piątek, 28 marca 2014

Drożdżowe bułeczki z powidłami. Idealne


W ramach wiosennego remanentu piwnicy, przeglądam regały w poszukiwaniu zapomnianych słoików, które, jeśli stracę kontrolę nad stanem spiżarni, objawią się za parę lat pokryte grubą warstwą pleśni. Choć tego lata w związku z narodzinami drugiej córeczki przetworów robić na pewno nie będę (mam nadzieję, że znajdę trochę czasu na jedzenie), to na pewno dostanę je od mamy i innych osób, więc chcę mieć trochę miejsca na półkach. Znajduję kilka słoików powideł. Dwa z nich zachowuję do wielkanocnego mazurka śliwkowego. Resztą postanawiam nadziać cudowne drożdżowe bułeczki, które robię już któryś raz z rzędu. Przepis na te bułeczki jest naprawdę idealny (a jeśli chodzi o ciasta drożdżowe niełatwo mnie zadowolić) - miękkie, puszyste, z lekką maślaną nutą, uzależniające. Takie klasyczne, smakujące jak bułeczki wypiekane przez idealną babcię z siwym kokiem na głowie. Przepis znalazłam w ekhm, Życiu na Gorąco


DROŻDŻOWE BUŁECZKI Z POWIDŁAMI


  • 500 g mąki 450
  • 3 żółtka
  • 125 g masła, rozpuszczonego i ostudzonego do temperatury pokojowej
  • 20 g drożdży
  • 50 g cukru
  • 300 ml mleka (plus nieco w zapasie)
  • szczypta soli
  • ok. 1 - 1,5 szklanki powideł do nadziewania
Odważamy 500 g mąki. Do ciepłego mleka rozkruszamy drożdże, a gdy się rozpuszczą, dodajemy łyżeczkę cukru i tyle mąki aby powstało ciasto o konsystencji gęstej śmietany. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 
Następnie mieszamy wszystkie pozostałe składniki ciasta (oprócz powideł), dodajemy wyrośnięty zaczyn i wyrabiamy gładkie i elastyczne ciasto przez ok. 10 - 15 min. Jeśli ciasto jest zbyt sypkie, dodajemy więcej mleka. Ciasto nie powinno się kleić - musi być wystarczająco zwarte by dało się z niego formować bułeczki. Zostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości. Ja wsadzam ciasto do piekarnika nagrzanego do 50 stopni C  - ciasto podwaja objętość po ok. 20 - 30 min. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 20 równych kawałków. Z każdego kawałka formujemy płaski placek, kładziemy sporą łyżeczkę powideł i zwijamy w zgrabną kuleczkę. Bułeczki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia podsypanym mąką (najlepiej krupczatką) i znowu zostawiamy w ciepłym miejscu, aż prawie podwoją objętość. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 20 - 30 min, do zrumienienia. 
Ja swoje babeczki ozdobiłam najprostszym lukrem z cukru pudru i wody, na który nałożyłam nieco domowej kandyzowanej skórki pomarańczowej. 




wtorek, 25 marca 2014

na sushi tu raczej nie wpadnę

Kilka dni temu, gdy spacerowałam po mieście, moją uwagę przyciągnęło menu pewnej restauracji japońskiej (wystawione przed lokalem). Odniosłam nieodparte wrażenie, że jakość jedzenia w tej "restauracji" odpowiada jakości polszczyzny na owym menu. Wydaje mi się, że jeśli ktoś zwraca tak mało uwagi na standardy językowe, to będzie zwracać równie mało uwagi na standardy kulinarne. Ja taką niechlujność językową odbieram jako lekceważenie klientów. Jak zwykle w podobnych przypadkach zastanawiam się, kogo oni tam zatrudniają. Najwyraźniej włączenie sprawdzania pisowni czy używanie polskich znaków diakrytycznych, tych wszystkich ogonków doczepionych do czy albo kreseczek  nad z to gra niewarta świeczki. I  tak wiadomo o co chodzi, nie?
Przypomina mi się wywiad z jakimś Włochem, dotyczący włoskiego jedzenia  w Polsce. Strasznie narzekał na błędną pisownię włoskich nazw potraw zarzekając się, że unika lokali, w których właściciele nie potrafią zadbać o poprawną włoską ortografię. Ciekawe co by powiedział o tym przybytku?
Choć może znowu się czepiam - może tę broszurkę napisał własnoręcznie japoński mistrze sushi, dla którego język polski jest taka trudna... Może samurajski kodeks honorowy nie pozwala prosić gaijinów o pomoc w żadnej sprawie? Spójrzcie na poniższe zdjęcia i oceńcie sami.

Rzotkiew? A cóż to za warzywo? Ja słyszałam tylko o rzodkwi.

To jak to w końcu jest: awocado czy awokado? I co to jest "krabowy"?











piątek, 21 marca 2014

torcik szwarcwaldzki



Torcik składak - biszkopt to kakaowe ciasto z białek, chyba najpopularniejsze ciasto na moim blogu, a masa wiśniowa to  frużelina, z przepisu  znalezionego na Moich Wypiekach. Wszystko to przełożone sporą ilością bitej śmietany. Proste i pyszne. Ale dość już opisywania - niech zdjęcia i przepis mówią same za siebie. 


TORCIK SZWARCWALDZKI
(przepis na tortownicę o średnicy ok. 22 cm)


biszkopt: (przepis stąd)

  • 8 białek (u mnie 200 ml)
  • 100 g mąki
  • 25 g ciemnego kakao
  • 125 g masła, rozpuszczonego i ostudzonego
  • 175 g cukru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

frużelina wiśniowa: (przepis stąd)
  • 250 g wiśni (mogą być mrożone)
  • 3 łyżki cukru (lub do smaku)
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka żelatyny
  • 3 łyżki likieru amaretto lub nalewki wiśniowej (można pominąć)
bita śmietana:
  • 500 - 600 ml śmietany 30% lub 36% (w zależności od tego ile bitej śmietany chcemy przeznaczyć do dekoracji tortu - ja ubiłam 600 ml i trochę mi jeszcze zostało)
  • 2 łyżki cukru pudru (lub do smaku)
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
poncz:
  • 0,5 szklanki wody
  • 2 łyżki cukru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 3 łyżki likieru amaretto lub nalewki wiśniowej (można pominąć)
biszkopt:

Białka ubijamy z odrobiną soli na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodajemy cukier. Mieszamy mąkę, kakao, proszek do pieczenia. Dodajemy do ubitych białek na zmianę z masłem, delikatnie mieszamy dużą łyżką lub szpatułką  (nie używamy miksera). Masę wykładamy na okrągłą blachę o średnicy ok 22 cm (ciasto jest dosyć niskie) wysmarowaną masłem i posypaną lekko bułką tartą. Pieczemy w 180 stopniach ok pół godziny, do suchego patyczka. Ciasto wyciągamy z formy i studzimy.

frużelina:

Wiśnie umieszczamy w garnku, zasypujemy cukrem i podgrzewamy na małym ogniu aż puszczą sok. Nie dolewamy wody - jeśli ogień będzie mały, wiśnie puszczą sok i się nie przypalą. Następnie dolewamy sok z cytryny, alkohol (jeśli używamy) i doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy mąkę ziemniaczaną rozmieszaną w 1 łyżce zimnej wody. Mieszamy aż utworzy się dosyć rzadki kisiel. Zestawiamy z palnika. W osobnym naczyniu zalewamy żelatynę 2 łyżkami zimnej wody i czekamy ok. 3 min aż napęcznieje. Przekładamy napęczniała żelatynę do wiśni i dokładnie mieszamy. Ja nie musiałam dodatkowo podgrzewać wiśni, ale gdyby żelatyna się nie rozpuściła całkowicie należy wiśnie pogrzać (nie zagotowywać!). Odstawiamy frużelinę w chłodne miejsce do stężenia. 

bita śmietana, poncz

Gdy frużelina zacznie tężeć, ubijamy śmietanę z cukrem pudrem i ekstraktem waniliowym. Mieszamy wszystkie składniki ponczu aż do rozpuszczenia cukru. 

Ciasto kakaowe przekrawamy na dwie części i nasączamy ponczem. Na pierwszy krążek kładziemy frużelinę wiśniową oraz ok. 1/3 bitej śmietany. Przykrywamy drugim krążkiem i smarujemy wierzch i boki bitą śmietaną. Ja ozdobiłam swój torcik kakao i kleksami bitej śmietany, ale można oczywiście udekorować ciasto w jakikolwiek inny sposób. 




środa, 19 marca 2014

zupa z ciecierzycy w greckim stylu

Moja prawie dwulatka coraz rzadziej śpi w dzień, więc siłą rzeczy włączam ją bardziej w to, co robiłam dotychczas podczas jej drzemki. Zaczęłyśmy  razem więcej gotować, wczoraj nawet udało nam się wspólnymi siłami zrobić blanquette de veau, francuską potrawkę z cielęciny. Córeczka dostała drewniany nóż (taki do masła) i z zapałem masakrowała pieczarkę, wrzucała warzywa do garnka i wszystkiego próbowała (wliczając w to lizanie surowego mięsa). Bardzo polubiłam ten czas w kuchni, który spędzamy razem - niunia naśladuje mnie w przekomiczny sposób, mam więc swoje kuchenne Mini-me.  Sama kuchnia wygląda potem jak po wybuchu granatu, ale chyba trzeba to w liczyć w koszty posiadania dziecka. Dla równowagi córka chodzi wcześniej spać w nocy, a ja w rezultacie tak od godziny szóstej mam wolne wieczory. Skończyłam oglądać szósty sezon Mad Men, więcej czytam (głównie kryminały, bo po całym dniu jestem za bardzo zmęczona na coś poważniejszego) i oczywiście szukam nowych przepisów. Dziś jeden z nich, grecka zupa z ciecierzycy.



GRECKA ZUPA Z CIECIERZYCY
na podstawie tego przepisu

  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 1 szklanka suchej ciecierzycy
  • 1 cebula drobno posiekana
  • 1 marchewka, drobno posiekana
  • 1 łodyga selera naciowego lub odpowiednia ilość selera bulwiastego, drobno posiekana
  • 3 ząbki czosnku, drobno posiekanego
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
  • 2 liście laurowe
  • kilka łyżek soku z cytryny do smaku
  • 1 - 2 łyżki słodkiej śmietany 30% (to już mój polski akcent, można pominąć)
  • natka pietruszki - do podania
Ciecierzycę zalewamy na noc zimną wodą (ok 10 godzin, można dłużej). Następnego dnia odlewamy wodę z moczenia ciecierzycy, zalewamy świeżą i gotujemy ciecierzycę ok. 2 godzin aż będzie miękka. Odcedzamy wodę i odkładamy ciecierzycę.
Następnie rozgrzewamy w dużym garnku olej lub oliwę i wrzucamy pokrojone warzywa (cebulę, marchew, czosnek i seler). Smażymy ok. 10 - 15 minut aż warzywa zmiękną (nie rumienimy ich). Wlewamy bulion, dodajemy ciecierzycę, oregano, paprykę i liście laurowe i gotujemy aż warzywa będą miękkie, ok. 20 - 30 minut. Wyłączamy gaz, dodajemy sok z cytryny i ewentualnie śmietankę. Zupę podajemy posypaną natką pietruszki.

W oryginalnym przepisie namoczoną ciecierzycę gotuje się w bulionie razem z warzywami, ale  ze względu na to, że zupę miało jeść małe dziecko a ciecierzyca ma właściwości wzdymające, ugotowałam ją  osobno. 


sobota, 15 marca 2014

tarta limonkowo-kokosowa

Przepis na tę tartę znalazłam na blogu simplement-poprostu (poniżej podaję go z moimi modyfikacjami). Szybko kupiłam potrzebne składniki i zabrałam się do pieczenia. Gdy masa stężała, ochoczo zabrałam się do testowania  swojego dzieła i gdzieś tak w połowie jedzenia dotarło do mnie, że w piance są surowe białka, które w ciąży są zupełnie niewskazane. Jakoś nigdy nie przejmowałam się ewentualną salmonellą w surowych jajkach, jednak w ciąży to nie to samo. Odłożyłam swój kawałek i  z niepokojem zaczęłam wsłuchiwać się w swoje ciało czy nie daje jakiś sygnałów świadczących o zakażeniu salmonellą. I choć w drugiej ciąży robię wiele rzeczy, które w pierwszej nigdy bym nie zrobiła z obawy (zupełnie nieuzasadnionej) przed ewentualnym poronieniem, trochę się tą całą sytuacją zestresowałam. Tartę dokończył mój mąż na spółkę z mamą, a mnie pozostało tylko słodkie wspomnienie owocu zakazanego. Tarta jest lekka i orzeźwiająca, pianka rozpływa się w ustach a ciasteczka przyjemnie chrupią. Połączenie limonki i kokosu, mimo że niezbyt odkrywcze, jest doskonałe. A ja mogę tylko patrzeć...




TARTA LIMONKOWO-KOKOSOWA
Przepis na formę do tarty o średnicy 23 cm

spód:

  • 120 g ciasteczek typu digestive biscuits lub petit beurre, zmielonych
  • 40 g wiórków kokosowych
  • 80 g masła, rozpuszczonego
  • 1 łyżka wody
pianka limonkowa:
  • 300 g serka typu Philadelphia
  • 3 białka
  • 2 łyżki żelatyny
  • 50 g cukru
  • sok i skórka otarta z 1 limonki (lub do smaku)
  • 50 g cukru
do posypania:
  • ok 5 łyżek wiórków kokosowych


spód:
Wszystkie składniki spodu mieszamy dokładnie ze sobą i wykładamy powstałą masą dno formy na tartę. Pieczemy w temperaturze 180 stopni C przez ok. 15 min. Zostawiamy do wystygnięcia.

pianka limonkowa:
W niewielkim garnku rozpuszczamy cukier w 50 ml wody. Doprowadzamy do wrzenia, dodajemy sok i skórkę z limonki. Zestawiamy z ognia. W drugim garnku zalewamy żelatynę 4 łyżkami zimnej wody i czekamy chwilę aż żelatyna napęcznieje. Podgrzewamy na małym ogniu aż żelatyna się nieco rozpuści, a następnie dolewamy do żelatyny syrop limonkowo-cukrowy. Mieszamy dokładnie aż cała żelatyna się rozpuści. W razie konieczności podgrzewamy syrop z żelatyną (nie zagotowujemy!). Ściągamy garnek z ognia i chwilkę studzimy. Do dużej miski przekładamy serek typu Philadelphia i wlewamy do niego syrop z żelatyną. Mieszamy dokładnie, najlepiej łyżką bez użycia miksera (ubijanie serka sprawi, że będzie miał on bardziej płynną konsystencję). Osobno ubijamy białka ze szczyptą soli i dodajemy je do masy serowej. Sprawdzamy czy nie trzeba dodać soku z limonki lub cukru. Wykładamy powstałą piankę na wystudzony spód i umieszczamy tartę w lodówce na kilka godzin, do stężenia. Gdy masa zastygnie posypujemy wierzch wiórkami kokosowymi. 


środa, 12 marca 2014

lody jogurtowe i wiosenne porządki w tle


Jest piękny marcowy dzień, słońce świeci zachęcająco, wychodzę więc na balkon. Pogoda piękna, w powietrzu czuć wiosnę, lecz niestety promienie słońce bezlitośnie obnażają zimowe zaniedbanie na moim balkonie. Z niesmakiem patrzę na stertę gratów, które szkoda wyrzucić, a które i tak do niczego się nie przydadzą. Z nielicznych doniczek beztrosko pozostawionych na zimę straszą pousychane rośliny, parapety pokrywa gruba warstwa kurzu. Postronny obserwator pomyślałby, że najwyraźniej pani tego domu nie jest perfekcyjna. Stan zapuszczenia mojego balkonu, jest na tyle niepokojący, że skłania mnie do zrobienia czegoś. Wynoszę śmieci, ścieram kurz, postanawiam wyrzucić doniczki, a na ich miejsce planuję kupić kwiaty i posadzić zioła, tak aby balkon  stał się na wiosnę oazą zieleni i wiszącym ogrodem. Od tych porządków robi mi się gorąco, ściągam więc sweter i zostaję w bluzce z krótkim rękawkiem. Szybka decyzja - idę do zamrażarki i wyciągam lody jogurtowe, które zrobiłam rano. Spoglądam na fotel, który zostawili poprzedni właściciele mieszkania - jak na mój gust to po renowacji będzie fajna rzecz w stylu vintage. Strzepuję z niego kurz, sadowię się wygodnie i zaczynam delektować się lodami. Oczyma wyobraźni widzę siebie siedząca na odnowionym desingerskim cacku pośrodku wiszącego ogrodu... Słońce pada mi na twarz, orzeźwiające lody rozpływają się w ustach, proszę nie przeszkadzać.


LODY JOGURTOWE Z MUSEM TRUSKAWKOWYM

Moje lody powstały na podstawie tego przepisu. Do ich przygotowania użyłam maszynki do robienia lodów. Lody z jogurtu mają o wiele mniej kremową konsystencję niż lody na bazie śmietany lub mascarpone. Jeśli wolicie bardziej klasyczną wersję lodów polecam ten przepis.

lody jogurtowe:
  • 500 g gęstego jogurtu typu greckiego
  • 200 g śmietany 30 lub 36%
  • 7 g żelatyny (ok. 3 łyżeczek)
  • sok i skórka otarta z 1 cytryny
  • 7 łyżek cukru pudru (lub więcej)
mus truskawkowy:
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone, tylko należy je rozmrozić)
  • 3 łyżki cukru
lody jogurtowe:
Do jogurtu dodajemy cukier puder, otartą skórkę z cytryny i ubitą śmietanę. Żelatynę umieszczamy w małym garnuszku, zalewamy sokiem wyciśniętym z cytryny oraz dwoma łyżkami wody. Czekamy chwilę aż napęcznieje, a następnie podgrzewamy na małym gazie nie dopuszczając do zagotowania, aż cała żelatyna się rozpuści i będzie płynna. Do rozpuszczonej żelatyny dodajemy 2 łyżki masy jogurtowej i dokładnie mieszamy. Przelewamy tak zahartowaną żelatynę do masy jogurtowej i mieszamy. Sprawdzamy czy nie trzeba dodać więcej cukru lub soku z cytryny. Masę umieszczamy w maszynce do robienia lodów i postępujemy dalej zgodnie z instrukcjami producenta. 

mus truskawkowy:
Truskawki umieszczamy w blenderze dodajemy cukier i miksujemy na gładką masę. 

W pojemniku, w którym będziemy przechowywać lody umieszczamy naprzemiennie warstwę lodów i cienką warstwę musu truskawkowego.  

Takie domowe lody najlepiej smakują ok. 4 godzin po umieszczeniu ich w zamrażarce. Im dłużej je przechowujemy, tym więcej kryształków lodu w nich powstaje. Jeśli lody będą już mocno zamrożone, wyciągamy je z zamrażarki ok 15 minut przed spożyciem i zostawiamy w temperaturze pokojowej. Czas potrzebny do tego, aby lody stały się wystarczająco miękkie do nakładania zależy oczywiście od tego jak mocno mrozi nasza zamrażarka. Dodatek żelatyny ma zapobiegać tworzeniu się kryształków lodu.


sobota, 8 marca 2014

A w Dzień Kobiet robię sobie Dzień Dziecka

W tym troku wiedziałam co powiedzieć. Gdy mój mąż zapytał: Co byś chciała na Dzień Kobiet? bez wahania odpowiedziałam: Chcę mieć parę godzin tylko dla siebie. Weź  gdzieś naszą córkę i zniknijcie na jakiś czas. Mąż był nieco zdziwiony, ale się zgodził. Pierwszy raz od dwóch lat mam wolne pół dnia tylko dla siebie. Snuję się po domu w piżamie, przeglądam w łóżku gazety siorbiąc kawę za kawą i jestem zachwycona. Na półce w łazience znajduję jakąś maseczkę z błota na twarz i postanawiam zadbać o siebie. Nakładam ją sobie na twarz, siadam przed komputerem i oglądam szósty sezon Mad Men (piąty skończył się dwa lata temu, wreszcie nadrabiam zaległości).  W końcu robię się głodna. przygotowuję sobie makaron z szynką parmeńską i karczochami. Chciałabym zakrzyknąć  Trwaj chwilo, jesteś piękna! Mam jednak usta pełne makronu... 




TAGLIATELLE Z KARCZOCHAMI I SZYNKĄ PARMEŃSKĄ


  • 1 mała cebula lub szalotka, drobno pokrojona
  • 1 mały ząbek czosnku, drobno pokrojony
  • 100 g marynowanych karczochów (waga po odsączeniu)
  • 2-3 plastry szynki parmeńskiej
  • 2-3 łyżki drobno posiekanej pietruszki
  • oliwa
  • nieco tartego parmezanu (opcjonalnie)
  • 110 g tagliatelle lub spaghetti
Nastawiamy wodę, w której będziemy gotować makaron. Gdy woda się zagotuje, wrzucamy makaron a w tak zwanym międzyczasie przygotowujemy sos. Cebulę i czosnek podsmażamy na oliwie na bardzo małym ogniu, pilnując aby się nie zrumieniły. Dorzucamy karczochy i szynkę pokrojone na małe kawałki i chwilę smażymy aż szynka się nieco zrumieni. Wyłączamy gaz i dodajemy pietruszkę. łączymy sos z makaronem i ewentualnie posypujemy parmezanem.

środa, 5 marca 2014

racuchy z jabłkami na jogurcie

Zazwyczaj nie trzymam w domu słodyczy, bo wiem, że jeśli nie ja sama, to ktoś z domowników natychmiast je pożre. Jeśli chcemy coś słodkiego, musimy albo iść do sklepu, albo przygotować deser  w domu. W trzech czwartych przypadków jesteśmy za leniwi na jedno lub drugie, co tylko wychodzi nam na zdrowie. Tym razem chęć na słodycze która towarzyszyła mi od rana, nie dość, że nie malała, to w końcu przerosła lenistwo. A że był późny wieczór i paskudna pogoda, zdecydowałam się zrobić coś ze składników, które miałam w domu.Wymyśliłam racuchy, ale nie zapisałam składników. Wyszło jak zwykle. Jeśli eksperymentuję w kuchni i spisuję proporcje oraz sposób postępowania, to danie finałowe okazuje się niewarte uwagi. Natomiast najlepsze rzeczy powstają wtedy, gdy najmniej się na tym skupiam. Na szczęście udało mi się w miarę wiernie odtworzyć przepis na racuchy, które tamtego wieczoru tak bardzo mi smakowały.



RACUCHY Z JABŁKAMI NA JOGURCIE


  • 2 jajka M
  • 0,5 l gęstego jogurtu typu bałkańskiego
  • 100 g mąki pszennej
  • 110 g mąki orkiszowej (można zastąpić pszenną)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki skórki otartej z pomarańczy 
  • 3 małe jabłka pokrojone w drobną kostkę (ok. 200 g po obraniu i usunięciu gniazd nasiennych)

Jajka lekko rozbijamy trzepaczką, dodajemy wszystkie pozostałe składniki (jabłka na końcu). Mieszamy aż ciasto nie będzie mieć grudek. Na patelni rozgrzewamy olej, nakładamy łyżką porcje ciasta i smażymy na średnim ogniu aż będą złote. Osączamy na papierowym ręczniku i posypujemy cukrem pudrem. Jemy bezpośrednio po przyrządzeniu.



sobota, 1 marca 2014

brokuł pieczony z czosnkiem i cytryną

Przepis dość podobny do prezentowanych już sposobów przyrządzania kapusty włoskiej czy kalafiora. W przypadku brokułów należy uważać jedynie, żeby nie zbrązowiały podczas pieczenia w piekarniku, bo stają się nieprzyjemnie suche i bez smaku. Ponadto brokuł traci dużo wody podczas pieczenia, więc należy przygotować go nieco więcej niż gdybyśmy go gotowali. Tak samo jak w przypadku dwóch wspomnianych wyżej warzyw, pieczenia  brokułów pozwala uzyskać smak, który dość znacznie różni się od smaku warzyw gotowanych.


BROKUŁ PIECZONY Z CZOSNKIEM I CYTRYNĄ


  • 1 brokuł (ok 500 g) podzielony na różyczki
MARYNATA
  • 4 łyżki oliwy lub oleju
  • 2 duże ząbki czosnku roztarte na pastę
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 0,5 łyżeczki skórki otartej z cytryny
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • 2 łyżki tartego parmezanu - opcjonalnie (jeśli zdecydujemy się go użyć, zmniejszamy ilość soli)
Mieszamy wszystkie składniki marynaty aż utworzy się gładka emulsja. W dużej misce umieszczamy różyczki brokułu i polewamy go marynatą dokładnie ją wcierając. Brokuły umieszczamy na blasze do pieczenia tak aby leżały w jednej warstwie. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i pieczemy ok. 15 min. Następnie przewracamy je na drugą stronę i pieczemy kolejne 15 min. Czas pieczenia może się oczywiście różnić w zależności od piekarnika. Gdyby brokuły zaczynały robić się brązowe i wysychać, przykrywamy je folią aluminiową. Jeśli zdecydujemy się dodać parmezan, posypujemy nim brokuły bezpośrednio po wyciągnięciu z piekarnika i delikatnie mieszamy.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...