wtorek, 25 marca 2014

na sushi tu raczej nie wpadnę

Kilka dni temu, gdy spacerowałam po mieście, moją uwagę przyciągnęło menu pewnej restauracji japońskiej (wystawione przed lokalem). Odniosłam nieodparte wrażenie, że jakość jedzenia w tej "restauracji" odpowiada jakości polszczyzny na owym menu. Wydaje mi się, że jeśli ktoś zwraca tak mało uwagi na standardy językowe, to będzie zwracać równie mało uwagi na standardy kulinarne. Ja taką niechlujność językową odbieram jako lekceważenie klientów. Jak zwykle w podobnych przypadkach zastanawiam się, kogo oni tam zatrudniają. Najwyraźniej włączenie sprawdzania pisowni czy używanie polskich znaków diakrytycznych, tych wszystkich ogonków doczepionych do czy albo kreseczek  nad z to gra niewarta świeczki. I  tak wiadomo o co chodzi, nie?
Przypomina mi się wywiad z jakimś Włochem, dotyczący włoskiego jedzenia  w Polsce. Strasznie narzekał na błędną pisownię włoskich nazw potraw zarzekając się, że unika lokali, w których właściciele nie potrafią zadbać o poprawną włoską ortografię. Ciekawe co by powiedział o tym przybytku?
Choć może znowu się czepiam - może tę broszurkę napisał własnoręcznie japoński mistrze sushi, dla którego język polski jest taka trudna... Może samurajski kodeks honorowy nie pozwala prosić gaijinów o pomoc w żadnej sprawie? Spójrzcie na poniższe zdjęcia i oceńcie sami.

Rzotkiew? A cóż to za warzywo? Ja słyszałam tylko o rzodkwi.

To jak to w końcu jest: awocado czy awokado? I co to jest "krabowy"?











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...