niedziela, 28 grudnia 2014

Moja kuchnia w Paryżu Davida Lebovitza


Najnowszą książkę Davida Lebovitza pochłonęłam w równie ekspresowym tempie jak poprzednią (Słodkie życie w Paryżu) - świetnie się ją czyta, autor jest urodzonym gawędziarzem, a jego opowieści o Paryżu i Francji są równie smakowite jak dania, które proponuje. O ile w poprzedniej książce te opowieści grają pierwszą rolę a przepisy są ich uzupełnieniem, to w tej proporcje się odwracają - na plan pierwszy wysuwają się przepisy, a paryskie anegdotki stanowią tylko tło.

Moja kuchnia w Paryżu to książka, z której bije pasja do jedzenia. Od razu ma się pewność, że prezentowane w niej potrawy autor po prostu jada na co dzień, a nie tylko wymyśla kolejne receptury do kolejnej książki. Jest zupełnym przeciwieństwem książki Gordona Ramseya Sekrety szefa, którą kiedyś nieopatrznie nabyłam. W tym przypadku miałam nieodparte wrażenie, że autor koniecznie chciał sobie dorobić, więc sklecił parę przepisów (co przy takim doświadczeniu kulinarnym trudne nie jest) i sygnował je sławnym nazwiskiem. Taka chałtura kucharza-celebryty. 
U Lebovitza każdy przepis jest pieczołowicie dopracowany i choć autor zachęca, żeby gotować, jak to Francuzi określają "na nos", to zawsze podaje ilość soli jakiej należy użyć czy ilość łyżek oleju do smażenia. Wydaje mi się, że wieloletnie doświadczenie Davida jako bloggera, sprawiło, że uprzedza, wydawałoby się, najbardziej oczywiste i podstawowe pytania i rozwiewa ewentualne wątpliwości zanim się pojawią. Wszystko to sprawia, że jego książka jest idealna dla początkujących kucharzy.

Większość potraw z tej książki opisałabym słowami: bez udziwnień, smacznie, domowo. Nie znajdziemy tu czegoś bardzo oryginalnego, jakiś zaskakujących połączeń w stylu Yotama Ottolenghiego. I chociaż Ottolenghiego sobie cenię, to jednak na co dzień z jego przepisów raczej nie korzystam. Natomiast gdy nie mam pomysłu na obiad, zawsze mogę coś znaleźć w Mojej kuchni w Paryżu. Wiele tu francuskich klasyków takich jak zupa cebulowa, croque-monsieur, naleśniki z mąki gryczanej, coq au vin (kurczak w winie) czy magdalenki (również w wersji z mąką gryczaną). Znajdziemy tu również mniej popularne dania kuchnia francuskiej: zupę chlebową z dynią, gnocchi po parysku czy soupe au pistou (zupę warzywną z sosem bazyliowym). Mamy trochę arabskich inspiracji - dukka, sałatki: fattoush i tabbouleh, klopsiki merguez czy szakszuka. Wypróbowałam już kilka przepisów z tej książki (np. klopsiki merguez, kurczak w musztardzie czy dukka) - wszystkie się udały.



A teraz słów kilka o tłumaczeniu:
O poprzedniej książce Davida Lebovitza Słodkie życie w Paryżu pisałam tutajSłodkie życie nie miało szczęścia do tłumaczki - błędy w tłumaczeniu były liczne i rażące, toteż z obawą sięgnęłam po nową pozycję tego autora. Tym razem, ku mojej uldze, nowa tłumaczka lepiej wykonała swoją pracę, choć parę potknięć wyłapałam.
Tłumaczka używa określenia mąka pszenna uniwersalna, które jest kalką z angielskiego all purpose flour - w Polsce do oznaczenia rodzaju mąki stosuje się typy np. 450, 500, 1850 itd. W praktyce jako mąki pszennej uniwersalnej możemy użyć mąki typów od 450 do 650.
O ile z mąką pszenną uniwersalną jakoś można domyślić się o co chodzi, o tyle przetłumaczenie semoliny jako kaszy manny w przepisie na makaron ziołowy (str. 230) jest już dużym błędem. Semolina jest produkowana z pszenicy durum (twardej), zaś kasza manna z pszenicy zwykłej. Semolina często jest zastępowana kaszą manną lub mąką krupczatką, ale nią nie jest! Wydaje mi się, że akurat w przypadku makaronu powinno użyć się semoliny, bo będzie on miał wtedy o wiele lepszą jakość - łatwiej będzie go ugotować al dente. Semolina nie jest oczywiście dostępna w każdym sklepie, ale w tych ze zdrową żywnością czy kuchniach egzotycznych jej zdobycie nie będzie większym problemem.
Na koniec mały szczegół, w zasadzie to kwestia bardziej stylistyczna niż merytoryczna. Tłumaczka używa określenia śmietana tortowa, które oczywiście istnieje w języku polskim, choć moim zdaniem o wiele częściej występuje nazwa śmietana kremówka, a jeszcze lepiej byłoby użyć sformułowania śmietana 30 lub 36% tłuszczu.
Tak jak już jednak wcześniej zaznaczyłam - ta książka jest jednak o wiele lepiej przetłumaczona niż poprzednia, błędy nowej tłumaczki są niewielkie. Dlatego też z czystym sumieniem mogę polecić Moją kuchnię w Paryżu każdej osobie ceniącej dobrą kuchnię. A w następnym poście napiszę nieco więcej o egipskiej mieszance dukka, bo to naprawdę ciekawa rzecz.


wtorek, 23 grudnia 2014

I'm dreaming of a white Christmas. Szybki piernik.

BIAŁE ŚWIĘTA
Tęsknię za śniegiem. Może wynika to z faktu, że nie muszę odśnieżać samochodu, gdyż jeżdżę autobusem. Zastępczo tworzę sobie świąteczny klimat godny lodowego zamku Królowej Śniegu. 



PLANY NA ŚWIĘTA
Chciałabym w końcu obejrzeć Idę, którą planowałam obejrzeć już dawno temu. Dopiero ostanie nominacje do Złotych Globów i Oscara przypomniały mi, że ciągle nie miałam na to czasu. Przypomniałam również sobie, że ciągle nie obejrzałam Miłości, uwielbianego przez mnie Hanekego. Nota bene - w 2013 Miłość zdobyła Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny, a więc w tej samej kategorii, w której staruje Ida.
Pisząc ostatni post uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak bardzo lubię Zagajewskiego, więc coś tam sobie z jego twórczości przeglądam w wolnych chwilach. Mam nadzieję, że podczas Świąt tych chwil będzie więcej. 
Planów kulinarnych nie mam, jeśli nie liczyć tych dotyczących zgromadzonych zapasów wina na miłe spotkania ze świątecznymi gośćmi. 




PREZENTY
Jakże często nietrafione! 
Ale wiem na pewno, że ten będzie spełnieniem marzeń. 
Dawanie może być większą radością niż otrzymywanie.



PIERNIK
Świąteczne przygotowania przebiegają w jeszcze milszej atmosferze dzięki  piernikowi z bloga Kwestia Smaku. Pisałam o nim tutaj, gdy urządziłam sobie mały piernikowy konkurs. Piekłam go w niedzielę i zrobienie ciasta zajęło mi niecałe 20 minut. Co najważniejsze nie trzeba czekać, żeby piernik zmiękł -  po przełożeniu powidłami i nałożeniu polewy jest od razu gotowy do jedzenia. W związku z moją tegoroczną obsesją na punkcie białej czekolady i żurawiny przełożyłam go konfiturą żurawinową i polałam białą czekoladą. Można oczywiście wykonać go z powidłami i polewą z mlecznej lub gorzkiej czekolady.
I na sam koniec chcę poinformować wszystkich zainteresowanych (jeśli w ogóle ktoś interesuje się losem starego piernika), że litewski twardziel ma się dobrze. W tym roku kończy dwa latka.



SZYBKI PIERNIK
przepis stąd
przepis na blachę o wymiarach ok. 20 cm na 30 cm lub keksówkę o wymiarach 12 na 25 cm.

piernik:
  • 125 g masła
  • 100 g cukru (użyłam ciemnego Muscovado)
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki powideł śliwkowych (u mnie konfitura z żurawiny)
  • 4 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 2 łyżki gorzkiego kakao
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kawy zbożowej
  • 1 szklanka (250 ml) mleka
  • 2 jajka, lekko roztrzepane
  • 300 g mąki pszennej
polewa:
  • 150 g białej czekolady
  • 70 ml śmietanki 30 lub 36 %
  • garść posiekanych orzechów
  • 3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
do przełożenia:

  • 1,5 - 2 szklanki konfitury żurawinowej (mogą być powidła lub konfitura z róży)

W dużym garnku rozpuszczamy masło. Do masła dodajemy kolejno: cukier, miód, powidła, przyprawę do piernika, cynamon, kakao. Mieszamy dokładnie i ściągamy z ognia. Dodajemy sodę oczyszczoną (zawartość garnka spieni się i zwiększy swą objętość), mleko i jajka. Wszystko dokładnie mieszamy i dodajemy mąkę. Znowu mieszamy, tak aby nie było grudek mąki w cieście. Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 25 -30 minut  w przypadku użycia formy prostokątnej lub 45 - 50 min w przypadku użycia keksówki. Po upieczeniu piernik wyciągamy z piekarnika i studzimy. Następnie przekrawamy na pół i przekładamy konfiturą żurawinową. 


Czekoladę i śmietankę umieszczamy w misce i stawiamy ją na garnku z gotującą się wodą (tak aby dno miski nie dotykało powierzchni wody. Gdy czekolada będzie już w dużym stopniu rozpuszczona mieszamy zawartość miski tak aby rozpuściły się wszystkie grudki czekolady. Polewę zostawiamy na chwilkę do ostygnięcia aby zgęstniała i nie spływała z ciasta. Piernik smarujemy polewą i od razu posypujemy orzechami i skórką pomarańczową.




czwartek, 18 grudnia 2014

dziecko: przed i po

Oto krótka fotorelacja ze zmian jakie zachodzą w życiu po urodzeniu dziecka. Nie żebym chciała kogoś zniechęcać do posiadania potomstwa (sama mam dwójkę dzieci), ale nie mogłam się oprzeć, żeby nie zrobić małego podsumowania. Zobaczcie sami:

 KATEGORIA: ROZRYWKA

przed:



po:




KATEGORIA: KULTURA
przed:



po:





KATEGORIA: PRANIE

przed:



po:

sobota, 13 grudnia 2014

jarmuż/pesto

Jarmuż. Pamiętam, że w pewną sobotę dwa lata temu szukałam tego warzywa po całym Wrocławiu - znalazłam je w końcu w Hali Targowej, gdzie za kilka liści zapłaciłam fortunę. Od tego czasu jarmuż systematycznie torował sobie drogę do zwykłych sklepów i na talerz przeciętnego Kowalskiego (choć z tym talerzem to może trochę przesada, jarmuż to raczej ukochane warzywo blogerów kulinarnych). Do niedawana nie mogłam zrozumieć wzrastającego zainteresowania tym warzywem - nie zachwyciły mnie ani czipsy jarmużowe, ani zupa z jarmużem, ani jarmuż smażony z czosnkiem. Aż do momentu gdy zrobiłam to pesto - pierwsze wyjadłam ze słoiczka, a kolejne partie znikają błyskawicznie.  A ja w końcu nawróciłam się na jarmuż.



PESTO Z JARMUŻU
na podstawie przepis z bloga Minta Eats (nieznacznie zmieniłam proporcje)

  • 250 g jarmużu
  • 100 g migdałów, podprażonych (koniecznie!) - można użyć gotowego masła migdałowego, bez cukru
  • 1- 2 ząbki czosnku
  • 1/2 - 3/4 szklanki oliwy lub oleju 
  • sól, sok z cytryny do smaku
W dużym garnku doprowadzamy do wrzenia wodę. Wrzucamy jarmuż i gotujemy go przez 1 min. Przerzucamy na durszlak i polewamy zimną wodą, aby zatrzymać proces gotowania. Wyciskamy dobrze z wody (najlepiej ręką) i drobno siekamy. Usuwamy najgrubsze łodygi. Do malaksera wkładamy jarmuż, posiekane migdały, czosnek, wlewamy 1/2 szklanki oliwy lub oleju i miksujemy na masę o konsystencji pesto - czyli nieco grudkowatej. Doprawiamy solą i sokiem z cytryny, wlewamy więcej oliwy lub oleju jeśli konsystencja jest zbyt gęsta. Podajemy z makaronem lub na grzankach. 



wtorek, 9 grudnia 2014

sałatka Cezar


Jedna z moich ulubionych sałatek - robię ją bardzo często i nie wiem czemu wcześniej nie umieściłam jej na blogu. Jest idealna na lekką kolację lub jako przekąska, gdy nie jesteśmy zbyt głodni. Jak to zwykle bywa, trudno jest ustalić oryginalną wersję tej potrawy. Najczęściej za jej twórcę uznaje się włoskiego imigranta mieszkającego w Stanach Zjednoczonych Cesare Cardiniego. Na pewno oryginalna wersja nie zawiera kurczaka, pomidorów czy boczku. Dyskusyjna jest sprawa anchovies - córka Cesare Cardiniego, Rosa, twierdziła, że smak anchovies pochodzi z sosu Worcestershire, którego jednym ze składników jest anchovies. Gdzieś wyczytałam, że liście sałaty rzymskie należy podawać w całości i moczyć je w sosie. Jednak zamiast zagłębiać się w tajniki oryginalnej receptury wolę przygotować sobie miskę tej sałatki w takiej wersji, w jakiej mi smakuje najbardziej. Oto mój przepis:

SAŁATKA CEZAR

  • 1 główka sałaty rzymskiej, porwana na kawałki "na jeden kęs"
  • 4 - 5 kromek pszennego chleba
  • ok. 40 g parmezanu, startego na szerokie wiórki
sos:

  • 1 surowe żółtko
  • 1 ząbek czosnku, roztarty na gładką pastę
  • 5 łyżek oliwy
  • 2 łyżki soku cytrynowego
  • 1 łyżka sosu Worcestershire
  • 1/2 łyżeczki musztardy
  • sól (ok 1/2 łyżeczki), pieprz

Składniki sosu umieszczamy w niewielkim słoiku, zakręcamy zakrętkę i enrgicznie mieszamy aż utworzy się gładka emulsja. Kromki chleba kroimy w niewielką kostkę i podsmażamy na patelni na odrobinie oleju aż się zrumienią. Ja nie obieram chleba ze skórki, ale można oczywiście to zrobić. W dużej misce umieszczamy sałatę, grzanki i parmezan. Polewamy sosem, dokładnie mieszamy i od razu podajemy. Sałatka nie nadaje się do przechowywania, bo grzanki szybko nasiąkają sosem i robią się rozciapane.




wtorek, 2 grudnia 2014

nadziewane pierniczki w czekoladzie


Nie znam nikogo, kto twierdziłby, że lubi bożonarodzeniowy wystrój w sklepach pojawiający się gdzieś na początku listopada.  Jakkolwiek dwumiesięczne wyprzedzenie to może trochę za dużo, mnie tam taka świąteczna scenografia przed Świętami całkiem odpowiada. Z poczuciem przyjemnego zaskoczenia uświadamiam sobie, że Boże Narodzenie już tuż tuż, o czym nie miałam czasu pomyśleć w natłoku codziennych spraw i obowiązków. Jak się nad tym dobrze zastanowię, dochodzę do wniosku, że bożonarodzeniowy nastrój lubię zwłaszcza przed Świętami. Radość oczekiwania i przedświąteczna krzątanina.
A wracając do sklepów - mam przekonanie graniczące z pewnością, że większość ludzi, tak jak ja, z przyjemnością ogląda te wszystkie choinki, bombki i mikołaje, tylko nie za bardzo się chce do tego przyznać. Gdybyśmy tego nie lubili, to sklepy by z takich ozdób zrezygnowały by nie odstraszać klientów.  

 Planowanie Świąt to jedna z moich grudniowych przyjemności. Za każdym razem zastanawiam się, co ugotować. Z roku na rok coraz mniej, bo zawsze jest za dużo. A dojadanie świątecznych resztek to jedna z mniej przyjemnych świątecznych tradycji, chętnie o niej zapomnę. W tamtym roku zrezygnowałam z pieczenia tych pierniczków, choć straszeni mnie kusiły. Zdecydowałam się teraz przetestować przepis, żeby wiedzieć, czy warto zrobić je na Święta. Warto. A jak przyjemnie zaszyć się wieczorem, gdy dzieci śpią,  w sypialni z książką i talerzem pierniczków. Jest idealnie. 


NADZIEWANE PIERNICZKI W CZEKOLADZIE

oryginalny przepis cynamonowypyl.blox.pl
W oryginalnym przepisie należy trzymać ciasto w chłodzie przez 24 godziny, żeby dojrzało. Ja dla eksperymentu upiekłam dwie wersje - jedną od razu po schłodzeniu ciasta (ok 4 godziny chłodzenia), druga po ponad 24 godzinach. Nie zauważyłam różnicy.


  • 500 g mąki
  • 200 g miodu
  • 1 białko
  • 4 żółtka
  • 100 ml śmietany 18% (może być jogurt grecki)
  • 125 g masła
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika (przepis z kuchennych algorytmów)
  • 1,5 łyżki kakao
  • 1,5 łyżeczki sody
  • 0,5 szklanki cukru
do nadziewania: 
  • ok. 200 g powideł lub gęstego dżemu
polewa:
  • 200 g czekolady - gorzkiej lub mlecznej
  • 120 - 150 ml śmietanki 30%
Miód zagotowujemy z przyprawą do piernika. Zestawiamy z ognia, dodajemy masło i mieszamy do rozpuszczenia. Odstawiamy do ostygnięcia do temperatury pokojowej - powinno to pójść szybko, bo masło mocno obniża temperaturę miodu.

Śmietanę mieszamy z sodą. Uwaga - śmietana zwiększy objętość pod wpływem sody.

Mąkę mieszamy z kakao w dużej misce, w której będziemy wyrabiać ciasto.

Białko ubijamy na sztywno. Pod koniec ubijania stopniowo dodajemy cukier. Wyłączamy mikser, dodajemy żółtka i mieszamy łyżką. 

Do mąki dodajemy ubite jajka i mieszamy. Następnie dodajemy miód i śmietanę i wyrabiamy. Ciasto będzie bardzo klejące i takie ma być. Odstawiamy do schłodzenia - do lodówki lub na balkon, jeśli jest odpowiednio zimno na kilka godzin. 
Gdy ciasto dokładnie się schłodzi, wyciągamy je do temperatury pokojowej i czekamy ok pół godziny aby dało się je wyrabiać i wałkować. Ciasto wałkujemy na blacie posypanym mąką, również wierzch ciasta posypujemy mąką. Gdyby ciasto było klejące w stopniu uniemożliwiającym wałkowanie, dodajemy trochę maki do ciasta i wyrabiamy. Ciasto musi być odrobinę lepkie, żeby górna i dolna część pierniczka się skleiły. 
Następnie rozwałkowujemy ciasto na prostokąt o grubości ok 3 mm. Na cieście zaznaczamy nożem linię dzielącą prostokąt wzdłuż na pół (nie przecinamy ciasta). Następnie na jednej połowie delikatnie przykładamy foremkę do wykrawania pierniczków, tak aby widzieć mniej więcej gdzie położyć nadzienie. Nie przecinamy ciasta! Następnie nakładamy nadzienie w wyznaczonych miejscach i przykrywamy drugą połową ciasta. Wtedy możemy wykrawać pierniczki. Jeśli pierniczki będą się lekko rozklejać możemy je delikatnie docisnąć.

























Pierniczki pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez ok 7 - 10 min. Polewamy polewą po całkowitym wystudzeniu. Pierniczki są miękkie od razu po upieczeniu.

Polewa: Czekoladę i 120 ml śmietanki umieszczamy w misce i stawiamy na garnku z gotującą się wodą (tak aby dno miski nie dotykało powierzchni wody). Gdy czekolada zacznie się rozpuszczać, mieszamy energicznie polewę aż utworzy się gładka masa. Po lekkim wystudzeniu rozsmarowujemy polewę na pierniczku. Jeśli jest za gęsta dolewamy jeszcze trochę śmietanki aż osiągnie właściwą konsystencję. Trudno jest tu dokładnie podać ilość śmietanki, bo czekolady są różne i ilość śmietanki może się wahać.



sobota, 29 listopada 2014

ryż z fasolą

Rice and beans to tradycyjne danie w wielu kuchniach narodowych Ameryki Południowej i nie tylko. Współcześnie naukowcy odkryli, że połączenie ryżu i fasoli stanowi idealną kombinację aminokwasów, które razem dostarczają pełnowartościowego białka i mogą stanowić substytut mięsa w diecie wegetariańskiej. Zastanawiające jest to, skąd prości ludzie, których nie stać było na mięso, z dajmy na to Brazylii, wpadli na pomysł, żeby połączyć te dwa produkty w jedno danie i często je spożywać? W tym momencie przychodzi mi na myśl książka Michaela Pollana W Obronie jedzenia, w której autor dowodził, że najlepsza dieta, to taka, która wywodzi się z jakiejś starej tradycji kulinarnej. Ludzie na przestrzeni pokoleń, metodą prób i błędów dochodzili do takiego sposobu odżywiania, który najlepiej służył ich zdrowiu. O książce pisałam więcej tutaj i bardzo ją polecam wszystkim tym, którzy są zagubieni w gąszczu różnych, często sprzecznych zaleceń dietetyków.

Mój ryż i fasola, to tylko jedna z wielu możliwości przyrządzania tego dania. Czasem przygotowuję osobno fasolę w sosie pomidorowym, którą podaję z ryżem na sypko. W poniższym przepisie jest to danie jednogarnkowe, bo tak jest po prostu najszybciej. Do gotowania ryżu można użyć wody, jednak najlepszy smak, uzyskamy gdy użyjemy bulionu drobiowego (wtedy oczywiście nie jest to danie wegetariańskie).  Do ryżu i fasoli można dodać dwa niewielkie filety z piersi kurczaka, pokrojone w kostkę i podsmażone na patelni (dodajemy je na samym początku, razem z ryżem i fasolą). Ilość chilli może się wahać w zależności jak pikantne jedzenie lubimy, można je zupełnie pominąć. Do swojej potrawy dodałam cząber, bo to zioło bardzo ładnie łączy się z fasolą, choć nie jest to tradycyjny dodatek.



RYŻ I FASOLA

  • 1, 2 - 1,5 litra bulionu drobiowego (w wersji wegetariańskiej - wody)
  • 400 g ryżu basmati lub innego długoziarnistego (ok. 2 szklanek)
  • 400 g czerwonej fasoli z puszki
  • ok. 250 g pomidorów świeżych lub w zimie z puszki, pokrojone w grubą kostkę
  • 1 szklanka mrożonej kukurydzy (opcjonalnie)
  • 4 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1 cebula, drobno pokrojona
  • 4 ząbki czosnku drobno pokrojone
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka cząbru
  • 1 łyżka słodkiej papryki
  • 1 niewielka papryka chilli, drobno pokrojona
  • sól (ok. 2 łyżek lub do smaku, jeśli używamy wody zamiast buliony trzeba zwiększyć ilość soli)
  • 200 - 250 g sera cheddar, startego na tarce o grubych oczkach
  • kolendra do podania

Do garnka z ciepłym bulionem dodajemy przyprawy: kmin rzymski, oregano, cząber, paprykę, sól i koncentrat pomidorowy. W dużym garnku lub na patelni z pokrywką rozgrzewamy olej i podsmażamy  cebulę, czosnek i chilli przez ok. 5 minut. Następnie wsypujemy ryż, dodajemy fasolę i pomidory (opcjonalnie kukurydzę), wlewamy bulion z przyprawami (ok 1 litra, resztę będziemy dolewać w zależności od potrzeby). Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy gaz do minimum, przykrywamy pokrywką i gotujemy na małym ogniu przez ok. 20 - 30 minut aż ryż będzie miękki. W trakcie gotowania kilkakrotnie mieszamy zawartość garnka i w razie potrzeby dolewamy więcej bulionu. Pod koniec gotowania posypujemy wierzch potrawy serem, garnek przykrywamy pokrywką i odczekujemy ok. 5 minut aż ser się rozpuści. Danie podajemy posypane kolendrą.




poniedziałek, 24 listopada 2014

brukselka inaczej





Gdy ostatnio natrafiłam na ten przepis Marthy Stewart na brukselkę, wiedziałam, że muszę go od razu wypróbować. Odkąd zaczęłam smażyć połówki brukselki na maśle (przepis tutaj), bardzo polubiłam to warzywo, więc pomysł pokrojenia brukselki na paseczki i usmażenia jej, wydawał mi się równie kuszący. Nie zawiodłam się - tak przyrządzona brukselka nie przypomina rozgotowanej szarej brei tak dobrze mi znanej z dzieciństwa. Oczywiście brukselka zawsze będzie brukselką, ale smażenie naprawdę pomaga się z nią zaprzyjaźnić. Poniższe propozycje to tylko kilka z wielu możliwych kombinacji smakowych; brukselka dobrze udźwignie różne intensywne smaki - zastanawiam się na dodatkiem curry, podsmażeniem jej na smalcu i posypaniu kminkiem, podduszeniu jej z pomidorami itd. Na razie muszę trochę od niej odpocząć, bo w ciągu ostatnich dwóch tygodni, dużo eksperymentowałam z tym warzywem. Poniżej najbardziej udane rezultaty tych eksperymentów.


BRUKSELKA NA MAŚLE Z CYTRYNĄ

  • 500 g brukselki 
  • ok 1 łyżka soku z cytryny
  • masło do smażenia (ok 30 - 40 g)
  • sól, różowy pieprz
Brukselkę przekrawamy wzdłuż na pół, a następnie kroimy w paski. Na patelni rozgrzewamy masło, wrzucamy brukselkę, dodajemy sól i smażymy aż zmięknie, ale nadal będzie lekko chrupka. Stopień wysmażenia zależy oczywiście od osobistych preferencji, ale należy pamiętać, że im dłużej ją smażymy, tym bardziej będzie przypominać dobrze znaną wersję z wody. Wyłączamy gaz, skrapiamy sokiem z cytryny, dodajemy grubo zmielony różowy pieprz.




BRUKSELKA Z ŻURAWINĄ I MIODEM

  • 500 g brukselki
  • 30 - 40 g świeżych żurawin, drobno pokrojonych
  • 0,5 - 1 łyżeczka miodu
  • sól
  • olej/ masło do smażenia
Brukselkę przekrawamy wzdłuż na pół, a następnie kroimy w paski. Na patelni rozgrzewamy olej lub masło, wrzucamy brukselkę i żurawiny, dodajemy sól i smażymy aż zmięknie, ale nadal będzie lekko chrupka. Wyłączamy gaz i dodajemy po trochu miód aż zrównoważymy kwasowość żurawiny. 



BRUKSELKA Z CHILLI, CZOSNKIEM I OLEJEM SEZAMOWYM

  • 500 g brukselki
  • 3 - 4 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 0,5 papryczki chilli, drobno posiekanej
  • 1 - 2 łyżki oleju sezamowego 
  • sól
  • olej do smażenia
Brukselkę przekrawamy wzdłuż na pół, a następnie kroimy w paski. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy czosnek, chilli i smażymy ok 0,5 minuty na średnim ogniu. Dodajemy brukselkę i sól i smażymy aż zmięknie, ale nadal będzie lekko chrupka. Wyłączamy gaz, i dodajemy olej sezamowy. Dokładnie mieszamy.



środa, 19 listopada 2014

kruche ciasto z żurawinami i białą czekoladą


Zaczęło się od ciasta drożdżowego z dynią. Ten typ ciasta pojawia się od lat na tylu blogach, że w końcu i ja postanowiłam je zrobić. Wbrew moim oczekiwaniom dodatek purée z dyni nie poprawił jakości ciasta drożdżowego, wręcz przeciwnie -  ciasto wychodziło bardziej suche. Nadal więc pozostaje dodawać więcej masła, jeśli chce się uzyskać bardziej wilgotne i delikatne ciasto drożdżowe. 
Do wszystkich ciast drożdżowych dodawałam ostatnio żurawiny, a że tworzą one klasyczne połączenie z białą czekoladą, to od czasu do czasu robiłam też polewę z białej czekolady. Drożdżowe polane taką polewą zyskuje nową jakość, trzeba tylko pamiętać, żeby znacznie zmniejszyć ilość cukru dodanego do ciasta. W końcu zdałam sobie sprawę, że najbardziej z całego ciasta smakuje mi polewa i żurawiny. Porzuciłem więc dyniowe drożdżowe i zrobiłam kruche ciasto z żurawinami i polewą z białej czekolady i skórki pomarańczowej. I tak powstał mój absolutny hit na coraz zimniejsze listopadowe wieczory. Kruche ciasto (z tego przepisu) jest bardzo kruche, żurawiny cierpko-kwaśne, czekolada słodka i aksamitna, a skórka pomarańczowa niesamowicie pachnie. Czego chcieć więcej.




KRUCHE CIASTO Z ŻURAWINĄ I BIAŁĄ CZEKOLADĄ
przepis na blachę o wymiarach ok. 20 cm na 30 cm


ciasto kruche:

  • 340 g mąki pszennej
  • 80 g cukru
  • 170 g zimnego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 4 łyżki mleka
mus żurawinowy:
  • 350 g żurawin
  • 130 g cukru 
  • 50 ml wody
polewa z białej czekolady:
  • 150 g białej czekolady
  • 70 ml śmietanki 30%
  • 3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • garść suszonych żurawin, grubo posiekanych
  • kilka orzechów włoskich, grubo posiekanych (opcjonalnie)


Ciasto kruche: W misce umieszczamy mąkę, cukier i sól, a następnie dodajemy masło pokrojone na małe kawałki. Rozcieramy masło palcami aż utworzy się coś w rodzaju kruszonki. Dodajemy mleko i szybko zagniatamy ciasto - będzie się ono kruszyć. Dwie trzecie ciasta wysypujemy do wyłożonej papierem do pieczenia formy i ugniatamy palcami formując w miarę równą warstwę. Formę umieszczamy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C. Podpiekamy 20 minut. Miskę z pozostałym ciastem umieszczamy w lodówce

W tym czasie przygotowujemy mus żurawinowy: Żurawiny, cukier i wodę umieszczamy w garnku i gotujemy na średnim gazie przez ok 10 - 15 min aż powstanie dość gęsty dżem. Lekko studzimy i wykładamy na podpieczony spód. Warstwę żurawin posypujemy pozostałym ciastem (tak jak kruszonką). Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok.  20 - 30 min aż wierzch się lekko zrumieni. Wyciągamy z piekarnika i studzimy do temperatury pokojowej (nie wylewamy polewy na gorące ciasto!).

Polewa: Czekoladę i śmietankę umieszczamy w misce i stawiamy na garnku z gotującą się wodą (tak aby dno miski nie dotykało powierzchni wody). Gdy czekolada zacznie się rozpuszczać, mieszamy energicznie polewę aż utworzy się gładka masa. Chwilę studzimy (nie za długo bo polewa szybko twardnieje) i wylewamy na wystudzone ciasto. Polewa jest dosyć gęsta więc może się trochę mieszać z wierzchnią warstwą ciasta przy rozsmarowywaniu. Wierzch ciasta od razu posypujemy skórką pomarańczową, żurawiną i orzechami. Ciasto kroimy po zastygnięciu polewy. Na zdjęciu poniżej widać, że kroiłam je przed zastygnięciem polewy:).






czwartek, 13 listopada 2014

And the days are not full enough

Dni mijają mi niezwykle szybko - opieka nad dwójką dzieci nie pozostawia wiele czasu na nic innego. Nagle mam tysiące pomysłów, jak mogłabym spędzać czas, gdybym go więcej miała. Kurs francuskiego, kupno działki, bieganie, odmalowanie ścian i tak bez końca. W mojej głowie pojawiają się niezliczone pomysły kulinarne, ciekawe połączenia smaków, nowe techniki gotowania, które wymagają przetestowania. Pojawia się też czasem myśl, że gdybym miała więcej czasu, pewnie nie miałabym co z nim robić - tak to często w życiu bywa. Nadmiar równie niedobry jak brak. Dziwnie ciepły listopad sprawia, że mam wrażenie iż czas stanął w miejscu, tak gdzieś we wrześniu. Spacerując z wózkiem wymyślam sobie surówkę z marchwi (a mój spacer do złudzenia przypomina ten, o którym pisałam we wrześniu). Najwyraźniej spacery dobrze służą mojej kulinarnej wyobraźni, bo to połączenie smaków jest niezwykle udane. 


SURÓWKA Z MARCHWI Z KOLENDRĄ I MIGDAŁAMI


  • 2 średnie marchewki, starte na tarce o grubych oczkach
  • 1 ogórek wężowy, dość długi, pokrojony w półksiężyce
  • 60 g płatków migdałowych
  • 3 łyżki posiekanej kolendry
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka oleju ryżowego lub innego neutralnego w smaku
  • sól do smaku
Płatki migdałowe wsypujemy na suchą patelnię i prażymy je przez ok. 5 minut na średnim ogniu często mieszając aż staną się złoto-brązowe. W misce umieszczamy starte marchewki, pokrojonego ogórka, płatki migdałowe i kolendrę. Doprawiamy sokiem z cytryny, olejem i solą. Dokładnie mieszamy i surówka gotowa - nie trzeba czekać aż smaki się przegryzą. Podałam tę surówkę do filetów z piersi kurczaka i ryżu i myślę, że należy iść tym tropem, czyli serwować ją jako dodatek do prosto doprawionych dań. Surówka sama w sobie jest tak złożona w smaku, że nie ma sensu łączyć jej z innymi mocno doprawionymi potrawami - za dużo dobrych rzeczy na raz.

niedziela, 9 listopada 2014

omlet na białkach z pieczarkami.

Jak przyjemnie byłoby być zawodowym bloggerem. Miałabym czas na fotografowanie wszystkich dań, które moim zdaniem są warte polecenia. Często po prostu wolę zjeść danie na ciepło niż robić zdjęcia i mieć zimne jedzenie. Stąd bierze się  nadreprezentacja ciast na moim blogu -  można zrobić im zdjęcie w każdym momencie nie ryzykując, że po sesji zdjęciowej nie będą już takie dobre. Chciałabym jednak, żeby mój blog trochę bardziej odbijał, to co jadam na co dzień (bo sądząc bo ilości przepisów na ciasta i desery można by mieć wrażenie, że odżywiam się głównie nimi). Dlatego dzisiaj przepis na wykorzystanie białek w wersji wytrawnej.  Dla tych, którzy ze słodyczy najbardziej lubią śledzie, polecam poniższy przepis.







OMLET NA BIAŁKACH Z PIECZARKAMI
przepis na patelnię o średnicy ok. 24 cm
  • 3 duże białka lub 4 małe
  • 10 dag pieczarek ( mniej więcej 2 dorodne sztuki)
  • 2 łyżeczki twardego sera typu parmezan, startego na tarce o drobnych oczkach
  • sól, pieprz
  • pietruszka do posypania - opcjonalnie
Białka lekko rozbijamy widelcem z solą i pieprzem. Na patelni podsmażamy pieczarki (ja podsmażam na maśle, można użyć oleju). Na drugą patelnię wlewamy odrobinę oleju lub rozpuszczamy niewielką ilość masła i podgrzewamy na średnim ogniu. Wlewamy białka i smażymy omlet. Tak jak w klasycznym omlecie z całych jajek delikatnie podważamy brzegi i staramy się wlać pod spód nadmiar białek z wierchu omleta. Gdy omlet będzie już ścięty z wierzchu (ja lubię, żeby był trochę wilgotny), kładziemy na połowę omleta pieczarki, posypujemy serem i przykrywamy drugą połową. Przykrycie drugą połową możemy być nieco trudne - używamy szerokiej łopatki i staramy się ją wsunąć  jak najgłębiej pod omlet. Podajemy na ciepło, możemy posypać posiekaną pietruszką.



poniedziałek, 3 listopada 2014

ciasto na maślance (jak sernik)

Ciekawe ciasto do złudzenia przypominające sernik. Robi się je dosyć szybko i równie szybko zjada:). 


CIASTO NA MAŚLANCE (JAK SERNIK)
przepis na blachę o wymiarach ok. 35 cm na 25 cm
przepis pochodzi stąd

  • 1 litr maślanki
  • 150 g cukru
  • 8 jajek
  • 160 g masła, stopionego i ostudzonego do temperatury pokojowej
  • 200 g mąki
  • 3 łyżki ekstraktu waniliowego
Białka ubijamy na sztywno z odrobiną soli i odkładamy do lodówki. W dużej misce ubijamy żółtka z cukrem aż staną się blade i podwoją objętość. Dodajemy masło, a potem mąkę. Następnie wlewamy maślankę i ekstrakt waniliowy. Na końcu dodajemy ubite białka i dokładnie mieszamy. Masę przelewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 160 stopni C przez ok. 1 godzinę. Ciasto musi być ścięte na brzegach i a gdy potrząśniemy blachą lekko galaretowate po środku. Ciasto studzimy do temperatury pokojowej, a następnie umieszczamy na kilka godzin w lodówce. 

środa, 29 października 2014

ciasto amaretto

Amaretto.
Cichaczem i niepostrzeżenie zajęło bardzo ważne miejsce w mojej kuchni. Zaczęło się od tego sernika. Początkowo piekłam go raczej dla rodziny i gości - zawsze okazywał się wielkim sukcesem. W końcu sama zaczynałam coraz bardziej lubić jego smak. Kolejnym krokiem w moim uzależnieniu od  migdałowego likieru z Włoch było połączenie go z wiśniami jak np. tutaj. Teraz niemal automatycznie dodaję odrobinę amaretto, gdy tylko przygotowuję coś z wiśniami. Również te lody waniliowe bardzo zyskują, gdy dodamy do nich, powiedzmy, pół szklanki amaretto. Uzależnienie się od ciasteczek amaretti było już tylko kwestią czasu. A kolejnym krokiem na tej drodze było odkrycie przepisu Angeli Hartnett na amaretto cake, w którym likier amaretto spotyka się z ciasteczkami amaretti.  Jeśli chcecie wiedzieć co wynika z tego spotkania, wypróbujcie poniższy przepis.


CIASTO AMARETTO 
przepis stąd + moje modyfikacje
przepis na tortownicę o średnicy ok. 22 cm

  • 230 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 g masła w temperaturze pokojowej
  • 100 g cukru
  • 4 jajka M w temperaturze pokojowej
  • 50 g posiekanych migdałów
  • 50 g mielonych migdałów
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 1/4 szklanki mleka
  • szczypta soli
  • 200 g ciasteczek amaretti, pokruszonych
  • 125 ml amaretto
W misce ubijamy mikserem masło z cukrem i solą na puszystą masę. Wbijamy kolejno po jednym jajku. Następnie dodajemy mąkę, posiekane i mielone migdały, skórkę cytrynową, ekstrakt z wanilii i mleko. Dokładnie mieszamy.

Ciasteczka amaretti zalewamy amaretto i mieszamy. Ciastka wchłoną likier i utworzy się z nich papka.

Tortownicę smarujemy masłem i posypujemy mąką. Na dno wykładamy połowę ciasta. Na ciasto kładziemy warstwę ciastek namoczonych w amaretto i przykrywamy pozostała częścią ciasta. Położenie górnej warstwy ciasta może być trochę kłopotliwe, gdyż jest ono dosyć gęste i lepkie. Najlepiej nakładać ciasto małymi porcjami blisko siebie i potem je lekko rozsmarować aby się połączyły. Wierzch ciasta posypujemy 2 łyżkami cukru (utworzy się lekko chrupiąca skorupka).

Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni C i pieczemy ok. 1 godziny lub do suchego patyczka. 







czwartek, 23 października 2014

kurczak z pieczarkami

 Ostatnio mam trochę więcej wolnego czasu, więc z wielką radością zabrałam się za Moje życie we Francji Juli Child, ale jakoś mnie ta książka nie zachwyciła. Może za dużo oczekiwałam. Zwróciłam tylko uwagę na to, że klasyczna kuchnia francuska, którą uwielbiała Julia, to propozycja zdecydowanie dla zdeklarowanych mięsożerców. Mam wrażenie, że współcześnie mięsa jada się dużo mniej i nie aż tak różnorodnego. W oko wpada mi również ten cytat:

Na ogół twoje gotowanie jest lepsze, niż ci się zdaje. A jeśli jedzenie jest naprawdę okropne, jak z pewnością było w przypadku mojej podróbki jaj po florencku, wtedy kucharka musi zacisnąć zęby, znieść to z uśmiechem i wyciągnąć wnioski z własnych błędów.

Na szczęście kurczak z pieczarkami jak zwykle udaje się doskonale. Nie jest to danie kuchni francuskiej, ale po lekturze Mojego życia we Francji musiałam podać to danie z bagietką, która rzeczywiście sprawdza się przy wycieraniu sosu z talerza. Bon appétit



KURCZAK Z PIECZARKAMI

  • 2 filety z piersi kurczaka, pokrojone na kawałki "na jeden kęs"
  • ok. 400 g pieczarek, pokrojonych w ćwiartki lub ósemki
  • 1 duża cebula, pokrojona w piórka
  • 1 nieduży pęczek pietruszki, drobno posiekany
  • 200 ml śmietany 30%
  • ok. 40 g parmezanu lub podobnego twardego sera, startego na tarce o drobnych oczkach
  • 1 czubata łyżka mąki pszennej
  • 1 liść laurowy
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa - do smaku
Pieczarki podsmażamy na maśle (ewentualnie oleju) aż się ładnie zrumienią, przez ok. 5 - 10 min. Odstawiamy. Na dużej patelni lub w brytfannie podsmażamy cebulę na oleju, maksymalnie zwiększamy gaz i dodajemy kurczaka. Smażymy aż kurczak delikatnie się zarumieni, często mieszając. Zmniejszamy gaz, oprószamy mąką i dokładnie mieszamy. Następnie wlewamy śmietankę, dodajemy pietruszkę i liść laurowy i doprowadzamy do zagotowania. Sos będzie dosyć gęsty, więc dodajemy trochę ( ok 1/2 szklanki) wody lub bulionu z kurczaka, jeśli akurat mamy pod rękę. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.  Solimy nieco mniej niż potrzeba, bo będziemy jeszcze potem dodawać ser, który jest słony. Gdy sos osiągnie właściwą konsystencję, zmniejszamy gaz do minimum, przykrywamy patelnię lub brytfannę pokrywką i dusimy ok. 10 - 15 minut aż kurczak będzie ugotowany. Staramy się nie dusić kurczaka za długo, żeby nie wyszedł suchy. Wyłączamy gaz, dodajemy parmezan i dokładnie mieszamy. Sprawdzamy czy nie trzeba dodać jeszcze soli, pieprzu lub gałki muszkatołowej. Podajemy z ryżem, kaszą jęczmienna lub bagietką.


niedziela, 19 października 2014

ziemniak+bakłażan+papryka=tumbet


Tytuł dzisiejszego postu to, nietypowo, równanie. Nietypowo jak na kobietę - bo podobno jesteśmy słabe z matematyki (kwestią do uzgodnienia jest jedynie przyczyna tego stanu - czy to wychowanie, czy rzecz wrodzona). Moje równanie jest jednak na tyle proste, że rozwiązać je może (i tu niepoprawny politycznie żart) nawet kobieta. Wszystkie niewiadome są wiadome, wynik również. Zapraszam was na lekcję matematyki kuchennej. 



TUMBET


  • ok 500 g ziemniaków, pokrojonych na plastry ok. 0,5 cm grubości
  • 2 bakłażany (u mnie ok. 800 g), pokrojonych wzdłuż na plastry, ok 3 - 4 mm grubości
  • 2 zielone papryki, pokrojone w paski
  • 2 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 0,5 l przecieru pomidorowego
  • olej do smażenia - ok. 300 ml
  • sól, pieprz
  • ok. 20 dag sera, który nadaje się do zapiekania (opcjonalnie)
Aby przygotować tumbet  musimy podsmażyć wszystkie warzywa na patelni. Zajmuje to trochę czasu, najlepiej więc smażyć na dwie patelnie. Zaczynamy od smażenia ziemniaków - na patelnię wlewamy olej - nie trzeba użyć go aż tyle, ile do głębokiego smażenia, ale plastry ziemniaków powinny być w nim prawie całe zanurzone. Smażymy z dwóch stron na jasnozłoty kolor (ziemniaki powinny być miękkie w środku - jeśli będą surowe, mogą nie zdążyć się dopiec podczas późniejszego zapiekania). Odsączamy na papierowym ręczniku. Zlewamy z patelni nadmiar oleju, a następnie smażymy plastry bakłażana. Ja lubię żeby bakłażan był mocno zrumieniony - nadaje mu to dymnego aromatu. Do smażenia bakłażanów używamy niewielkiej ilości oleju, staramy się go nie dolewać za często. Odsączamy na papierowym ręczniku. Następnie na pozostałym oleju podsmażamy paprykę aż nieco zmięknie i również odsączamy na papierowym ręczniku. W naczyniu do zapiekania układamy warstwę ziemniaków, na to warstwę bakłażanów a na górze kładziemy paprykę. Na patelni podsmażamy czosnek, dodajemy przecier pomidorowy i gotujemy na dużym ogniu aż sos nieco zgęstnieje (ja odparowuję go bardzo mocno, bo nie lubię jak z zapiekanki robi mi się zupa). Sosem polewamy warzywa, na wierzchu kładziemy plastry sera i zapiekamy tumbet przez ok. 20 min. w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Danie możemy podawać jako samodzielny wegetariański posiłek lub jako dodatek do grillowanych mięs czy ryb. 









poniedziałek, 13 października 2014

something old, something new (kotlety ziemniaczane)

Stare (dobrze znane) kotlety ziemniaczane w nowym (pakistańskim) wydaniu. Na moim blogu, to trochę odgrzewane kotlety - podobne danie prezentowałam rok temu tutaj.



KOTLETY ZIEMNIACZANE (ALOO TIKI)


  • 850 g ziemniaków
  • 1 mała cebula, starta na tarce o dużych oczkach
  • 0,5 pęczka kolendry, drobno posiekanej
  • 1,5 łyżeczki curry w proszku
  • 1 łyżka nasion kminu rzymskiego, uprażona na suchej patelni
  • 0,5 strąka małej papryki chilli, drobno pokrojonej
  • 1 łyżeczka soli
  • jajko i bułka tarta do obtoczenia kotletów
Ziemniaki gotujemy i rozgniatamy na purée. Nie musimy tego robić bardzo dokładnie, mogą pozostać małe grudki. Ziemniaki można przygotować dzień wcześniej i przechowywać w lodówce. Do ziemniaków dodajemy cebulę, kolendrę, curry, kmin rzymski, chilli i sól. Mieszamy dokładnie - jeśli masa jest zbyt rzadka możemy dodać nieco bułki tartej, tak aby dało się formować kotleciki. Z masy robimy dość cienkie kotlety i smażymy na oleju z dwóch stron aż będą zrumienione.  W Pakistanie takie kotlety często podawane są jako przystawka lub przekąska, ja zazwyczaj jem je na obiad lub kolację. Jako danie główne kotleciki podajemy z chutneyami lub sosami jogurtowymi i surówką. Ostatnio robiłam do nich taki sos:

SOS JOGURTOWY Z KOLENDRĄ

  • 400 g gęstego jogurtu typu greckiego
  • 0,5 pęczka kolendry, drobno posiekanej
  • 2 ząbki czosnku, roztarte na pastę
  • sól do smaku
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka cukru
Mieszamy wszystkie składniki. Zostawiamy sos w lodówce na ok. pół godziny aby smaki się przegryzły.


czwartek, 9 października 2014

ciasto marchewkowe (z bananami)

Wiem, pewnie zastanawiacie się, po co publikować jeszcze jeden przepis na ciasto marchewkowe. Eee, to  ma w sobie tyle owoców i marchewki, że wierzę iż  może stanowić jedną z pięciu zalecanych porcji warzyw i owoców dziennie :) .



CIASTO MARCHEWKOWE Z BANANAMI
przepis na tortownicę o średnicy 23 cm
na podstawie tego przepisu

  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka soli
  • 150 ml oleju roślinnego (u mnie rzepakowy)
  • 150 g cukru
  • 4 jajka S
  • 3 dojrzałe banany, rozgniecione widelcem na papkę (nie musi być dokładnie)
  • 150 g marchewki, startej na tarce o drobnych oczkach
  • 220 g ananasa z puszki, pokrojonych na małe kawałki
  • 50 g orzechów włoskich, grubo posiekanych
  • garść rodzynek
W misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, sól i cukier. Dodajemy olej i jajka, mieszamy. Na końcu dodajemy banany, marchew, ananasy, orzechy i rodzynki. Przekładamy ciasto do formy i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 160 C przez 1 godz - 1 godz 20 min lub do suchego patyczka. Gdyby ciasto zaczęło nadmiernie brązowieć z wierzchu, przykrywamy je folią aluminiową i pieczemy dalej.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...