czwartek, 30 stycznia 2014

ciasto z karmelizowanymi bananami

"Nie sądź książki po okładce" i nie sądź tego ciasta po wyglądzie. Ciasto z karmelizowanymi bananami z przepisu Dana Leparda cieszyło się swego czasu dość dużą i w pełni zasłużoną popularnością i na stałe weszło do mojego kulinarnego repertuaru. Oczywiście nie ze względu na swoje walory estetyczne, ale z uwagi na niezwykły smak. Piekłam je już wiele razy, wprowadzając różne modyfikacje do oryginalnego przepisu. Najważniejszą rzeczą, oprócz redukcji ilości cukru, było krótsze niż zalecane karmelizowanie bananów - dzięki temu w już upieczonym cieście znajdują się małe kawałki bananów. 








CIASTO Z KARMELIZOWANYMI BANANAMI
(butterscotch banana cake wg Dana Leparda)

przepis na blachę o wymiarach 20 cm na 20 cm

  • 200 g cukru 
  • 250 g bananów (waga PO OBRANIU, ok. 3 sztuki)
  • 1 łyżka masła
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 175 ml oleju neutralnego smakowo (rzepakowy, ryżowy, słonecznikowy, etc)
  • 2 jajka L
  • 150 g mąki pszennej
  • 75 g razowej mąki orkiszowej, pszennej albo żytniej*
  • 1 płaska łyżeczka cynamonu**
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 50 ml jogurtu naturalnego
Na patelni umieszczamy 150 g cukru, dodajemy 25 ml wody, mieszamy i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy na małym lub średnim ogniu aż wytworzy się złocisto-brązowy karmel. Dodajemy do niego masło i ekstrakt z wanilii, a następnie banany pokrojone w kawałki o wielkości 2 cm. Smażymy chwilę aż banany nieco zmiękną i pokryją się karmelem. Nie rozgotowujemy! Ściągamy z ognia i zostawiamy do lekkiego ochłodzenia.
Następnie ubijamy olej, pozostały cukier (50 g) i jajka. Dodajemy jogurt i banany i dokładnie mieszamy. Następnie w osobnej misce łączymy mąki, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną i cynamon (przyprawę do piernika). Mieszamy wszystko i przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 180 stopni C przez 50 min lub do suchego patyczka. Podajemy po wystudzeniu.

* można zastąpić mąkę razową zwykłą pszenną mąką. 
** w oryginale są to 2 łyżeczki przyprawy do piernika, ale ja wolę użyć tylko cynamonu


sobota, 25 stycznia 2014

nieco egzotyczna surówka z czarnej rzepy


Już od dłuższego czasu większość sezonowych warzyw i owoców dostępna jest w sklepach przez cały rok - pomidory, ogórki, truskawki nie są obecnie długo wyczekiwanym rarytasem dostępnym jedynie przez krótki czas. W tym zestawieniu czarna rzepa to warzywo naprawdę sezonowe - nie kupimy jej wiosną ani latem. Wynika to pewnie z jej małej atrakcyjności dla mas - jakoś nie widzę tłumów przeczesujących supermarkety w poszukiwaniu rzepy w sierpniu. Ani zresztą w żadnym innym miesiącu. Jeśli więc chcecie dołączyć do wąskiego grona  koneserów rzepy, biegnijcie natychmiast do sklepu po tę czarną bulwę, bo, jak śpiewał Elvis Presley: IT'S NOW OR NEVER, teraz albo nigdy (a przynajmniej dopiero w następnym sezonie). 
A teraz bierzmy się do ścierania rzepy z piosenką Elvisa Preseley'a w tle. Pozwoli to dołączyć do naprawdę wąskiego grona trących rzepę miłośników Presley'a. 


SURÓWKA Z CZARNEJ RZEPY I KOLENDRY
  • 2 średnie czarne rzepy (waga w sumie ok. 450 - 500 g), startej na tarce o grubych oczkach
  • pół pęczka kolendry, poszatkowanej
sos:
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 6 łyżek oleju sezamowego (ewentualnie pół na pół z rzepakowym)
  • 1/2 łyżeczki soli lub do smaku
  • 1/2 łyżeczki cukru
Dokładnie mieszamy wszystkie składniki sosu (np. potrząsając zamkniętym słoikiem), tak aby powstała gładka emulsja. Czarną rzepę i kolendrę umieszczamy w misce, polewamy sosem i dokładnie mieszamy. Podajemy niedługo po przyrządzeniu, gdyż surówka z czarnej rzepy może gorzknieć przy dłuższym przechowywaniu. 

tomorrow will be too late



wtorek, 21 stycznia 2014

czekoladowe ciastka z białek i orzechów laskowych


Dzisiejszy przepis to w zasadzie niewielka przeróbka czekoladowych ciastek z pomarańczową kruszonką. Migdały, które akurat w tych ciastkach są słabo wyczuwalne zamieniłam na orzechy laskowe (można równie dobrze użyć włoskich), a zamiast kruszonki dałam czekoladową polewę również z przepisu Erica Lanlarda. Ta wersja odpowiada mi zdecydowanie bardziej- powstały mocno czekoladowe ciastka z wyraźnym posmakiem orzechowym. Dla wygody zamieszczam ten przepis jeszcze raz, w zmodyfikowanej wersji

CZEKOLADOWE CIASTKA Z BIAŁEK I ORZECHÓW LASKOWYCH

ciastka:
  • 4 białka (u mnie 100 ml)
  • 40 g gorzkiej czekolady
  • 75 g masła
  • 50 g mielonych orzechów laskowych
  • 125 g cukru pudru
  • 40 g mąki pszennej

polewa czekoladowa:
  • 60 g gorzkiej czekolady
  • 25 g masła
  • 0,5 łyżki złotego syropu (golden syrup)
polewa czekoladowa


Masło i czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (miskę z czekoladą i masłem umieszczamy nad garnkiem z wrzącą wodą, tak aby miska nie dotykała powierzchni wody) i rozpuszczamy. Mieszamy w drugiej misce orzechy, mąkę i cukier. Do suchych składników dodajemy rozpuszczoną, przestudzoną mieszankę masła i czekolady. Dokładnie mieszamy. Następnie ubijamy mikserem białka na sztywną pianę i ostrożnie dodajemy ją do ciasta. Papilotki na muffinki umieszczamy w formie do pieczenia muffinek (muffinki zupełnie stracą kształt jeśli nie umieścimy ich w formie) i do każdej nakładamy ciasto do wysokości ok. 7/8 (ciastka wiele nie urosną). Gdy ciastka ostygną, przygotowujemy polewę.
W kąpieli wodnej rozpuszczamy masło, czekoladę i złoty syrop. Mieszamy aż wszystkie składniki się rozpuszczą, a masa będzie jednolita. Polewy wychodzi dość sporo w stosunku do ilości ciastek - po wystudzeniu smarujemy ciastka grubą warstwą polewy czekoladowej. 

sobota, 18 stycznia 2014

Czytając haiku jem czekoladowe ciastka z białek


Ostatnio mam trochę więcej czasu. Czytam Haiku i jem małe czekoladowe ciastka z pomarańczową kruszonką. Wypisuję sobie te utwory, które najbardziej mi się spodobały:

Klasyk i mistrz mistrzów Basho:

Jaka cisza - 
Terkotanie konika polnego 
Świdruje skałę.

Zbudź się, motylu - 
Późno, całe mile
Są przed nami.



Wesołkowaty mędrzec Issa:
Chmara komarów - 
Byłoby pusto
Bez nich.

Śliwy w kwiecie.
Moja wiosna
Jest zachwyceniem.

Moje odkrycie, malarz nastroju Shiki.

Zrujnowany dom.
Grusza w kwiecie
Tutaj toczyła się bitwa.

Wierzba. 
I dwie albo trzy krowy 
Czekające na prom.

I jeszcze większe odkrycie - podoba mi się współczesne haiku:

Pada śnieg
Na pusty parking,
Noc wigilijna
Eric Amman

Słońce i księżyc
W tym samym niebie.
Drobna dłoń mojej żony.
Gary Hotham

Dzisiaj też
Śnieg na skrzynce do listów
Nie naruszony
Frank K. Robinson

Cały dzień
Szuflując owczy nawóz.
Myśląc nareszcie jasno.
Tom Tico

Szkoda tylko, że tej książki nie można nigdzie dostać, niedługo muszę ją oddać, a chciałabym ją mieć na stałe, żeby zaglądać do niej ilekroć przyjdzie mi na to ochota.

Na szczęście mam Czekoladę, w każdej chwili mogę wypróbowac nowy przepis. Na przykład na czekoladowe finansjerki z cytrusową kruszonką. Skórkę z cytryny zamieniam na skórkę pomarańczową, bardziej oczywisty i banalny dodatek do czekolady, ale akurat dziś tak wolę. Nie mam formy do finansjerek, więc piekę ciasto w papilotkach do muffinek.


CZEKOLADOWE CIASTKA Z BIAŁEK Z POMARAŃCZOWĄ KRUSZONKĄ

ciastka:
  • 4 białka (u mnie 100 ml)*
  • 40 g gorzkiej czekolady
  • 75 g masła
  • 50 g mielonych migdałów
  • 125 g trzcinowego cukru pudru**
  • 40 g mąki pszennej
kruszonka:
  • 25 g masła
  • drobno starta skórka z małej pomarańczy (w oryginalne - z cytryny)
  • 25 g mąki pszennej
  • 25 g trzcinowego cukru pudru**
  • 50 g mielonych migdałów
Najpierw przygotowujemy kruszonkę - mieszamy wszystkie suche składniki, dodajemy masło pokrojone na małe kawałeczki i rozcieramy w rękach na konsystencję kaszy. Odkładamy do lodówki.

Masło i czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (miskę z czekoladą i masłem umieszczamy nad garnkiem z wrzącą wodą, tak aby miska nie dotykała powierzchni wody) i rozpuszczamy. Mieszamy w drugiej misce migdały, mąkę i cukier. Do suchych składników dodajemy rozpuszczoną, przestudzoną mieszankę masła i czekolady. Dokładnie mieszamy. Następnie ubijamy mikserem białka na sztywną pianę i ostrożnie dodajemy ją do ciasta. Papilotki na muffinki umieszczamy w formie do pieczenia muffinek (muffinki zupełnie stracą kształt jeśli nie umieścimy ich w formie) i do każdej nakładamy ciasto do wysokości ok. 7/8 (ciastka wiele nie urosną). Posypujemy kruszonką i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C. Autor każe piec te ciasteczka ok 12 - 15 minut, ja piekłam swoje 25 min ponieważ zrobiłam je nieco większe niż zalecane w książce. Pieczemy do suchego patyczka.



*Ostatnio gdy piekłam czekoladowe bezy objętość 3 białek też wyniosła 100 ml. Szkoda, że w książce ilość białek nie jest podawana również w mililitrach - jajka mają różną wielkość, więc i objętość białek będzie się różnić w zależności od rozmiaru jajek

** Użyłam zwykłego cukru pudru z białego cukru


środa, 15 stycznia 2014

proste ciasto czekoladowe z orzechami włoskimi

Jest prawdą powszechnie znaną, że bycie matką zmienia człowieka. Przed urodzeniem  córki przepis opatrzony przymiotnikami typu prosty, szybki, błyskawiczny nie byłby dla mnie w żaden sposób atrakcyjny. Wręcz przeciwnie, pracochłonny, skomplikowany, nie dla początkujących stawałby się wyzwaniem, z którym miałabym ochotę się zmierzyć. Po urodzeniu dziecka większość prób upieczenia czy ugotowania czegoś bardziej czasochłonnego kończyła się rozbabranym daniem, niedogotowanym lub dla odmiany rozgotowanym, wykańczanym w pośpiechu.  Rzut oka na pobojowisko w kuchni i szybki szacunek ile czasu zajmie mi posprzątanie bałaganu pozbawiały mnie resztek energii i zniechęcały do dalszych eksperymentów kulinarnych. Minęło trochę czasu, zaczynam kawałek po kawałku odzyskiwać dawne życie (które oczywiście nie jest już takie samo), ale prostota nadal jest mi bliska. W książce Czekolada, o której pisałam  tutaj są również proste i szybkie przepisy na wiele ciast. Jedno z nich upiekłam, jest to szwajcarskie ciasto czekoladowe z orzechami włoskimi. Eric Lanlard proponuje podać je z klasycznym sosem angielskim, ale nie wydaje mi się, żeby był on koniecznie potrzebny. Ciasto jest wystarczająco bogate, a ja wykorzystam czas potrzebny do przygotowania tego sosu na lekturę Haiku w wyborze i tłumaczeniu Miłosza. 






PROSTE CIASTO CZEKOLADOWE Z ORZECHAMI WŁOSKIMI
(przepis na formę o średnicy 22 cm)

  • 100 g gorzkiej czekolady, pokrojonej
  • 150 g masła w temperaturze pokojowej
  • 150 g cukru*
  • 2 jajka
  • 75 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej
  • 65 g orzechów włoskich uprażonych i posiekanych
  • 50 g połówek orzechów włoskich do dekoracji ciasta
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (czyli umieszczamy miskę z czekoladą nad garnkiem z gotującą się wodą, tak aby miska nie dotykała powierzchni wody). Masło ucieramy mikserem na puch, dodajemy cukier a następnie po jednym jajku. Do powstałej gładkiej masy dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, wanilię oraz posiekane orzechy. Mieszamy i przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu układamy połówki orzechów (u mnie większość zapadła się w cieście, więc jakiegoś wielkiego efektu dekoracyjnego nie było). Pieczemy w temperaturze 180 stopni C przez 30 - 35 minut do suchego patyczka (u mnie zajęło to 45 min). Ciasto to bardzo przypomina brownie, tyle, że z dodatkiem proszku do pieczenia. U mnie na wierzchu ciasta wytworzyła się taka chrupiąca skorupka jak w typowym brownie. 

* Autor zaleca w oryginalnym przepisie użycie drobnego cukru trzcinowego, ale ja nie widzę w gotowym już cieście żadnej różnicy jeśli zastąpimy ten cukier zwykłym białym cukrem kryształem. 


poniedziałek, 13 stycznia 2014

czerwona cebula marynowana w occie z białego wina (Zuni Café)

Od czasu gdy przeczytałam książkę Słodkie życie w Paryżu (więcej tutaj), częściej zaczęłam zaglądać na bloga prowadzonego przez jej autora. Dziś prezentuję moje nowe odkrycie właśnie stamtąd - marynowaną czerwoną cebulę. Słodko-kwaśne, lekko korzenne krążki cebuli są idealnym uzupełnieniem wszelkich kanapek z wędlinami, pasztetami oraz pieczonymi mięsami. Przepis znaleziony na blogu Davida Lebovitza, pochodzi z książki The Zuni Café Cookbook Judy Rodgers.




CZERWONA CEBULA MARYNOWANA W OCCIE Z BIAŁEGO WINA

  • ok. 0,5 kg czerwonej cebuli pociętej w krążki
marynata:
  • 0,75 l octu z białego wina (lub octu jabłkowego)
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 suszona papryczka chilli w całości (lub do smaku)
  • po kilka ziaren ziela angielskiego, goździków, ziaren czarnego pieprzu
  • 1 laska cynamonu
  • 2 liście laurowe
Wszystkie składniki marynaty umieszczamy w garnku na tyle dużym żeby pomieścił pokrojoną cebulę. Podgrzewamy aż cukier się rozpuści. Do ledwo wrzącej zaprawy wrzucamy 1/3 cebuli i trzymamy w niej przez 20 sekund. Następnie przekładamy na sitko, a do garnka wrzucamy kolejną część (1/3) cebuli. Trzymamy 20 sekund, wyciągamy, umieszczamy na sitku i powtarzamy tę procedurę z pozostałą częścią cebuli (1/3). Następnie powtarzamy całą operację od nowa - dodajemy kolejny raz całą porcję cebuli w trzech partiach, a następnie jeszcze raz. W sumie wrzucamy cebulę do gotującej się marynaty trzy razy w trzech partiach. Następnie umieściwszy całą cebulę  na sitku czekamy aż marynata zupełnie ostygnie i przekładamy cebulę i marynatę do słoików. Przechowujemy w lodówce.


ciabatta z grillowanym boczkiem, marynowaną cebulą i ogórkiem

piątek, 10 stycznia 2014

prawie tagine z kurczaka z morelami i migdałami (dla zapracowanych)

Tak jak obiecałam w poprzednim poście, dziś przepis na tagine wg Davida Lebovitza. "Prawie", które pojawia się w tytule tego wpisu jest nieprzypadkowe - oryginalne tagine  różni się od tego prezentowanego przeze mnie. Przede wszystkim nie używam specjalnego naczynia, od którego to danie wzięło swą nazwę, co wpływa na zmianę smaku. Zamiast kurczaka podzielonego na kawałki użyłam filetów z piersi, co znacznie przyspieszyło czas przygotowania. Moje prawie tagine jest  na tyle dobre i szybkie do przyrządzenia, że warto je wypróbować, nawet jeśli nie jest do końca oryginalne. Nadaje się idealnie na późny, gdy wracamy zmęczeni z pracy i niekoniecznie mamy ochotę stać nad garami przez cały wieczór, a zjedlibyśmy coś zdrowego i niebanalnego.


TAGINE Z KURCZAKA Z MORELAMI I MIGDAŁAMI
przepis z książki Słodkie życie w Paryżu + moje modyfikacje

  • 2 piersi z kurczaka (ok. 500 g)
  • garść suszonych moreli (u mnie organiczne, dlatego są bardziej brązowe niż pomarańczowe)
  • pół szklanki migdałów pociętych w słupki, podprażonych na suchej patelni(można użyć również płatków migdałowych)
  • 1 cebula, drobno posiekana
  • 0,5 łyżeczki mielonego imbiru
  • 0,5 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • szczypta szafranu
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka bulionu drobiowego
  • 1/3 szklanki posiekanej kolendry + trochę do przypbrania
  • ok 0,5 łyżeczki miodu
  • sok z połowy cytryny 
do podania:
  • kasza kuskus


Morele zalewamy niewielką ilością wrzątku i zostawiamy do napęcznienia. Piersi z kurczaka kroimy w kawałki na jeden kęs i posypujemy imbirem, kurkumą, papryką, cynamonem, szafranem i solą. Na patelni lub w garnku z grubym dnem podsmażamy cebulę (nie rumienimy), po czym zwiększamy ogień i wrzucamy kawałki kurczka. Obsmażamy je przez chwilę, a następnie wlewamy bulion i dodajemy kolendrę. Dusimy na małym ogniu pod przykryciem ok. 15 minut aż kurczak będzie ugotowany. Po tym czasie przekładamy kurczaka do miski, przykrywamy pokrywką lub folią aluminiową i odstawiamy w ciepłe miejsce (np. do lekko nagrzanego piekarnika). Do sosu pozostałego na patelni dodajemy miód i sok z cytryny i gotujemy na średnim ogniu aż sos zmniejszy swą objętość o 1/3. Doprawimy do smaku i wkładamy z powrotem kawałki kurczka. Odsączamy morele z nadmiaru wody i kroimy je w paseczki. Gotowe danie posypujemy morelami, słupkami migdałów i kolendrą. Podajemy z kuskusem. 


wtorek, 7 stycznia 2014

Słodkie życie Davida Lebovitza. Obcy język angielski.

Davida Lebovitza znałam z jego bloga, zaglądałam tam od czasu do czasu, ale jakoś szczególnie mnie nie urzekł. Dopiero książka Słodkie życie w Paryżu zrobiła na mnie większe wrażenie. Na rynku jest wiele lepszych lub gorszych książek o życiu we Francji czy Włoszech napisanych przez obcokrajowców mieszkających w nich na stałe. Jak dla mnie Słodkie życie w Paryżu znajduje się w czołówce tego typu twórczości - lekka, dowcipna, wciągająca, no i skoncentrowana na zagadnieniach gastronomicznych. Miłe czytadło, gdy chcemy się trochę pośmiać czy zrelaksować. 

A teraz pozwolicie, że przejdę do mojej ulubionej części recenzji: błędów tłumaczy. Słodkie życie w Paryżu nadaje się do czytania w przeciwieństwie do tego oto dzieła, ale tłumaczka zaliczyła kilka wpadek, które udało mi się wyłapać bez sięgania do oryginału (co już raczej źle świadczy o kompetencjach tłumacza).

1. Dzikie truskawki, które serwują w Chez Panisse (zapewne chodziło o wild strawberries) nie istnieją. Istnieją za to poziomki, bo wild strawberries, to wbrew zgadywankom tłumaczki nie dzikie truskawki tylko poziomki. Lebovitz nazywa te owoce po francusku frais de bois(str 27) czyli poziomki, a nie, idąc tokiem myślenia tłumaczki, leśne truskawki. Dzikie i leśne truskawki w języku polskim nazywamy poziomkami.
2. Lebovitz deklaruje na stronie 31: "Nie korzystam z soli kuchennej (...)." Mój Boże, a z jakiej? Drogowej? Autor nie używa soli warzonej - drobnej, takiej najpopularniejszej, przynajmniej w Polsce. Każda sól nadająca się do jedzenia -  warzona, morska, himalajska - jest solą kuchenną, w odróżnieniu od osławionej soli drogowej, która jadalna nie jest.
3. Przepis na suflet z serem fromage blanc. Fromage to po francusku "ser" czyli tłumacząc to słowo po słowie otrzymamy: suflet z serem serem blanc. Warto by podać co to jest fromage blanc (tłumacząc dosłownie "biały ser"). Skąd, u licha, przeciętny czytelnik ma znać się na rodzajach francuskich serów? Przepis jest bezużyteczny w tej formie, nie mam pojęcia z jakiego sera zrobić te suflety. Po szybkim sprawdzeniu w internecie dowiaduję się, że fromage blanc, jest chyba najbardziej zbliżony do serka homogenizowanego, ale nie po to płacę za książkę, żeby wykonywać pracę za tłumacza czy redaktora. Sprawdzanie tego typu rzeczy, to chyba bardziej praca redaktora, ale szczerze mówiąc guzik mnie to obchodzi, kto się tym zajmie - przepis ma być zrozumiały dla polskiego czytelnika 

4. Na stronie 143 pojawia się zwrot: "zachowanie francuskich lekarzy przy łóżkach pacjentów". Założę się, że zwrot użyty w języku angielskim to bedside manner. Wyrażenie to tłumaczymy jako "podejście do pacjenta". Lekarz w przychodni też ma jakiś bedside manner chociaż pacjenci nie leżą w łóżkach. 
5. Wbrew temu co jest napisane na stronie 167: "Wyrwij pomidorom szypułki, przekrój na pół i wyciśnij sok." nie próbujcie wyciskać soku z pomidora.  Zamiast tego delikatnie usuńcie pestki z sokiem pozostawiając sam miąższ i potem pokrójcie. Czyli zróbcie coś na kształt concasse, (do concasse usuwamy też skórki z pomidorów). Pascal wyjaśnia tutaj
Język angielski, jak widać, nadal sprawia wiele trudności tłumaczom  Zostawmy jednak już temat tłumaczeń, bo to i tak nie jest takie złe na tle wielu innych. 
Lebovitz podaje na końcu każdego rozdziału przepisy. Większość z nich jest nieskomplikowana, ale ciekawa, niewymagająca wiele czasu. Zaprezentuję je w następnych wpisach - na początek drobiowe tagine z morelami i migdałami.

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Davida Lebovitza Słodkie życie w Paryżu, Wydawnictwo Pascal, Bielsko Biała, 2012

sobota, 4 stycznia 2014

bezy z czekoladą i książka "Czekolada" Erica Lanlarda

Buszując wśród książek kucharskich w Empiku natrafiłam na pozycję Czekolada autorstwa Erica Lanlarda, którego nazwisko nic mi nie mówiło. Dopiero po powrocie do domu wyszukałam w internecie całkiem sporo informacji na jego temat. Lanlard jest tak zwanym celebrity chef, kucharzem gwiazd. Otóż nikt inny tylko właśnie on przygotował tort na wesele Madonny i Guya Ricthiego, ciasto na pierwsze urodziny Brooklyna (syna Davida i Victorii Beckham) czy też tort urodzinowny na sto pierwsze urodziny zmarłej już królowej matki. Akurat te osoby nie są może jakimiś wybitnymi znawcami wyrobów cukierniczych, te informacje to bardziej ciekawostka, ale już fakt, że Lanlard był głównym cukiernikiem u Michela i Alberta Roux, stanowi najlepszą rekomendację.
Przepisy są dobrze opracowane (a przynajmniej na takie wyglądają, bo na razie upiekłam tylko bezy), o różnym stopniu trudności. Tłumaczenie jest w zasadzie dobre, choć kilka nieścisłości już znalazłam, ale nie mają one wielkiego znaczenia. Czuję, że w najbliższym czasie w moim domu znacząco zwiększy się konsumpcja czekolady, bo jak się tu oprzeć delikatnemu słonemu ciastu karmelowemu, brownie z czekoladową bezą, torcikowi porzeczkowemu czy chrupiącym czekoladkom? 


BEZY CZEKOLADOWE wg Erica Lanlarda

  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 3 białka (u mnie 100 ml)
  • 200 g cukru
  • 100 g drobnego cukru trzcinowego
  • 100 g trzcinowego cukru pudru (dałam zwykły cukier kryształ)
  • 20 g kakao
  • 15 g ekstraktu słodowego w proszku (pominęłam)
do podania:
  • bita śmietana (niezbyt słodka)
  • kakao
Czekoladę łamiemy na małe kawałki, rozpuszczamy w kąpieli wodnej i zostawiamy do lekkiego ostygnięcia. Białka ubijamy mikserem na pianę, a gdy zacznie robić się sztywna dodajemy cukier w dwóch, trzech partiach. Gdy piana będzie już sztywna, dodajemy kakao i delikatnie mieszamy łyżką. Wlewamy czekoladę, ale nie mieszamy jej dokładnie, tak aby utworzył się marmurkowy wzorek. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia nakładamy łyżką bezy. Ja wolę bezy nieco płaskie, bez czubków, wygodniej jest wtedy nałożyć bitą śmietanę. Na blogu Moje Wypieki widziałam podobny przepis na bezy, były one jedynak nieco inaczej uformowane. Taki kształt niewątpliwie wygląda bardziej efektownie, ale jeśli przekładamy bezy bitą śmietaną, te bardziej płaskie są  znacznie wygodniejsze do jedzenia. Bezy pieczemy w temperaturze 110 stopni C lub w 90 stopniach z termoobiegiem. W książce zalecany czas to 2 godziny, ale ten czas może się znacznie różnić - wiele domowych piekarników nie dogrzewa lub grzeje nierównomiernie. Bezy mają być z zewnątrz kruche i łamliwe, w środku wilgotne i ciągnące się.

najprzyjemniejszy moment - dekonstrukcja dzieła

Ponieważ na powyższych bezach marmurkowy wzorek nie był zbyt wyraźny postanowiłam nieco zmodyfikować ten przepis, tak aby uwidocznić pasma czekolady. Pominęłam kakao i zmniejszyłam ilość czekolady do 100 g, reszta pozostała bez zmian. Wyszły słodsze i mniej czekoladowe, ale za to biała beza lepiej kontrastuje z ciemną czekoladą.





środa, 1 stycznia 2014

potyczki Marksa i Spencera z językiem polskim

Witam posylwestrowo i od razu zapewniam, że to co widzicie na poniższych zdjęciach to nie majaki skacowanego umysłu, tylko autentyczne przypadki etykiet produktów z logo M&S. Czytanie tych tekstów przypomina czytanie dramatów z nurtu teatru absurdu. Oto piękny przykład: "suche wino". 


Wiadomo, "dry" to w języku Szekspira "suchy" (chyba, że komuś chciałoby się  sprawdzić w słowniku kolejne znaczenia tego słowa), skoro więc jest napisane "dry wine", to musi znaczyć "suche wino". Dziwi mnie tylko, że nikt nie zauważył tego oczywistego absurdu i buteleczki z suchym winem spokojnie stoją sobie na półkach. 
Z początku myślałam, że te tłumaczenia robi jakiś program komputerowy, ale szybko musiałam zmienić zdanie. Bo czyż komputer potrafi odmieniać "espresso" przez przypadki? Tej sztuki musiał dokonać człowiek, nie maszyna. Sprawdzam szybko w internetowym Słowniku Języka Polskiego, bo może espresso odmieniamy już przez przypadki tak jak" radio" czy "studio". Otóż nie, jak wół stoi, że to wyraz nieodmienny. Ale od czego kreatywność "miszczów" od tłumaczeń; im się nie uda? To espresso, temu espressu, o tym espressie,  o tych espressach itd. Da się odmienić? Spójrzcie tylko na poniższe zdjęcie.


Te dwa lapsusy językowe to tylko czubek góry lodowej, większość etykiet M&S napisana jest z pogwałceniem wszelkich zasad polszczyzny, na pohybel wszystkim paniom od polskiego i zasuszonym akademikom z Rady Języka Polskiego.
Zdaję sobie sprawę, że podstawą działania wielkich (i mniejszych) koncernów jest cięcie kosztów gdzie się tylko da, ale czy zatrudnienie studenta polonistyki na umowę o dzieło byłoby aż tak wielkim wydatkiem? Z pewnością pozwoliłoby uniknąć kompromitacji.

A w Nowym Roku życzę Wam niezapomnianych wrażeń kulinarnych wzmocnionych przez doskonale dobrane, jak najbardziej mokre wino.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...