piątek, 5 września 2014

Bo to zdenerwowany Irańczyk był (sabzi polo)

Do moich znajomych od czasu do czasu przyjeżdża pewien Irańczyk. Podczas jego ostatniej wizyty zaprosiłam go do siebie na wspólne gotowania po persku. Miało być pięknie - Irańczyk gotuje, moja starsza córka poznaje obce kultury, po domu unosi się aromat szafranu, wody różanej i suszonych limonek. Teraz już się chyba domyślacie, że nie wyszło tak, jak miało wyjść.

W dniu zero z samego rana do znajomych przyszedł człowiek z urzędu imigracyjnego, żeby sprawdzić co porabia Irańczyk. I chociaż był w Polsce najzupełniej legalnie, strasznie się tą wizytą zdenerwował. Nie bez znaczenia był fakt, że poprzedniego dnia również się zdenerwował, bo przez kilka godzin chodził po mieście w poszukiwaniu berberysu.

W oznaczonym dniu, z dwugodzinnym opóźnieniem Irańczyk i znajoma zawitali w moje progi i po wymienieniu uprzejmości rozpoczęliśmy gotowanie. Irańczyk odkręcił kran. Zaczął od namoczenia składników - w jednym garnku ryż, w drugim rodzynki, w trzecim berberys, w czwartym zioła, itd. Dość szybko zabrakło mu garnków. Zrozumiałam, że gniewne okrzyki w nieznanym mi języku farsi oznaczają, że Irańczyk się zdenerwował. Moja znajoma westchnęła ciężko, bo i jej zaczęło się udzielać zdenerwowanie Irańczyka. Z kranu nadal lała się woda. Zasugerowałam, żeby na razie go zakręcić, a odkręcić jak będzie trzeba użyć wody. Irańczyk się zdenerwował. Znajoma zdenerwowana zdenerwowaniem swego kłopotliwego gościa złamała żelazną zasadę, żeby nie pić przed nadejściem wieczoru i otworzyła piwo o drugiej w południe. Z kranu lała się woda. Moje przeświadczenie, że Iran to kraj, w którym jest mało wody i należy ją oszczędzać, zaczęło się chwiać.

Gotowanie się przedłużało. Starsza córka była głodna, ale bała się Irańczyka, więc znajoma weszła do jaskini rozjuszonego lwa i przyniosła jej kromkę chleba z masłem. Mąż wrócił z pracy. Znajoma zaczęła drugie piwo. Z kranu lała się woda. Siedliśmy w trójkę z dziećmi w dużym pokoju i oczekując na obiad dumaliśmy nad smutną dolą kobiet w Iranie, który taki posiłek muszą przygotowywać codziennie (przynajmniej te ze starszego pokolenia albo niewyemancypowane).

Nareszcie! Obiad! Irańczyk zakręcił kran! Zasiedliśmy do suto zastawionego stołu .A na stole znalazły się: zereszk polo czyli pilaw berberysowy i wegetariańska opcja dla znajomej - sabzi polo (pilaw ziołowy). Do tego raczej nie po persku dużo piwa (dla wszystkich oprócz mnie i dzieci) - taki polsko-perski fusion.
Atmosfera się zdecydowanie poprawiła - czy to za sprawą pysznego jedzenia czy piwa, trudno powiedzieć. Przypomniałam sobie, że Irańczyk tak naprawdę jest bardzo miłym chłopakiem, z którym chętnie spędzaliśmy czas podczas jego wcześniejszych pobytów.  

Dziś przepis na sabzi polo, który robiłam już od czasu wspólnego gotowania kilkukrotnie. W Iranie ten pilaw jest tradycyjnie przyrządzany z okazji nowego roku (a obecnie mamy w Iranie rok 1393). Najczęściej jest podawany z filetami z białej ryby. Przyrządzamy ją bardzo prosto - przyprawiamy solą i pieprzem, obtaczamy  w mące i smażymy na tłuszczu. W moim przepisie nie podaję jak uzyskać tah-dig - chrupiącą warstwę ryżu na dnie garnka, bo  na razie albo mi nie wychodzi, albo jest spalony. W irańskich pilawach ryż musi być sypki, żadne ziarenko ryżu nie powinno się sklejać z innym, dlatego dość dokładnie opisuję jak gotować ryż. W przepisie ilość ziół jest podana w pęczkach - w mojej wersji te pęczki były najwyraźniej większe niż u Irańczyka i ryż jest trochę bardziej zielony. Poniżej wstawiam dwa zdjęcia dla porównania.

sabzi polo w wydaniu Irańczyka


moja wersja



SABZI POLO (PILAW ZIOŁOWY) 

  • 2 szklanki ryżu basmati
  • pęczek koperku
  • pęczek kolendry
  • pęczek pietruszki
  • zielona część z niewielkiego pora (ewentualnie pęczek szczypiorku)
  • 1 łyżeczka ziaren kminu rzymskiego
W 4 szklankach wody rozpuszczamy łyżkę soli i w takiej wodzie moczymy ryż przez co najmniej pół godziny (najlepiej ok. 2 godzin). Zioła i por drobno siekamy. W garnku doprowadzamy do wrzenia 7 szklanek wody i wrzucamy namoczony ryż. Tutaj jedna ważna uwaga - oryginalne sabzi polo jest mało słone - ryż moczony w wodzie z solą nie wchłania tej soli w jakimś istotnym stopniu. Ja dodaję więc sól w następnym etapie - do wrzącej wody, w której gotuję ryż. Ryż gotujemy na półtwardo - z wierzchu powinien być miękki, w środku twardy. Ryż przerzucamy na sitko i polewamy zimną wodą, żeby przestał się gotować. Ostudzony ryż mieszamy z ziołami i kminem rzymskim. Następnie na dno garnka z grubym dnem wlewamy ok 3 łyżek oleju (zależy od średnicy garnka) i przekładamy ryż. Garnek przykrywamy pokrywką owiniętą  bawełnianą ścierką kuchenną, żeby para wodna się w nią wchłaniała i nie rozklejała ryżu. W Iranie można kupić specjalne nakładki na pokrywkę garnka, właśnie po to, żeby chłonęły wilgoć. Poniżej zamieszczam zdjęcie pokrywki owiniętej w ścierkę. Ryż gotujemy na małym/ średnim ogniu ok. 40 minut lub do miękkości ryżu. Zioła i por mają się porządnie rozgotować - ich kolor zmieni się z żywo zielonego na khaki. Ja nie dodawałam już wody podczas gotowania ryżu z ziołami, ale gdyby zaszła tak potrzeba, można oczywiście dodać nieco wody. Sabzi polo podajemy ze smażonymi filetami z białej ryby. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...