środa, 19 lutego 2014

M&S kontra język polski. Wynik 0:3.

Kontynuując wątek z poprzedniego wpisu:

W poszukiwaniu lemon curd udałam się do sklepu Marks and Spencer. Jak zwykle M&S dostarczył mi wrażeń nie tylko kulinarnych, ale również, nazwijmy to, lingwistycznych. Ostatnio pisałam o pokracznych tłumaczeniach na etykietach różnych produktów, dziś chcę wam pokazać, co się dzieje, gdy do pisania ulotek zatrudnimy gimnazjalistów. Po pierwsze mogą nie włączyć sprawdzania pisowni. W końcu te czerwone podkreślenia są takie irytujące...


Po drugie zrobiwszy błąd ortograficzny, mogą w tym samym zdaniu popełnić błąd gramatyczny. 
Ze zdania 
Wszystkie pasty przyżądzone według oryginalnych receptur i unikalnej mieszanki przypraw (...).
wynika, że te pasty sporządzone są według unikalnej mieszanki przypraw. 

Po trzecie mogą nie mieć pojęcia, że po wielokropku zdanie zaczynamy wielką literą. 
A na koniec znajdzie się  jakaś wredna baba, która pewnie nosi spódnicę do połowy łydki i rogowe okulary, a głowę przyozdabia wielkim kokiem. Do tego nie rozumie młodzieży i się czepia każdej pierdoły. 


Koniec końców kupiłam tam lemon curd, bo miał całkiem dobry skład, o czym informowała mnie etykieta na słoiczku (o dziwo, napisana bezbłędną polszczyzną).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...