czwartek, 3 kwietnia 2014

osiedlowy slow-life

Jako że do porodu zostało mi już niewiele czasu, przebywam na zwolnieniu, a że okoliczności przyrody bardzo są sprzyjające często spaceruję z córką po osiedlu. Obserwuję toczące się tu  życie, tak inne od życia ludzi chodzących do pracy.

Oto trzy panie (dwie z nich, sądząc po wyglądzie, emerytki) przycupnęły na ławce i dyskutują o swoich pieskach - widzę dwa jorki i jednego cocker spaniela. Spaniel nie daje sobie myć zębów i właścicielka radzi się pozostałych pań, co zrobić. Po chwili zmieniają temat i właścicielka suczki opowiada barwną historię o ostatnim kryciu, porodzie i szczeniakach. Zagaduję do mnie, jaką mam śliczną córeczkę.

W pobliżu kręcą się robotnicy z administracji osiedla i niespiesznie malują zdezelowaną równoważnię dla dzieci na paskudny zielony kolor. Potem zabierają się za usuwanie starych ławek i za pomocą elektrycznej piły do metalu tną je na kawałki. Czynność ta wywołuje wielki zachwyt mojej dwulatki, więc przysiadamy na ławce obok i obserwujemy robotników. Panowie wyciągają papierosy, odpalają je i również podziwiają swoje dzieło.

Idziemy do mięsnego, a przed nami tylko jedna osoba, emerytka. Starsza pani bacznie przygląda się każdej kiełbasce, uważnie lustruje szynki, wybiera, przebiera i grymasi niczym, nie przymierzając, Wojciech Modest Amaro na kolację z okazji zaprzysiężenia prezydenta. Opowiada ekspedientce o swoich wnukach, o ulubionych kiełbasach i o kiepskim zdrowiu.  Po 10 minutach emerytka kupuje dwa plasterki tego, trzy plasterki tamtego, pół kiełbaski i odchodzi zadowolona uśmiechając się szeroko do mojego dziecka. 

Nie da się nie zauważyć, że nikt się nie spieszy, nie używa komórek (to chyba się najbardziej rzuca w oczy) czy, nie daj Boże, tabletów. Zastanawiam się tylko czy moje pokolenie też by tak potrafiło. Czy ja bym potrafiła - siedzieć na ławce w promieniach słońca, nie rozpraszać się elektronicznymi gadżetami i uśmiechać się do przechodzących dzieci. I coś mi się wydaje, że ci emeryci to chyba ostatnie pokolenie tego typu, przedkładające bezpośrednie kontakty z osobami z sąsiedztwa nad wirtualne sieci społecznościowe. Póki co, aż do porodu, jeśli pogoda dopisze, będę członkinią osiedlowego klubu slow-life.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...