sobota, 31 sierpnia 2013

pasta z bakłażanów

Istnieje wiele odmian pasty z bakłażanów - arabska wersja z tahini to  baba ghanoush, indyjska z garam masalą i curry to baingan bharta a grecka meliztzanosalata oprócz bakłażana ma w składzie oliwę i pietruszkę. Te trzy wersje wymienione przeze mnie to zaledwie początek długiej listy bakłażanowych dipów. Ja wybrałam wersję najprostszą, ale zawsze można ją zmodyfikować różnymi dodatkami - pastą tahini, kminem rzymskim, przetartymi pomidorami, curry, ostrą papryką, koperkiem itd. - możliwości są w zasadzie nieograniczone.

pasta z bakłażana 


PASTA Z BAKŁAŻANÓW 

  • 1 średni bakłażan
  • 2 ząbki czosnku
  • sok z cytryny i sól do smaku

Bakłażana opiekamy w piekarniku w temperaturze 200 stopni przez około godzinę - co jakiś czas go obracamy, żeby piekł się równomiernie. Najlepszy efekt uzyskamy grillując bakłażany - zyskują wtedy aromatyczny, dymny posmak. Opiekając je w piekarniku staram się je nieco przypalić, co daje podobny efekt do grilla. Po upieczeniu i ostygnięciu obieramy bakłażany  ze skórki i miksujemy w blenderze na gładką masę razem z pozostałymi składnikami. Podajmy jako dip do warzyw, chlebków naan czy pita lub jako dodatek do mięs.



środa, 28 sierpnia 2013

śliwkowa tarta Tatin



Nie jestem może mistrzem fotografii, ale staram się robić zdjęcia chociaż przyzwoite i zazwyczaj jestem w stanie to osiągnąć. Śliwkowa tarta tatin dobitnie mi uświadomiła, że są obszary fotografii gdzie muszę się jeszcze wiele, wiele nauczyć. Tego ciasta nie dało się dobrze sfotografować - ciągle odbijało światło, rozmazywało się albo wszystko na raz. Fakt, że fografowałam przy sztucznym świetle, dodatkowo wszystko utrudniał. Niech więc nie zwiodą Was obrazki - tarta jest rewelacyjna i warto zrobić ją, żeby przekonać się na żywo jak kusząco wyglądają śliwki oblepione karmelem i jak intensywnie śliwkowa jest ta tarta. Do tego cudeńka  będziemy potrzebować patelni, którą można wstawić również do piekarnika

TARTA TATIN ZE ŚLIWKAMI

przepis na patelnię o średnicy ok 20 cm

ciasto:

  • 150 g mąki pszennej 
  • 75 g schłodzonego masła
  • szczypta soli
  • łyżeczka cukru
  • ok 2 - 3 łyżki zimnej wody
śliwki:

  • 500 g śliwek - muszą być w miarę twarde, miękkie się absolutnie nie nadają
  • 30 g masła
  • 0,5 szklanki cukru

Mieszamy mąkę, sól i cukier, dodajemy masło, które kroimy na drobne kawałeczki a następnie rozcieramy palcami. Dodajemy tyle wody, żeby powstało elastyczne ciasto i umieszczamy je w lodówce.

Śliwki kroimy na połówki i wyciągamy pestki. Na patelni na małym ogniu roztapiamy masło, dodajemy cukier i czekamy około 6 - 10 minut aż zrobi się karmel cały czas pilnując, żeby się nie spalił. Powinien mieć kolor bursztynowy. Ściągamy patelnię z ognia i układamy na niej śliwki. Smażymy śliwki około 20 minut aż puszczą sok, który nieco odparuje i utworzy z karmelem gęsty syrop. Pilnujemy, żeby śliwki się nie rozpadły, muszą zachować swój kształt. Ciasto rozwałkowujemy na okrąg o średnicy nieco większej niż patelnia. Gdy będą już gotowe ściągamy z ognia i przykrywamy krążkiem ciasta. Nakłuwamy widelcem w kilku miejscach i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni z termoobiegiem. Pieczemy około 0,5 h aż ciasto będzie zrumienione. Dla mnie ciasto jest wystarczająco intensywne w smaku bez żadnych dodatków, ale możemy podać je gałką lodów waniliowych lub bitą śmietaną.


sobota, 24 sierpnia 2013

domowa przyprawa taco i uczta w stylu meksykańskim


Przepis na tę mieszankę przypraw do taco pojawia się na kilku popularnych anglojęzycznych blogach kulinarnych (tu, tututu) co pozwala przypuszczać, że chyba musi być dobra, skoro tylu ludzi zamieściło ją na swoich blogach. Po tymi wpisami pełno jest  entuzjastycznych komentarzy czytelników, co tylko utwierdza w przekonaniu, że przepis jest rewelacyjny. Piersi z kurczaka przyprawione tą mieszanką podałam z pieczonymi ziemniakami, salsą pomidorową i kwaśną śmietaną ze szczypiorkiem. W Meksyku nigdy nie byłam, ale jeśli jedzą tam choć w jakimś stopniu tak dobrze, bardzo chciałabym się tam znaleźć. 

PRZYPRAWA TACO

  • 4 łyżeczki chilli
  • 1 łyżeczka granulowanego czosnku
  • 1 łyżeczka granulowanej cebuli
  • 1 łyżeczka oregano
  • 2 łyżeczki papryki
  • 1 łyżeczki płatków chilli (pominęłam)
  • 6 łyżeczek kminu rzymskiego
  • 4 łyżeczki soli
  • 4 łyżeczki pieprzu
Wszystkie przyprawy dokładnie mieszamy ze sobą i przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoiku. Do zamarynowania pół kilo piersi z kurczaka używamy około 2 łyżek przyprawy. Możemy stosować ją również do wołowiny.



SALSA POMIDOROWA

W zasadzie nie ma jakiegoś jednego słusznego przepisu na salsę - proporcje użytych warzyw, konsystencja, pikantność, ilość przypraw - wszystko te elementy można dostosować do własnych preferencji.

  • 5 -6 pomidorów sparzonych i obranych ze skórki
  • pół dużej czerwonej papryki
  • 1 cebula
  • 3 - 4 ząbki czosnku
  • pęczek kolendry 
  • papryczki jalapeño (ilość zależy od  jak ostrą chcemy mieć salsę)
  • sok z limonki do smaku
  • sól
Pomidory drobno siekamy, zachowujemy tylko miąższ, odcedzamy sok. Paprykę siekamy na kawałki mniej więcej wielkości kawałków pomidorów. Cebulę, czosnek i paprykę jalapeño kroimy bardzo drobno. Mieszamy wszystkie warzywa, dodajemy posiekaną kolendrę, sok z limonki i sól. Jeśli przygotowujemy salsę wcześniej, sól dodajemy przed podaniem gdyż w przeciwnym wypadku spowoduje ona wyciekanie soku z pomidorów a wtedy całość będzie zbyt wodnista.





środa, 21 sierpnia 2013

kakaowe ciasto z białek


O białkowej klęsce urodzaju pisałam w tym poście i od tego czasu nic się nie zmieniło - białka uparcie anektują coraz więcej miejsca w moim zamrażalniku. Ciasto cynamonowo-cytrynowe, bezy i pavlova znudziły mi się na dobre postanowiłam więc  upiec ciasto o smaku czekoladowym wykorzystując sprawdzony już przepis na ciasto na białkach, zastępując jedynie część maki kakao. Ku mojej satysfakcji rezultat jest więcej niż zadowalający i jeśli będę kiedyś chciała zrobić tort czekoladowy na pewno upiekę to ciasto zamiast tradycyjnego biszkoptu. W tej wersji polałam je polewą czekoladową, ale równie dobrze można posypać je cukrem-pudrem.

w tym momencie cukier-puder wydał mi się lepszą opcją...


KAKAOWE CIASTO Z BIAŁEK
przepis na tortownicę o średnicy ok. 22 cm
  • 8 białek (u mnie 200 ml)
  • 100 g mąki
  • 25 g ciemnego kakao
  • 125 g masła, rozpuszczonego i ostudzonego
  • 175 g cukru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
polewa czekoladowa:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 6 łyżek śmietanki 
Białka ubijamy z odrobiną soli na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier. Mieszamy mąkę, kakao, proszek do pieczenia. Dodajemy do ubitych białek na zmianę z masłem, delikatnie mieszamy dużą łyżką lub szpatułką  (nie używamy miksera). Masę wykładamy na okrągłą blachę o średnicy ok 22 cm (ciasto jest dosyć niskie) wysmarowaną masłem i posypaną lekko bułką tartą. Pieczemy w 180 stopniach ok pół godziny, do suchego patyczka. Ciasto wyciągamy z formy i studzimy. Przygotowujemy polewę: czekoladę i śmietankę umieszczamy w misce i rozpuszczamy w kąpieli wodnej (czyli miskę z czekoladą i śmietanką umieszczamy w garnku z wodą tak aby dno miski nie dotykało powierzchni wody i wstawiamy na gaz). Jeśli polewa będzie za gęsta dodajemy odrobinę więcej śmietanki.


sobota, 17 sierpnia 2013

Spaghetti z pieczoną papryką i karmelizowanym czosnkiem w sosie śmietanowym


Dopiero całkiem niedawno odkryłam, jak niesamowicie dobry jest karmelizowany czosnek. I z zapałem godnym neofity co rusz karmelizuję ząbki czosnku i dodaję gdzie się da. Przepis na karmelizowany czosnek znalazłam tutaj (troszkę go zmieniłam), a oryginalnie pochodzi z książki Y. Ottolenghiego Plenty. Jeśli nie macie ochoty przygotowywać makaronu, który dzisiaj proponuję, wypróbujcie chociaż sam czosnek - naprawdę warto.


A po tym wstępie czas na przyznanie się do małego grzechu - mój sos śmietanowy zawiera dodatek mąki pszennej! Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób ten sposób zagęszczania sosu będzie kontrowersyjny, a jedyną słuszną metodą byłoby redukowania śmietanki. Zapewniam jednak, że mąka jest niewyczuwalna, a dzięki niej sos lgnie do makaronu niczym opiłki żelaza do magnesu, więc dla takiego efektu warto zaryzykować małą kulinarną zbrodnię.



SPAGHETTI Z PIECZONĄ PAPRYKĄ I KARMELIZOWANYM CZOSNKIEM W SOSIE ŚMIETANOWYM

na około 200 - 250 g makaronu
  • 3 pieczone papryki (przepis tutaj) pokrojone na wąskie paseczki
  • 1 por pokrojony na talarki
  • 250 ml śmietany 30% (1 szklanka)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki posiekanej świeżej bazylii
  • sok z cytryny do smaku (bardzo ważny składnik - bez cytryny sos śmietanowy może być mdły)
  • sól
karmelizowany czosnek:
  • 2 główki czosnku (obrane i podzielone na ząbki)
  • 20 ml octu balsamicznego
  • łyżeczka cukru
  • sól (opcjonalnie)
Papryki i czosnek można przygotować dzień wcześniej i przechować w lodówce. Papryki przyrządzamy według przepisu, który zalinkowałam w składnikach. 

Czosnek wsadzamy do garnka i zalewamy wodą, tak aby go przykryła. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy około 3 minut na małym ogniu (czas gotowania zależy oczywiście od wielkości ząbków). Po tym czasie czosnek odcedzamy, garnek suszymy i wlewamy na dno nieco oliwy lub oleju. Wrzucamy czosnek i podsmażamy około 5 minut aż stanie się jasnozłoty. Wsypujemy cukier, dobrze mieszamy, dolewamy ocet i gotujemy chwilę aż cały ocet odparuje, a czosnek będzie pokryty lepkim syropem.

Wstawiamy wodę na makaron. 
Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę lub olej, wrzucamy pora i posypujemy go łyżeczką soli. Chwilę podsmażamy aż stanie się szklisty, po czym dodajemy papryki. Smażymy kolejną chwilę, wlewamy połowę śmietany, dosypujemy bazylię. Dwie łyżki mąki mieszamy z pozostałą śmietaną, tak aby nie było grudek i wlewamy do sosu na patelni. Dobrze mieszamy - ma powstać gęsty sos, który dokładnie oblepi makaron. Gdy sos będzie już gotowy dodajemy karmelizowany czosnek. Sprawdzamy czy nie potrzeba soli, dodajemy sok z cytryny i mieszamy z makaronem. 




czwartek, 15 sierpnia 2013

muhammara - syryjski dip z papryki i orzechów


Muhammara to dip/sos pochodzący z Aleppo w Syrii, spożywany na Bliskim Wschodzie oraz w niektórych krajach Azji Centralnej. Ze względu na tak szeroki obszar geograficzny na którym występuje, istnieje wiele lokalnych odmian tej potrawy.  Zawsze jednak w jej skład wchodzi pieczona papryka (najlepiej odmiana z Aleppo) i orzechy włoskie, jedynie dodatki takie jak syrop z granatów, cytryna, czosnek, ostra papryka czy kumin mogą być różne. Przygotowując swoją muhammarę korzystałam z tego przepisu, (sam post Maureen też jest ciekawy).

MUHAMMARA

  • 2 pieczone papryki (jak upiec paprykę tutaj)
  • 1 szklanka orzechów włoskich, podpieczonych
  • 2/3 szklanki okruchów ze świeżego chleba lub panko, podpieczonych
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki syropu z granatów (można ewentualnie zastąpić syropem klonowym i dodać nieco soku cytrynowego, bo smak syropu z granatów nie jest bardzo wyczuwalny)
  • 1 łyżeczka chilli
  • 1 łyżeczka sproszkowanej słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 łyżki soku z cytryny
Wszystkie składniki ucieramy w blenderze na pastę  - w zależności od preferencji może mieć gładką konsystencję lub bardziej grudkowatą. Podajmy z pitą, ze świeżymi warzywami pokrojonymi w słupki, jako dodatek do mięs (np kebabu) lub do smarowania tostów.



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

brzoskwinie zapiekane z cynamonem i cytryną


Przeglądając ostatnio ulubione blogi kulinarne, zauważyłam nasilający się trend wakacyjnego lenistwa wzrastającego wraz z podnoszącą się temperaturą. Przepisy stają się coraz bardziej uproszczone (co nie znaczy, że niedopracowane), nie wymagają rozgrzewania piekarnika lub nie pojawiają się wcale :). Wirus wakacyjnego lenistwa dopadł i mnie - dziś szybki deser brzoskwiniowy, którego najbardziej pracochłonną częścią jest obranie owoców ze skórki. 

BRZOSKWINIE ZAPIEKANE Z CYNAMONEM I CYTRYNĄ


  • 0,5 kg brzoskwiń (4 - 5 niezbyt dużych sztuk)
  • 2 łyżki brązowego cukru (lub więcej jeśli brzoskwinie nie są słodkie) 
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • skórka otarta z połowy cytryny lub 1/4 pomarańczy






















Mieszamy cukier, cynamon i skórkę cytrynową/pomarańczową. Brzoskwinie obieramy ze skórki - jeśli są mocno dojrzałe skórka zejdzie sama, jeśli nie,  wsadzamy je na minute do wrzątku i obieramy po wyjęciu. Kroimy je na połówki, układamy na blaszce, posypujemy cukrem wymieszanym z przyprawami i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy około 15 - 20 minut. Podajemy z lodami waniliowymi -domowymi (jeśli kogoś nie ogarnęło wakacyjne lenistwo) lub kupnymi albo z gęstym jogurtem.



środa, 7 sierpnia 2013

ciasto porzeczkowo-kawowe


Flavour Thesaurus to jedna z najbardziej przydatnych książek kulinarnych jakie posiadam. Nie zawiera przepisów, jedynie informacje o tym jakie produkty dobrze się ze sobą łączą, a jakie nie (czasem przykłady konkretnych dań, ale nie są to gotowe receptury). Często korzystam z tej książki, gdy mam jakiś składnik, z którego koniecznie chciałabym coś zrobić, ale nie za bardzo wiem co. Połączenia proponowane przez autorkę staja się wtedy punktem wyjścia do stworzenia potrawy. Tak było w tym przypadku - od razu gdy przeczytałam, że Niki uważa połączenie lodów kawowych, sorbetu porzeczkowego, bitej śmietany i bezy za jeden z najlepszych deserów jakie jadła, wiedziałam, że kawa i czarna porzeczka to jest TO. I natychmiast zaczęłam się zastanawiać dlaczego sama na to nie wpadłam (często mam to odczucie przeglądając Flavour Thesaurus). Ponieważ mam tylko jedną maszynkę do lodów, zrobienie dwóch rodzajów lodów wymaga nieco czasochłonnych rozwiązań logistycznych, a ja chciałam coś od razu. Musiało to więc być coś innego, ale na pewno na zimno, bo wizja kuchni, w której rozgrzany piekarnik podnosi temperaturę z 32 stopni do 42, skutecznie skłoniła mnie do zrobienia czegoś bez pieczenia. I tak oto powstało ciasto porzeczkowo-kawowe, które bardzo polecam, tak jak i sam Flavour Thesaurus



CIASTO PORZECZKOWO-KAWOWE
przepis na tortownicę o średnicy ok. 23 cm

spód:

  • 150 g ciasteczek typu digestive biscuits, zmielonych
  • 50 g migdałów posiekanych na konsystencję grubej kaszy
  • 120 g stopionego masła 
masa kawowa:
  • 250 g serka mascarpone
  • 400 g śmietany 30% lub 36%
  • 100 ml bardzo mocnego naparu z kawy
  • 4 łyżki cukru pudru lub do smaku
  • 6 łyżeczek żelatyny
galaretka porzeczkowa:
  • 500 g czarnych porzeczek
  • pół szklanki wody
  • 150 g cukru lub do smaku
  • 4 łyżeczki żelatyny
Ciasteczka mieszamy z migdałami i masłem. Powstałą masą wykładamy dno tortownicy, wygładzamy i wstawiamy do lodówki na około 0,5 h aż zrobi się twarda.

W tym czasie porzeczki umieszczamy w garnku, zalewamy wodą, posypujemy cukrem i gotujemy pod przykryciem na średnim gazie ok. 15 - 20 min. Następnie przelewamy wywar przez sitko - powinniśmy otrzymać około 0,5 litra płynu. Sprawdzamy czy nie trzeba dosłodzić. Żelatynę rozpuszczamy w niewielkiej ilości zimnej wody, podgrzewamy aż stanie się płynna (ale nie zagotowujemy) i dodajemy do wywaru porzeczkowego. Zostawiamy do ostygnięcia do temperatury pokojowej, po czym wstawiamy do lodówki

Mieszamy dokładnie wszystkie składniki masy kawowej oprócz żelatyny. Sprawdzamy czy jest wystarczająco słodka i czy smak kawy jest odpowiednio intensywny. Jeśli jest za mało kawowy, możemy dodać łyżkę kawy rozpuszczalnej rozpuszczonej w dwóch łyżkach wody. Żelatynę zalewamy niewielką ilością zimnej wody, po czym podgrzewamy, ale nie zagotowujemy. Dodajemy do masy kawowej. Więcej o tym jak połączyć żelatynę z zimną masą pisałam tutaj (na dole tego posta). Mieszamy dokładnie i wylewamy na zastygnięty spód ciasteczkowy. Wstawiamy do lodówki i gdy masa stężeje wlewamy galaretkę, która też powinna być już tężejąca (prawdopodobnie będziemy czekać na galaretkę, gdyż zastyga ona najdłużej). Zostawiamy do stężenia, najlepiej na noc.


I jeszcze jedna uwaga odnośnie upałów - przy obecnie panujących temperaturach ciasto to dość szybko zaczyna się rozpływać po wyciągnięciu z lodówki, więc najlepiej nie czekać z jedzeniem.



sobota, 3 sierpnia 2013

W Paryżu dzieci nie grymaszą


W Paryżu dzieci nie grymaszą (French Children Don’t Throw Food) Pameli Druckerman to książka podobna do French Kids Eat Everything autorstwa Karen LeBillon. Obydwie pozycje to zasadniczo porównanie dwóch systemów wychowawczych – amerykańskiego/kanadyjskiego i francuskiego napisane przez Amerykankę i Kanadyjkę, które się do Francji przeprowadziły i wychowywały tam dzieci. O ile LeBillon skupia się tylko na analizie zwyczajów żywieniowych dwóch kultur, o tyle Pamela Druckerman porównuje jeszcze kilka innych zagadnień wychowawczych (autorytet rodzicielski, francuski system żłobków i przedszkoli, godzenie pracy zawodowej matek z wychowywaniem dzieci czy różnice w zaleceniach lekarzy w okresie ciąży). Obydwie książki są zabawne, lekko napisane, więc czyta się je szybko i z przyjemnością.
Nigdy we Francji nie mieszkałam, wiec nie wiem na ile to, co piszą te autorki jest prawdziwe. Druckerman została mocno skrytykowana za to, że jej wizja francuskiej rzeczywistości mocno rozmija się z prawdą (można o tym przeczytać na blogach Franglaise Mummy i Liz Garrigan) – według niektórych bicie dzieci po twarzy, ignorowanie ich żywotnych potrzeb czy emocjonalny chłód są we Francji na porządku dziennym. Podobno francuskie wychowanie, a w szczególności francuska szkoła zabija kreatywność i podkopuje poczucie własnej wartości, o czym tutaj. Druckerman zaznacza, że opisuje środowisko które zna, czyli paryską klasę średnią, może w innych grupach społecznych jest inaczej.

Ja chciałam się jednak skupić na sferze kultury  kulinarnej i dorzucić do tego moje osobiste obserwacje z postępów mojej szesnatomiesięcznej córki w samodzielnym jedzeniu. Nie napotkałam jeszcze na krytykę francuskiego stylu żywienia, nawet najbardziej zatwardziali przeciwnicy wychowywania à la française przyznają, że ma on wiele zalet. Niepodważalnymi zasadami (le cadre) są stałe godziny posiłków, jedzenie wyłącznie przy stole, nie podjadanie między posiłkami, proponowanie dzieciom możliwie jak najbardziej zróżnicowanej diety. Więcej o francuskich zasadach żywieniowych pisałam w zalinkowanym już poście o French Kids Eat Everything. A swoją drogą, jak daleko od normalnego żywienia i tak naprawdę zdrowego rozsądku odeszła większość krajów zachodnich, jeśli powstają książki, w których jedzenie śniadania, obiadu i kolacji staje się odkryciem Ameryki a informacja, że należy jeść zbilansowane posiłki wynosi takie książki na szczyty list bestsellerów.

Sama mając małe dziecko stosuje jakąś wypadkową tych francuskich zasad i BLW. Na przykładzie mojej córki mogę stwierdzić, że sprawdzają się one znakomicie – mała je bardzo dużo różnych rzeczy, czym zawsze budzi zdziwienie na imprezach rodzinnych czy spotkaniach z moimi znajomymi. Zauważam również, że im starsza się staje, tym bardziej zamienia się w inżyniera Mamonia i lubi tylko to, co już zna, więc trzeba się spieszyć z wprowadzaniem nowych rzeczy, bo naprawdę im później tym trudniej. Jeśli czegoś nie lubi, podaję tę rzecz kilka razy w różnych formach – czyli jeśli dajmy na to nie lubi fasolki raz podaję ją z bułką tartą, raz w zupie, raz smażoną z czosnkiem i cebulą, itd. Druckerman podkreśla, że często trzeba dziecku proponować nielubiany składnik nawet kilkanaście razy. Przytacza pewien eksperyment przeprowadzony przez krytyka kulinarnego Jeffrey’a Steingartena. Postanowił on sprawdzić czy możliwe jest polubienie jedzenia, które nas dotychczas obrzydzało. Takimi potrawami lub produktami były dla niego między innymi: desery w hinduskich restauracjach, kimchi, smalec, czy koper. Od momentu rozpoczęcia eksperymentu co najmniej raz dziennie jadł jeden ze znienawidzonych przez siebie produktów. Po sześciu miesiącach polubił wszystkie rzeczy, których wcześniej nie znosił (oprócz hinduskich deserów), a kimchi stała się jednym z jego ulubionych specjałów. 
Kolejną rzeczą, która zadziwia Druckerman jest fakt, że francuskie dzieci nie robią bałaganu przy jedzeniu, np. opisując posiłek w żłobku podkreśla, że jedzące go dzieci  prawie w ogóle nie pobrudziły podłogi. Ja trzymam się tutaj bardziej BLW i pozwalam córce bawić się jedzeniem, dotykać je, badać fakturę (ale oczywiście w granicach rozsądku, rzucanie talerzami, choć tak fajnie latają,  nie wchodzi w grę), więc trochę brudu mam – mi to nie przeszkadza, nabrałam już wprawy w szybkim sprzątaniu po każdym posiłku. 
Na pewno te zasady nie sprawiają, że dziecko je jakoś szczególnie dużo – moja córka często tylko poskubie, choć zdarza się, że pałaszuje wszystko co jest na stole, więc chyba w dłuższej perspektywie czasowej jakąś równowagę intuicyjnie zachowuje.

Jeśli ktoś szuka porad jak żywić dziecko to mogę szczerze polecić W Paryżu dzieci nie grymaszą. Warto również zaznajomić się z  French Kids Eat Everything, (która chyba nie jest jeszcze przetłumaczona na polski) i oczywiście Bobas Lubi Wybór  Gill Rapley i Tracy Murkett. Oczywiście można wybrać sobie tylko pewne zasady, które nam pasują, w końcu jedzenie to ma być przyjemność. Jeśli ktoś waha się czy kupić książkę Pameli Druckerman, polecam ten wywiad – jest to w zasadzie streszczenie tego co pojawia się w książce, można więc wyrobić sobie jakieś pojęcie na temat samej książki.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...