczym dodatkiem kwaśno-słodkich pestek granatu. Kiedyś eksperymentowałam z dodatkiem suszonej żurawiny, ale była ona za słodka i za bardzo zdominowała smak brukselki. Granat natomiast idealnie go dopełnia. Można też pominąć pestki granatu, bo najważniejszą rzeczą w tym przepisie jest krótkie smażenie brukselki na maśle, w odróżnieniu od tradycyjnego gotowania. Tak przyrządzona brukselka smakuje zupełnie inaczej i jeśli ktoś nadal nie polubi tego warzywa, to już chyba nie ma ratunku.


BRUKSELKA SMAŻONA NA MAŚLE Z PESTKAMI GRANATU


  • 0,5 kg brukselki jak najmniejszej, o zwartych główkach
  • 1 duża cebula pokrojona w piórka
  • 1/2 - 3/4 szklanki pestek z granatu
  • masło do smażenia 
  • sól, grubo mielony pieprz
Brukselkę obieramy z wierzchnich nieładnych liści, płuczemy i kroimy na połówki lub ćwiartki w zależności od wielkości. Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy brukselkę i cebulę i smażymy na małym ogniu pilnując, aby masło się nie przypaliło. Trochę liści odpadnie od główek, ale nie ma to większego znaczenia. Gdy brukselka i cebula będą już ładnie zrumienione dolewamy odrobinę wody i dusimy chwilkę pod przykryciem. Należy uważać, zeby nie gotować jej za długo, ma być jeszcze lekko al dente. Można oczywiście próbować usmażyć brukselkę bez podlewania wodą, ale mnie się nie chce nigdy czekać. Gdy warzywa będą już miękkie, doprawiamy je solą i pieprzem i dodajemy pestki granatu. Mieszamy i wyłączamy gaz. 



niedziela, 22 grudnia 2013

migdały w cynamonowym karmelu i słów kilka o pewnym litewskim twardzielu

po lewej migdały w cukrze, po prawej migdały w karmelu

Migdały pokryte warstwą cynamonowego karmelu stały się już kilka lat temu moją nową świecką tradycją. Pisząc te słowa właśnie kończę (na spółkę z mężem) kolejne dziesięć deko tego świątecznego przysmaku. W tym roku postanowiłam wypróbować przepis  Klotyldy na migdały w cukrze (oryginalny przepis). Jej wersja przypomina bardziej te migdały kupowane na jarmarkach bożonarodzeniowych i zdecydowanie ustępuje w smaku moim migdałom w karmelu. Wersja Klotyldy jest łatwiejsza, w przypadku moich migdałów nieco trudności może sprawiać rozdzielenie migdałów posklejanych karmelem, ale moim zdaniem warto podjąć ten niewielki wysiłek, bo smak nam wszystko wynagrodzi. Poniżej zamieszczam obydwa przepisy.

A teraz obiecane słów kilka litewskim twardzielu. Jest to piernik, który upiekłam w zeszłym roku z przepisu Neli Rubinstein (link). Piernik wyszedł niesamowicie twardy, nie dało się go w ogóle zjeść pomimo długiego leżakowania. Postanowiłam potrzymać go jeszcze przez jakiś czas, żeby sprawdzić czy w końcu zmięknie. Twardziel przeleżał cały boży rok i nic go nie ruszyło, nadal jest twardy jak skała. Ryzykując zdrowiem i połamaniem zębów, zdecydowałam się sprawdzić organoleptycznie jak smakuje. Nie zepsuł się (choć może dojdę do innego wniosku jak wyląduję w szpitalu z zatruciem pokarmowym), przeszedł jedynie różnymi zapachami, tracąc swój przyjemny piernikowy aromat nabierając smrodliwego posmaku, nadal jest jednak jadalny. Teraz już doskonale rozumiem dlaczego można kogoś nazwać "starym piernikiem". 
Kończąc tym spostrzeżeniem życzę wszystkim Wesołych Świąt i zachęcam do wypróbowania karmelowych migdałów.

MIGDAŁY W CYNAMONOWYM KARMELU

  • 100 g migdałów (możemy je wcześniej podprażyć na suchej patelni)
  • 50 g cukru
  • 0,5 łyżeczki cynamonu (lub więcej)
  • 3 łyżki wody
Na patelni mieszamy cukier z wodą i cynamonem. Podgrzewamy na małym ogniu aż utworzy się karmel czyli cukier zbrązowieje. pilnujemy cały czas patelni, bo jeśli cukier zbrązowieje za mocno stanie się gorzki i niejadalny. wrzucamy migdały, dokładnie mieszamy i wykładamy na blaszkę lub szklaną deskę i zostawiamy do ostygnięcia. Migdały będą posklejane, rozdzielamy je najszybciej jak się da, żeby się nie poparzyć. Im bardziej będą stygnąć, tym karmel stanie się twardszy i tym trudniej będzie je rozdzielić.


MIGDAŁY W CUKRZE
ten przepis zmodyfikowany przez mnie
  • 50 g cukru
  • 100 g migdałów
  • 0,5 łyżeczki cynamonu (Klotylda dodaje soli morskiej, ale ja chciałam uzyskać bardziej świąteczny smak)
  • 1 łyżka wody
Na patelni rozpuszczamy cukier w wodzie, dodajemy cynamon i doprowadzamy do zagotowania. Wrzucamy migdały, dokładnie mieszamy i przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, tak aby migdały leżały w jednej warstwie. Pieczemy 20 min (u mnie wyszło 30 min) w piekarniku nagrzanym do 150 stopni C (ja piekłam z termoobiegiem) mieszając delikatnie migdały co 5 min. Wyciągamy z piekarnika i zostawiamy do ostygnięcia. 


czwartek, 19 grudnia 2013

Zwolnij! Przedświąteczna herbatka


Coraz bliżej Świąt, coraz większe nasilenie przedświątecznej bieganiny. Z pracy, którą wykonywałam kilka lat temu, pamiętam wigilijne niesnaski - kto ma przyjść do pracy, a kto może wziąć wolne w ten dzień. Jako młoda, bezdzietna singielka byłam na straconej pozycji - "ty sobie pójdziesz do mamy na gotowe" wypowiedziane oskarżycielskim tonem sprawiało, że nawet nie próbowałam prosić o wolne.  Mężczyźni, tak jak ja, byli zdyskwalifikowani jako osoby odpowiedzialne za przygotowanie Świąt i musieli stawić się w pracy. Szybko pogodziłam się z faktem, że nie mam co marzyć o urlopie w Wigilię, ba, z czasem bardzo polubiłam 24 grudnia w pracy. Od rana panował odświętny nastrój, zwierzchnicy i klienci mówili ludzkim głosem, jedliśmy świąteczne ciasta i udawaliśmy, że coś robimy. Do tego zawsze mogłam potem wypomnieć, że ja pracowałam nawet w Wigilię, podczas gdy inne baby brały sobie urlop lub opiekę na dziecko. Siłą rzeczy łapałam w pracy chwilę wytchnienia od świątecznej krzątaniny.
Dziś zapraszam każdego, kto również ma ochotę na piętnaście minut relaksu (no, powiedzmy pół godziny) na korzenną herbatę. W sam raz, żeby złapać oddech.


KORZENNA HERBATA
proporcje "na oko"


  • 3/4 laski cynamonu, lekko pokruszonego np. w moździerzu
  • kilka plastrów świeżego imbiru
  • ok. 8 goździków
  • 1 niewielka pomarańcza pokrojona w plastry
  • ulubiona czarna herbata
  • ok. 3/4 litra wody 
Umieszczamy wszystkie składniki w dzbanku, zalewamy wodą o temperaturze ok 95 stopni C i czekamy kilka minut aż się zaparzy. Podajemy z cukrem muscovado. Herbata idealnie komponuje się z tymi ciastkami





piątek, 13 grudnia 2013

pomarańczowy sernik z białą czekoladą i galaretką żurawinowo-cynamonową



POMARAŃCZOWY SERNIK Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ I GALARETKĄ ŻURAWINOWO-CYNAMONOWĄ
przepis na tortownicę o średnicy 23 cm


spód:
  • 100 g zmielonych ciasteczek typu digestive biscuits lub petit beurre
  • 80 g roztopionego masła
masa serowa:
  • 500 g mascarpone
  • 200 g kremowego serka (o wysokiej zawartości tłuszczu, min. 20%)
  • 200 ml śmietany kremówki (30 lub 36%)
  • 200 g białej czekolady
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 4 łyżki żelatyny (25 g)
  • sok i otarta skórka z jednej średniej pomarańczy
galaretka żurawinowo-cynamonowa:
  • 300 g żurawiny świeżej lub mrożonej
  • 150 g cukru (lub do smaku)
  • 3/4 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżeczki żelatyny
Ciastka mieszamy z masłem i wykładamy nimi dno tortownicy wyłożonej folią aluminiową. Odstawiamy na ok pół godziny w chłodne miejsce aż masa stwardnieje.

100 g białej czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej i zostawiamy do lekkiego ostygnięcia. Ubijamy śmietankę na sztywno. W osobnym naczyniu ubijamy na gładką masę mascarpone, serek kremowy, cukier puder, sok i skórkę z pomarańczy. Dodajemy przestudzoną czekoladę (ale nie studzimy jej za bardzo, żeby nie powróciła do stanu stałego) i bitą śmietanę. Żelatynę zalewamy 1/4 - 1/2 szklanki zimnej wody i chwilkę czekamy aż napęcznieje. Następnie podgrzewamy ją na niewielkim ogniu aż stanie się płynna (nie zagotowujemy!). Żelatynę powoli  wlewamy do masy serowej cały czas ubijając tę masę mikserem. Następnie ścieramy pozostałe 100 g czekolady na tarce o grubych oczkach i dodajemy do masy serowej. Wylewamy na zastygnięty spód i zostawiamy do stężenia. Galaretkę żurawinową można wylewać od razu, bo masa serowa jest dosyć gęsta, a i sama galaretka również.

Żurawiny umieszczamy w garnku, zasypujemy cukrem i gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem (jak na dżem). Jeśli będzie potrzeba można dodać odrobinę wody, ale gdyby żurawiny nie chciały puścić szybko soku, lepiej je lekko porozgniatać widelcem. Gotujemy ok. 15 minut aż żurawiny zaczną pękać. Owoce umieszczamy w blenderze i miksujemy na gładką masę. Jeśli chcemy, taki przecier żurawinowy możemy przetrzeć przez sitko, mi jednak te odrobinki skórek w ogóle nie przeszkadzały. Dodajemy cynamon i ewentualnie więcej cukru. Żelatynę zalewamy zimną wodą (3 - 4 łyżki), zostawiamy chwilkę do napęcznienia i podgrzewamy na małym ogniu. Dodajemy do przecieru żurawinowego (dobrze jak będzie jeszcze ciepły, wtedy nie grozi nam ścięcie się żelatyny w grudki) i dokładnie mieszamy. Wylewamy na masę serową i zostawiamy w chłodnym miejscu do zastygnięcia.



poniedziałek, 9 grudnia 2013

zupa z kurczaka i dzikiego ryżu


Scenka w tramwaju: wchodzi mężczyzna około trzydziestki z dzieckiem na oko cztero-, pięcioletnim. Zajmują miejsca, ojciec odbiera  telefon: No, ku*** misiu, ręce opadają. Przecież ci mówiłem, że wsiadam do dziesiątki. Zaj******, teraz będę czekał pod domem." Skończył rozmowę i na pytające spojrzenie syna odpowiada: "Mama wsiadła do innego tramwaju, nie będzie jechać z nami."
Kolejna scenka. Czekam na przystanku, właśnie odjeżdża tramwaj 20. Wpada matka z córką, córka pewnie chodzi do pierwszej albo drugiej klasy szkoły podstawowej. Matka: Ku***, spier****** nam dwudziestka."
Ok, kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem - sama czasem przeklinam. Ale żeby przy dziecku? Na cały głos, bez skrępowania w miejscu publicznym? 
A  tych którzy cały dzień wytrzymają bez jednej ku*** albo chu**, zapraszam na talerz pysznej zupy. 





dziki ryż

ZUPA Z KURCZAKA I DZIKIEGO RYŻU
zmodyfikowany przepis z tego bloga

  • 0,5 szklanki dzikiego ryżu (może być wymieszany z białym lub brązowym)
  • 1 pierś z kurczaka (ok 250 g)
  • 1,5 l bulionu z kurczaka
  • 1 średnia marchewka
  • 2-3 łodyżki selera naciowego (można zastąpić odpowiednią ilością selera bulwiastego)
  • ok 8 cm kawałek pora
  • 1/3 szkl. mąki
  • 1 szklanka mleka lub słodkiej śmietanki albo mieszanki tych dwóch
  • 50 g masła + masło do smażenia warzyw
  • 2 - 3 liście laurowe
  • 1 łyżka suszonego rozmarynu
Marchew, seler i por kroimy w bardzo drobną kostkę i podsmażamy na niewielkim ogniu na maśle, bez rumienienia warzyw. Najlepiej zrobić to w garnku, w którym będziemy gotować zupę, nie trzeba będzie wtedy przekładać warzyw. Podsmażone marchew, seler i por zalewamy bulionem, dodajemy dziki ryż, pierś kurczaka oraz liście laurowe i rozmaryn. Gotujemy na małym ok 45 minut od momentu zagotowania zupy. Jeśli zdecydowaliśmy się na dodatek białego ryżu dodajemy go ok. 15 min. przed końcem gotowania. Również pod koniec gotowania przygotowujemy bardzo gęsty sos beszamelowy. W garnku rozpuszczamy masło, dosypujemy mąkę i mieszamy dokładnie. Smażymy przez chwilę (masa nie może się zrumienić!) i powoli dolewamy mleko lub śmietankę, cały czas energicznie mieszając trzepaczką. Staramy się rozpuścić wszystkie grudki, sos ma mieć gładką konsystencję. Po zagotowaniu  powstanie taki mocno gęsty klajster, który rozrzedzamy dodając płyn z zupy. Z zupy wyciągamy pierś z kurczaka a następnie przelewamy rozrzedzony sos do garnka z zupą i chwilkę gotujemy. Pierś z kurczaka dzielimy dwoma widelcami na małe kawałki i dodajemy do garnka. Zupę podajemy z posiekaną zieloną pietruszką. 





czwartek, 5 grudnia 2013

piernik Nigelli Lawson



Po ubiegłorocznym piernikowym maratonie, z którego zdałam relację tutaj, w tym roku postanowiłam bardzo mocno ograniczyć moją piernikową działalność. Skusiłam się jedynie na piernik z "How to Be a Domestic Goddess" Nigelli Lawson. Ciasto jest banalnie proste do zrobienia, nie potrzeba nawet miksera. Byłam też ciekawa jak będzie smakował piernik pieczony bez miodu, za to z melasą, złotym syropem (golden syrup) i świeżym imbirem. Efekt okazał się bardzo zadowalający, ciasto wyszło miękkie i delikatne, przypomina w smaku mojego zwycięzcę z ubiegłego roku, czyli piernik z Kwestii Smaku. Sądziłam jedynie, że smak będzie jakoś bardziej różnił  od tradycyjnego polskiego piernika. 

PIERNIK NIGELLI LAWSON


  • 150 g masła
  • 200 g złotego syropu (golden syrup)
  • 200 g melasy (ciemnej - black treacle)*
  • 50 g cukru muscovado (w oryginale 125 g)
  • 2 łyżeczki utartego świeżego imbiru
  • 1 łyżeczka suszonego mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonych goździków (w oryginale 1/4 łyżeczki)
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej rozpuszczonej w 2 łyżkach wody
  • 250 ml pełnotłustego mleka
  • 2 jajka L, lekko roztrzepane (można to zrobić trzepaczką lub widelcem)
  • 300 g mąki
Masło, złoty syrop, melasę, cukier, imbir świeży i suszony, cynamon i goździki umieszczamy w dużym garnku i rozpuszczamy wszystkie składniki aż utworzy się gładka masa - nie trzeba zagotowywać. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest bardzo gorąca, przed dodaniem jajek czekamy aż nieco wystygnie. Ciasto będzie bardzo rzadkie, ale takie właśnie ma być. Przelewamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni C przez 45 min do 1 godz. Piernik jest dobry bez żadnych dodatków, wystarczy posypać go cukrem pudrem. Nigella pokrywa go tylko polewą cytrynową, ja jednak polecam przełożyć go powidłami lub konfiturą różaną. 

*W USA i Wielkiej Brytanii są  różnice w nazewnictwie różnych odmian melasy. Ponieważ jest to przepis Nigelli używam tutaj terminologii brytyjskiej.


Choć po ubiegłorocznych wyczynach w dziedzinie wypieku pierników wolę się trzymać tego co znane i sprawdzone, to jednak te pierniczki wołają do mnie "Weź się do pieczenia!". Im dłużej o nich myślę, tym mniej ręczę za siebie.   

wtorek, 3 grudnia 2013

ciastka z żurawinami i skórką pomarańczową


Kolejne ciastka z bloga Averie, tyle, że tym razem musiałam mocno pozmieniać recepturę. W oryginalnym przepisie w skład tych ciastek wchodzi olej kokosowy - za pierwszym razem rzeczywiście go użyłam. Ciasteczka wyszły całkiem dobre, ale nieznośny zapach tego oleju psuł całą przyjemność ich jedzenia. Zastąpiłam go masłem, zmniejszyłam ilość cukru, dodałam skórkę pomarańczową i żurawinę - i voilà- ciasteczka jak marzenie. Miękkie, pachnące pomarańczami o delikatnym posmaku melasy, z dodatkiem żurawin są wprost idealne na grudniowe wieczory. Nie wspominając o tym, że są banalnie proste do zrobienia... 

CIASTKA Z ŻURAWINAMI I SKÓRKĄ POMARAŃCZOWĄ
(przepis na około 12 - 14 sztuk)

  • 150 g miękkiego  masła
  • 220 g mąki
  • 120 g brązowego cukru Muscovado (ważne)*
  • 1 jajko L
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżeczki kandyzowanej skórki pomarańczowej lub skórka otarta z 1 średniej pomarańczy
  • 1 szklanka suszonych żurawin
Masło ucieramy mikserem na puszystą masę, dodajemy cukier, a następnie jajko. Mieszamy ze sobą mąkę pszenną i ziemniaczaną, sól oraz proszek do pieczenia, dodajemy do ubitej masy. Następnie wsypujemy żurawiny i skórkę pomarańczową i mieszamy dokładnie łyżką. Z ciasta formujemy kulki równej wielkości (np. za pomocą gałkownicy do lodów) i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zostawiając 3 - 4 cm odstępu pomiędzy ciasteczkami. Delikatnie rozpłaszczamy je np. wypukłą stroną łyżki. Odstawiamy w zimne miejsce na ok. 2 godziny aż mocno stwardnieją. Ciasto można również trzymać w chłodzie przez 24 godziny i upiec je następnego dnia. Pieczmy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 15 min. Ciasteczka bezpośrednio po wyjęciu z piekarnika będą bardzo miękkie, jakby niedopieczone. Czas pieczenia trudno podać precyzyjnie - autorka  przepisu piekła te ciastka 8 minut - u mnie po tym czasie w żaden sposób nie wyglądały na niedopieczone - były najzwyczajniej surowe. Na pewno trzeba je piec tak długo aż wierzch przestanie być błyszczący, a stanie się matowy. 

*Ciemnego cukru Muscovado nie da się zastąpić cukrem brązowym jasnym ani tym bardziej białym. Ciasteczka będą słodkie, ale nie będą miały charakterystycznego posmaku melasy



sobota, 30 listopada 2013

zupa grzybowa z sokiem z kapusty kiszonej


Zupa ta, to bardzo ciekawe połączenie smaków, które zaintrygowało mnie już jakiś czas temu. A końcówka listopada to idealny czas na tego typu danie. Podstawowe składniki - suszone grzyby i sok z kiszonej kapusty, są bardzo polskie, a mimo to zupa ta nie jest zbyt popularna. Mam nadzieję, że to się trochę zmieni i zachęcę przynajmniej parę osób do przygotowania tej prostej zupy. Inspirowałam się tym przepisem, ale oczywiście wprowadziłam własne modyfikacje.

ZUPA GRZYBOWA Z SOKIEM Z KAPUSTY KISZONEJ

  • 1 litr lekkiego bulionu warzywnego
  • 20 g suszonych grzybów (podgrzybki, prawdziwki)
  • ok. 1 szklanki soku z kiszonej kapusty 
  • 2 średnie marchewki, pokrojone w kostkę
  • 1 duża cebula, drobno pokrojona
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • 2 liście laurowe
  • 1/4 - 1/2 szklanki słodkiej śmietany 30%
Grzyby łamiemy rękami na mniejsze kawałki - nie trzeba tego robić zbyt starannie. Możemy też zostawić grzyby w całości, jeśli lubimy duże kawałki w zupie. Do garnka z bulionem dodajemy grzyby, liście laurowe oraz ziele angielskie i gotujemy je pod przykryciem na małym ogniu ok. 15 min. Następnie dodajemy marchew i cebulę. Gotujemy ok. 20 minut, lub do miękkości marchewki.  Wyłączamy gaz i dodajemy śmietanę.

Studzimy zupę do temperatury pokojowej i dodajemy sok z kiszonej kapusty. Robimy to stopniowo, dopasowując ilość soku do własnych preferencji. Ważne jest, aby nie dodawać soku do gorącej zupy, gdyż część witamin w nim zawartych ulegnie zniszczeniu w wysokiej temperaturze (choć nie będzie miało to wpływu na smak zupy). Zupę można zagęścić 2 łyżkami mąki rozmieszanej ze śmietaną, ale dla mnie taka nieco bardziej wodnista konsystencja była odpowiednia. Podajemy z makaronem. 

moje grzybowe zapasy
nawet nie zauważyłam, że na wszystkich zdjęciach przeglądam się w łyżce :)

środa, 27 listopada 2013

Jabłka Sylvii Plath. Apple pie karmelowo-maślany

Przez kilka ostatnich dni czytałam Przezimowanie Kate Moses, jak zwykle z doskoku, w małych porcjach, między jedną czynnością a drugą cały czas marząc, żeby móc spokojnie siąść i czytać do woli. 

Sylvia podnosi głowę znad wózka Nicka i patrzy na kwitnący sad, światło słoneczne tworzy pryzmatyczne aureole u końcówek jej rzęs, gdy mruży oczy.
- Spójrz! - woła do Assii. Ruchem głowy wskazuje jabłonie, których wiekowe konary lekko skrzypią i kołyszą się prawie niedostrzegalnie. - Już po naszych jabłkach.
Kwiaty nadal opadają, unoszą się nieprzerwaną falą w kierunku zachodnim, zaścielając stok sadu.
- Ale uroczo - odpowiada Assia niskim gardłowym głosem, który brzmi bardzo po niemiecku. - To jak scena z Tołstoja.
- Tak, rzeczywiście - mówi Sylvia, patrząc na rozrzutne drzewa. - Ale gdy pomyślę o tych wszystkich moich plackach, szarlotkach...

Przezimowanie opisuje końcowe miesiące życia Sylvii Plath, gdy rozpada się jej małżeństwo, a ona sama miota się między szaloną nadzieją na odbudowanie swojego życia, a całkowitym zwątpieniem. Jest to zapis wrażeń, emocji, niewiele w nim istotnych faktów z życia Sylvii. Nadspodziewanie dużo miejsca zajmują za to jabłonie i jabłka.



Zaczyna ładować worki. Kilka żółtych jabłek z gatunku Early Victoria, wciąż twardych. Płaskie, mieszczące się w dłoni bramley's seedlingi: rumiane, zielone jabłka do pieczenia. Późne pig's nose pippiny, z czerwonymi smugami na zielonej skórce. Choć zgaszone na drzewach, barwy bramleyów i pig nose'ów stają się coraz żywsze. Aromat jabłek podobno odpowiada porze ich dojrzewania: letnie są kwaskowate, sierpniowe mają smak truskawek. Wczesne jabłka jesienne smakują melonem i winem, te późne - miodem. Wybiera jedno i wbija w nie zęby, aromatyczny miodowy sok tryska mu na język.


Po takiej lekturze musiałam upiec coś z jabłkami. Przepis na to ciasto pochodzi ze strony joyofbaking. Jest to jedno z najlepszych apple pie jakie jadłam - dzięki skarmelizowaniu soku jabłkowego, do którego dodajemy odrobinę masła, placek jabłkowy zyskuje cudowny karmelowo-maślany posmak. Ciasto jest niezwykle elastyczne przy wałkowaniu, a po upieczeniu niezwykle kruche. Na zdjęciach poniżej widać, że udało mi się wyłożyć formę jednym kawałkiem ciasta bez doklejania skrawków. Dzięki odsączeniu soku z jabłek placek nie nasiąka wilgocią następnego dnia. Jednym słowem, placek ideał.

APPLE PIE KARMELOWO-MAŚLANY

ciasto:

  • 350 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżki cukru
  • 225 g masła
  • 1/4 - 1/2 szkl lodowatej wody
nadzienie jabłkowe:
  • 1,1 kg jabłek obranych ze skórki i pokrojonych na talarki o grubości ok 5 mm
  • 50 g białego cukru (ok. 1/4 szkl.)*
  • 55 g jasnego brązowego cukru (ok. 1/4 szkl.)*
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej (opcjonalnie)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki masła (ok. 30 g)
  • 1 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej (ok. 15 g)
ciasto: 
Mieszamy mąkę, sól i cukier i dodajemy masło pokrojone w drobną kostkę. Rozcieramy palcami aż ciasto będzie miało konsystencję grubej kaszy. Przygotowujemy pół szklanki lodowatej wody i stopniowo dodajemy do ciasta aż będzie gładkie i elastyczne. Ja dodałam niecałą ćwiartkę szklanki wody, ale wiadomo, dużo zależy od wilgotności mąki. Ciasto dzielimy na dwie części - jedną rozwałkowujemy w kształt koła i wykładamy nią formę do tart, drugą również rozwałkowujemy tworząc koło o średnicy nieco większej niż średnica naszej formy. Wstawiamy do lodówki, żeby się dobrze schłodziły - o tej porze roku wystawiłam  ciasto na balkon, twardnieje szybciej niż w lodówce. 

jabłka:
Po pokrojeniu jabłek na cząstki natychmiast skrapiamy je sokiem z cytryny, żeby nie ściemniały (choć i tak nieco ściemnieją w trakcie odsączania soku). Dodajemy do nich cukier, sól, cynamon, ewentualnie gałkę muszkatołową i zostawiamy w misce na czas od 0,5 godz do nawet 3 godzin aż wycieknie z nich około 120 ml soku (1/2 szklanki). Następnie umieszczamy jabłka na durszlaku, pod którym ustawiamy miskę na sok. Sok przelewamy do garnka, dodajemy masło i stawiamy na dużym ogniu. Teraz redukujemy sok z masłem do objętości około 1/3 - 1/4 szklanki cały czas pilnując aby się nie przypalił - radzę stać cały czas nad garnkiem i mieć oko na to, co się w nim dzieje. 
Bezpośrednio przed nałożeniem jabłek do formy z ciastem dodajemy do nich mąkę ziemniaczaną i zredukowany sok jabłkowy z masłem. Dokładnie mieszamy i przekładamy na niepodpieczony spód. Przykrywamy pozostałym krążkiem ciasta, zaginając ozdobnie brzegi (co akurat nigdy mi nie wychodzi), robimy nacięcia na wierzchniej warstwie ciasta przez które będzie uciekać para. Na koniec smarujemy jajkiem i wstawiamy na najniższą półkę w piekarniku. W oryginalnym przepisie pieczemy ten placek w temperaturze 220 stopni C, w moim piekarniku musi to być jednak 200 stopni, bo placek za bardzo się przypala w 220. Gdyby wierzch placka zrumienił się zbyt mocno przykrywamy go kawałkiem foli aluminiowej. Pieczmy około 50 minut lub do momentu gdy jabłka zmiękną, ale nie będą papkowate , co sprawdzamy wsuwając nóż przez jedno z nacięć na wierzchu placka.

*ilość cukru może wahać się znacznie w zależności od gatunku jabłek i osobistych preferencji







sobota, 23 listopada 2013

zapiekanka mięsna w stylu shepherd's pie

Klasyczna shepherd's pie to zapiekanka z użyciem mięsa jagnięcego, tradycyjne danie kuchni brytyjskiej. Ja zrobiłam wersję nieco spolszczoną, czyli zamiast jagnięciny użyłam mieszanki mięsa wołowego i wieprzowiny. Wyszło danie idealne na chłodny, listopadowy dzień - domowe, sycące, pyszne. Inspirowałam się przepisem Gordona Ramsey'a z tej strony, tylko użyłam innego mięsa i nie dodałem wina (nie byłam pewna czy cały alkohol wyparuje, a na obiedzie była osoba niepijąca). Warstwa ziemniaczana jest dosyć cienka, więc śmiało można ją podwoić, jeśli ktoś woli danie mniej mięsne.


ZAPIEKANKA MIĘSNA W STYLU SHEPHERD'S PIE
na formę żaroodporną o wymiarach 23 cm na 23 cm

warstwa mięsna

  • 1 kg mielonego mięsa wołowo-wieprzowego
  • 2 pory
  • 1 duża cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 250 ml bulionu z kurczaka
  • 1 łyżka posiekanego tymianku
  • 4 łyżki sosu Worcestershire (lub do smaku)
  • sól i pieprz do smaku
warstwa ziemniaczana
  • 750 g ziemniaków
  • 50 g masła
  • 100 g sera cheddar
  • pół szklanki posiekanego szczypiorku
  • ewentualnie odrobina mleka lub słodkiej śmietanki, gdyby ziemniaki były bardzo suche
Mięso podsmażamy partiami na oleju i przekładamy do garnka lub brytfanny. Dwie minuty przed końcem smażenia dodajemy czosnek. Na tej samej patelni podsmażamy pory i cebulę aż zrobią się szkliste (nie rumienimy). Dodajemy sos Worcestershire a następnie koncentrat pomidorowy. Pory, cebulę i rozmaryn dodajemy do mięsa, wlewamy bulion drobiowy i gotujemy bez przykrycia  przez około 15 minut aż sos nieco odparuje. Odstawiamy do ostygnięcia

Ziemniaki gotujemy do miękkości i ucieramy z masłem na purée. Dodajemy 3/4 sera i szczypiorek. Do żaroodporngo naczynia przekładamy warstwę mięsną i przykrywamy ją warstwą ziemniaczaną. Posypujemy resztą startego sera, posypujemy delikatnie solą i świeżo mielonym pieprzem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i pieczemy około 0,5 godziny lub do zrumienienia się sera.

środa, 20 listopada 2013

super cienkie naleśniki i krokiety z kapusty z grzybami


Krokiety z kapustą i grzybami wydają się być jedną z najprostszych rzeczy do zrobienia, ale jest to danie często serwowane na Wigilię, więc chcemy by  wyszły idealne. Dla mnie kluczem do sukcesu są jak najcieńsze naleśniki wypełnione farszem, w którym wyraźnie czuć smak  grzybów. O ile dodanie dużej ilości grzybów do kapusty jest łatwe do wykonania, o tyle cienkie, nierwące się naleśniki nie tak łatwo uzyskać. Dziś chcę zaprezentować przepis znaleziony kiedyś na Galerii Potraw, z którego korzystam już od dawna. Ciasto na te naleśniki zawiera dużo jajek, dzięki czemu są one elastyczne i nie rwą się nawet, gdy są bardzo cienkie. Gdy mam ochotę na naleśniki z dżemem, wolę aby były bardziej mięsiste, ciastowate, jednak do wszelkich naleśników z wytrawnym farszem, to ciasto jest idealne.

SUPER CIENKIE NALEŚNIKI
( z podanej ilości ciasta wychodzi ok. 8 dużych naleśników o średnicy 28 cm)

SZKLANKA = 250 ML
  • 55 g masła, roztopionego (można je dodatkowo skarmelizować)
  • 1,5 szkl mleka 
  • 3 jajka 
  • 3/4 szklanki maki 
  •  0,5 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
Mleko zagotowujemy i odstawiamy na ok. 10 min. Po tym czasie miksujemy wszystkie składniki na gładkie ciasto i odstawiamy na co najmniej 2 godziny. Po tym czasie możemy zacząć smażyć naleśniki - ja delikatnie smaruję patelnię olejem, tylko przed smażeniem pierwszego naleśnika, potem smażę bez dodatkowego tłuszczu. Wszystko jednak zależy od rodzaju patelni. 




FARSZ Z GRZYBÓW I KAPUSTY
  • 0,5 kg kiszonej kapusty
  • 50 g suszonych podgrzybków lub prawdziwków (można dać więcej)
  • 2 - 3 średnie cebule, drobno pokrojone
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • sól i pieprz do smaku
PANIERKA
  • 1 jajko L
  • bułka tarta
Kapustę, liść laurowy i ziele angielskie zalewamy niewielką ilością wody i gotujemy na małym ogniu aż kapusta zmięknie, ok. 0,5 h. Suszone grzyby zalewamy niewielką ilością wody i gotujemy na małym gazie ok. o,5 h. Pod koniec gotowania kapusty warto wrzucić grzyby wraz z wodą, w której się gotowały do garnka z kapustą - wywar grzybowy ma bardzo silny smak i niezwykle  wzmocni grzybową nutę w farszu. Wywar z grzybów można też zachować do zupy grzybowej, risotta z suszonych grzybów lub do sosu grzybowego. Cebulę podsmażamy na smalcu lub oleju. Grzyby i kapustę odcedzamy  a następnie mielimy w maszynce do mięsa lub drobno siekamy. Dodajemy cebulę, całość mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem. Następnie farsz nakładamy na naleśniki - kładę nadzienie na środek, a brzegi naleśnika zakładam na siebie, ale można takie naleśniki zrolować lub nadać im jeszcze inny kształt. Przed smążeniem krokiety moczymy w rozbełtanym jajku i obtaczamy w bułce tartej. Smażymy na oleju aż będą zrumienione.


środa, 13 listopada 2013

ciastka z czekoladą, melasą i cynamonem


Ostatnio często zaglądam na blog Averie i wypróbowuję różne przepisy na słodkości. Większość receptur utrzymana jest w, powiedziałabym, amerykańskim stylu - ciastka z czekoladą, masłem orzechowym, melasą, karmelem itp, a że zrobiło się trochę chłodniej i odczuwam potrzebę cięższych, bardziej bogatych deserów, to jej strona wpisuje się w moje aktualne preferencje kulinarne. W zasadzie mam ochotę upiec wszystko, co się na tym blogu pojawia. Dziś przedstawiam przepis na rewelacyjne ciastka z czekoladą, melasą i cynamonem, niezwykle proste do przygotowania. Jedynie czas pieczenia sprawił mi sporo problemów, co opisałam w przepisie poniżej. Oczywiście, jak w przypadku większości amerykańskich wypieków musiałam mocno ograniczyć ilość cukru, a i tak ciastka wyszły dosyć słodkie.


CIASTKA Z CZEKOLADĄ, MELASĄ I CYNAMONEM
oryginalny przepis + moje modyfikacje
  • 110 g masła
  • 300 g mąki
  • 1 jajko L
  • 60 g brązowego cukru
  • 60 g białego cukru
  • 3 łyżki melasy
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • szczypta imbiru
  • 1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 200 g gorzkiej czekolady i 100 g mlecznej, pokrojone na niewielkie kawałki
do obtoczenia:
  • 1/2 szklanki białego cukru
  • 3/4 łyżeczki cynamonu

Masło rozpuszczamy i lekko studzimy. Wszystkie składniki oprócz czekolady mieszamy w misce łyżką lub mikserem. Powinno powstać dość gęste ciasto. Dodajemy czekoladę i chłodzimy ciasto w lodówce przez co najmniej 2 godziny - ja trzymałam swoje w lodówce przez całą noc, a ciasteczka piekłam rano. 

Ostudzoną masę formujemy w kulki najlepiej za pomocą gałkownicy do lodów - ciastka powinny być wielkości przeciętnej gałki lodów. Cukier mieszamy z cynamonem i w powstałej mieszance obtaczamy ciastka. Układamy na blaszce wyłożoną papierem do pieczenia zachowując odstępy - ciastka będą nieco rosnąć i rozpłaszczą się. 




Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C. Autorka bloga, z którego zaczerpnęłam przepis, każe piec te ciastka przez 8 - 9 minut. Niestety, u mnie po tym czasie ciastka były całkiem surowe. Za pierwszym razem piekłam je dokładnie 27 min - bezpośrednio po upieczeniu były miękkie, potem mocno stwardniały. Następnym razem piekłam je przez 20 min i po ostudzeniu były już bardziej miękkie. Gdy będę piekła je jeszcze raz, spróbuję po raz kolejny skrócić czas pieczenia. Jedno jest pewne - ciastka bezpośrednio po wyjęciu z piekarnika są bardzo miękkie, a  po ostudzeniu mocno twardnieją. Jednak w każdej wersji są przepyszne - po prostu im dłużej będziemy je piec, tym bardziej kruche będą po ostudzeniu. 



sobota, 9 listopada 2013

ziemniaki pieczone z cheddarem i cebulą

Ziemniak już od jakiegoś czasu cieszy się niezbyt dobrą opinią - a to jest tuczący, a to indeks glikemiczny nie taki, to znowu spożywanie go świadczy o zaściankowości i niewyszukanym guście kulinarnym. W ostatnich latach został częściowo zrehabilitowany, ale tylko gdy jest jedzony bez żadnych dodatków i najlepiej ugotowany na parze.
Ja ziemniaki uwielbiam, jem je często i zazwyczaj z jakimś tłustym dodatkiem - mlekiem, śmietanką czy masłem.
Dziś mam rewelacyjny przepis dla tych, którzy  nie ulegli antyziemniaczanej propagandzie - ziemniaki pieczone z cheddarem, cebulą, wzbogacone dodatkiem kwaśnej śmietany. Przepis znalazłam na tym blogu, lekko go zmodyfikowałam, bo nawet sama autorka pisze, że robiła te ziemniaki w wielu wariantach. Przepis jest wręcz idealny do modyfikacji - zamiast cheddaru możemy użyć różnych innych serów, do farszu dodać szczypior, estragon, pietruszkę i wiele innych ziół. Za każdym razem  będzie równie smacznie.


ZIEMNIAKI PIECZONE Z CHEEDAREM I CEBULĄ


  • 6 średniej wielkości ziemniaków w miarę równych
  • 200 g sera cheddar 
  • 1 cebula drobno pokrojona
  • 2 ząbki czosnku drobno pokrojone
  • 2 - 3 łyżki kwaśnej, gęstej śmietany 
  • sól i pieprz do smaku
Ziemniaki myjemy (nie obieramy ze skórki!), układamy na blaszce i pieczemy w piekarniku w temperaturze 200 stopni C (z termoobiegiem) przez około godzinę. Czas pieczenia może się dość znacznie różnić w zależności od wielkości, kształtu i gatunku ziemniaków oraz oczywiście od piekarnika.

W trakcie pieczenia ziemniaków podsmażamy cebulę i czosnek na odrobinie oleju, aż staną się szkliste, nie rumienimy ich. Ma to być powolne smażenie w niskiej temperaturze. Ścieramy ser, przekładamy do miski (zostawiamy trochę sera do posypania ziemniaków podczas zapiekania), dodajemy cebulę i czosnek. Gdy ziemniaki będą miękkie, wyciągamy je z piekarnika i lekko studzimy. Następnie ścinamy wierzch i wydrążamy łyżeczką miąższ, który przekładamy do miski i rozcieramy widelcem lub przepuszczamy przez praskę do ziemniaków na gładką masę.Ziemniaczane łupinki mają pozostać w całości - napełnimy je farszem.

Wszystkie składniki farszu (ziemniaki, cebulę, czosnek i ser) dokładnie mieszamy, dodajemy 2 - 3 łyżki śmietany (jeśli damy jej za dużo, danie zacznie przypominać farsz do ruskich pierogów). Solimy i pieprzymy do smaku. Następnie nadzienie przekładamy do wydrążonych łupinek - farsz będzie nieco wystawał, bo przecież dodaliśmy do miąższu ziemniaczanego jeszcze inne składniki. Posypujemy pozostałym cheddarem i wstawiamy na ok. 20 - 30 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C aż ser się zrumieni.

Takie ziemniaki można podać jako dodatek do mięs, ja jednak jadłam je jako samodzielne danie, z dużą ilością sałaty rzymskiej z winegretem.


środa, 6 listopada 2013

sernik z likierem amaretto

Jest to sernik typu nowojorskiego - o powstaniu tego rodzaju serników możecie przeczytać tutaj. Aromatu nadaje mu likier amaretto, który możecie zastąpić Waszym ulubionym likierem, jeśli akurat nie lubicie posmaku amaretto. Do tego koniecznie filiżanka dobrej  kawy i mamy miłą chwilę przyjemności. Przepis pochodzi z tej strony, ja go nieco zmodyfikowałam.


SERNIK Z LIKIEREM AMARETTO
przepis na tortownicę o średnicy 23 cm

spód:

  • 150 g ciasteczek typu digestive biscuits, zmielonych
  • 60 g roztopionego masła
  • 3 łyżki drobno posiekanych migdałów a następnie podprażonych na patelni
masa serowa:
  • 700 g kremowego serka
  • 3 jajka L
  • 1 żółtko L
  • 150 ml śmietany kremówki
  • 150 ml likieru amaretto
  • 7 łyżek mąki ziemniaczanej
  • 1/2 szklanki cukru
Wszystkie składniki spodu mieszamy ze sobą i wykładamy na tortownicę. Dokładnie ugniatamy dłońmi i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C na ok. 15 minut aż się podpiecze.

Serek ucieramy z mąką i cukrem na gładką masę. Dodajemy po jednym jajku, a potem żółtko. Następnie wlewamy śmietankę i amaretto i dokładnie mieszamy aż masa będzie jednolita. Wylewamy na podpieczony spód. Pieczemy przez 10 minut w temperaturze 200 stopni C, następnie obniżamy temperaturę do 100 stopni C i pieczemy przez 1 godz. i 15 min. Po tym czasie sernik powinny być ścięty na brzegach, w środku może być galaretowaty. Wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim sernik jeszcze na pół godz. Po tym czasie studzimy go temperatury pokojowej, a następnie chłodzimy w lodówce przez kilka godzin. 



sobota, 2 listopada 2013

domowy pasztet w słoikach

Jeszcze niedawno lato pokazywało swoje ostatnie podrygi, a  tu już jesień i pierwszy listopadowy deszcz. To, co latem wydaje się nie do pomyślenia - długo duszone mięsa, wolno pyrkający bigos, masowa produkcja świątecznych pierników, teraz staje się przyjemne i pożądane. W tym jesiennym duchu przygotowałam domowy pasztet - delikatnie doprawiony, o miękkiej konsystencji stanowi idealne uzupełnienie dla chleba. Pasztety to jedna z najbardziej ryzykownych rzeczy do kupienia w sklepie - naprawdę ciężko stwierdzić, co producenci wykorzystali do jego produkcji.  Mój pasztet zagotowuję w słoikach, które potem przechowuję w lodówce, dzięki czemu nie muszę go przygotowywać za każdym razem, gdy mam na niego ochotę. 


DOMOWY PASZTET WIEPRZOWO-CIELĘCY W SŁOIKACH
przepis na podstawie Kuchni Polskiej z moimi modyfikacjami

  • 50 dag wieprzowiny (łopatka, szynka, karkówka), pokrojonej w kostkę o wielkości 5 na 5 cm
  • 20 dag słoniny bez skóry, 
  • 40 dag cielęciny, pokrojonej w  kostkę o wielkości 5 na 5 cm
  • 10 dag cebuli ( 2 średnie), pokrojonej w grubą kostkę
  • 10 dag czerstwej bułki (3 małe)
  • 3 jajka
  • 1 liść laurowy
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • sól i pieprz do smaku
Słoninę kroimy w drobną kostkę i smażymy w brytfannie na małym ogniu aż wytopi się większość tłuszczu (gdy wytopi się już trochę tłuszczu, możemy zwiększyć ogień do średniego).
Maksymalnie zwiększamy ogień i partiami dorzucamy wieprzowinę i cielęcinę. Obsmażamy je, aż się zrumienią, a usmażone partie przekładamy do miski. Dodajemy cebulę i chwilę ją podsmażamy, a potem przekładamy całe mięso z powrotem do brytfanny. Dolewamy odrobinę gorącej wody, wrzucamy przyprawy i sól i dusimy całość na małym ogniu pod przykryciem ok. 1 godziny. Gdy wszystko będzie już miękkie wyciągamy liść laurowy i ziele angielskie i przecedzamy zawartość brytfanny. W pozostałym sosie moczymy bułki. Sosu nie powinno pozostać zbyt dużo - ilość powinna wystarczyć do namoczenia bułek (ok. 1,5 szklanki). Gdyby płynu było bardzo dużo, należy go zredukować (czyli gotować na dużm ogniu bez przykrycia aż objętość płynu zmniejszy się do ok. 1,5 szklanki). Następnie dwukrotnie mielimy mięso, cebulę i bułkę w maszynce na gęstym sitku. Sprawdzamy, czy nie trzeba dodać soli lub pieprzu, dodajemy jajka i bardzo dokładnie mieszamy. Masę przekładamy do wyparzonych słoików, zostawiamy ok. 4 cm wolnej przestrzeni od górnej krawędzi słoika i zakręcamy. Wsadzamy do dużego garnka z wodą (tak aby woda sięgała do 3/4 wysokości słoików), doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy tak żeby woda tylko leciutko bulgotała przez oko. 1 h. Kuchnia Polska radzi ten pasztet gotować przez godzinę przez 3 kolejne dni, nie trzeba go wtedy przechowywać w lodówce. Ja wolę jednak gotować go tylko raz przez 1 h i trzymać w lodówce, gdzie spokojnie może stać przez 3 - 4 miesiące. 


wtorek, 29 października 2013

szybki kurczak z pomidorkami koktajlowymi i bazylią

Trzy dni temu...

Jest piękna sobota, wyjątkowo ciepło jak na koniec października, kwintesencja złotej polskiej jesieni. Chce się wyjść z domu, iść gdzieś przed siebie, śmiać się i odpoczywać. Jakiś obiad też byłby mile widziany, ale gotować się nie chce. W pamięci majaczy mi się przepis Jamiego Olivera na kurczaka z pomidorami, coś na szybko, o ile dobrze pamiętam. Pędzę do osiedlowego sklepiku, kupuję ćwiartki kurczaka i pomidorki koktajlowe; bazylię i czosnek mam w domu. Po powrocie szybko dzielę ćwiartki na mniejsze części, kroję pomidory, rwę bazylię, i układam wszystko na blaszce. Dorzucam ziemniaki, żeby było bardziej treściwie. Nie trzymam się ściśle proporcji z przepisu Jamiego i tak będzie dobrze.



Jeszcze tylko ubrać trampki, narzucić jakąś bluzę, zmienić dziecku pieluchę i idziemy na spacer. Spotykamy znajomych z dziećmi, chwilę rozmawiamy. Po jakimś czasie córcia chce już na ręce, więc obrazoburczo stwierdzam, że jednak pies jest lepszym towarzyszem długich spacerów. Gdy my rodzinnie wracamy do domu późnym popołudniem, zakochane pary dopiero wychodzą. Dziewczyny pięknie ubrane, pomalowane, skropione perfumami. Wydaje się, że tak niedawno to ja byłam taką dziewczyną.

autoportret z aparatem

złota polska jesień? raczej soczyście zielona

Wracamy do domu, nastawiam piekarnik i wsuwam do niego blachę z obiadem. Po 40 minutach  kurczak i ziemniaki są upieczone, choć blade. Ok, jeszcze chwila, ale  jesteśmy już na tyle głodni, że nie chce nam się czekać aż całość nabierze apetycznych rumieńców.  O tu, już zbrązowiało, daje radę, wyciągamy zawartość z piekarnika. Jak tak proste danie może być takie pyszne?

SZYBKI KURCZAK Z POMIDORKAMI I BAZYLIĄ 
przepis J. Oliviera z moimi modyfikacjami


  • 2 ćwiartki z kurczaka, podzielone
  • 4 średniej wielkości ziemniaki, obrane i pokrojone w ćwiartki
  • 300 g pomidorów koktajlowych, przekrojonych na pół
  • 2 małe główki czosnku
  • dwie garści bazylii
  • oliwa, sól i pieprz do smaku
Kurczaka nacieramy oliwą, posypujemy solą i pieprzem. Ja podnoszę lekko skórę i solę i pieprzę mięso pod skórą, a dopiero potem samą skórę. Kurczaka, ziemniaki, nieobrany czosnek (podzielony na ząbki) i pomidory (stroną przeciętą do góry) układamy na blaszce, liście bazylii lekko rwiemy palcami i posypujemy nią resztę składników. Gałązki bazylii kładziemy na wierzchu - usuwamy je przed jedzeniem, ale podczas pieczenia dodadzą potrawie więcej aromatu. Polewamy sporą ilością oliwy, posypujemy całość solą i pieprzem i wstawiamy nieprzykryte do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni (bez termoobiegu). Pieczemy do zrumienienia, około 1 - 1,5 h. 
Nie musimy trzymać się ściśle proporcji tego przepisu, można dać więcej mięsa, zrezygnować z ziemniaków, itd. 





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...