niedziela, 28 grudnia 2014

Moja kuchnia w Paryżu Davida Lebovitza


Najnowszą książkę Davida Lebovitza pochłonęłam w równie ekspresowym tempie jak poprzednią (Słodkie życie w Paryżu) - świetnie się ją czyta, autor jest urodzonym gawędziarzem, a jego opowieści o Paryżu i Francji są równie smakowite jak dania, które proponuje. O ile w poprzedniej książce te opowieści grają pierwszą rolę a przepisy są ich uzupełnieniem, to w tej proporcje się odwracają - na plan pierwszy wysuwają się przepisy, a paryskie anegdotki stanowią tylko tło.

Moja kuchnia w Paryżu to książka, z której bije pasja do jedzenia. Od razu ma się pewność, że prezentowane w niej potrawy autor po prostu jada na co dzień, a nie tylko wymyśla kolejne receptury do kolejnej książki. Jest zupełnym przeciwieństwem książki Gordona Ramseya Sekrety szefa, którą kiedyś nieopatrznie nabyłam. W tym przypadku miałam nieodparte wrażenie, że autor koniecznie chciał sobie dorobić, więc sklecił parę przepisów (co przy takim doświadczeniu kulinarnym trudne nie jest) i sygnował je sławnym nazwiskiem. Taka chałtura kucharza-celebryty. 
U Lebovitza każdy przepis jest pieczołowicie dopracowany i choć autor zachęca, żeby gotować, jak to Francuzi określają "na nos", to zawsze podaje ilość soli jakiej należy użyć czy ilość łyżek oleju do smażenia. Wydaje mi się, że wieloletnie doświadczenie Davida jako bloggera, sprawiło, że uprzedza, wydawałoby się, najbardziej oczywiste i podstawowe pytania i rozwiewa ewentualne wątpliwości zanim się pojawią. Wszystko to sprawia, że jego książka jest idealna dla początkujących kucharzy.

Większość potraw z tej książki opisałabym słowami: bez udziwnień, smacznie, domowo. Nie znajdziemy tu czegoś bardzo oryginalnego, jakiś zaskakujących połączeń w stylu Yotama Ottolenghiego. I chociaż Ottolenghiego sobie cenię, to jednak na co dzień z jego przepisów raczej nie korzystam. Natomiast gdy nie mam pomysłu na obiad, zawsze mogę coś znaleźć w Mojej kuchni w Paryżu. Wiele tu francuskich klasyków takich jak zupa cebulowa, croque-monsieur, naleśniki z mąki gryczanej, coq au vin (kurczak w winie) czy magdalenki (również w wersji z mąką gryczaną). Znajdziemy tu również mniej popularne dania kuchnia francuskiej: zupę chlebową z dynią, gnocchi po parysku czy soupe au pistou (zupę warzywną z sosem bazyliowym). Mamy trochę arabskich inspiracji - dukka, sałatki: fattoush i tabbouleh, klopsiki merguez czy szakszuka. Wypróbowałam już kilka przepisów z tej książki (np. klopsiki merguez, kurczak w musztardzie czy dukka) - wszystkie się udały.



A teraz słów kilka o tłumaczeniu:
O poprzedniej książce Davida Lebovitza Słodkie życie w Paryżu pisałam tutajSłodkie życie nie miało szczęścia do tłumaczki - błędy w tłumaczeniu były liczne i rażące, toteż z obawą sięgnęłam po nową pozycję tego autora. Tym razem, ku mojej uldze, nowa tłumaczka lepiej wykonała swoją pracę, choć parę potknięć wyłapałam.
Tłumaczka używa określenia mąka pszenna uniwersalna, które jest kalką z angielskiego all purpose flour - w Polsce do oznaczenia rodzaju mąki stosuje się typy np. 450, 500, 1850 itd. W praktyce jako mąki pszennej uniwersalnej możemy użyć mąki typów od 450 do 650.
O ile z mąką pszenną uniwersalną jakoś można domyślić się o co chodzi, o tyle przetłumaczenie semoliny jako kaszy manny w przepisie na makaron ziołowy (str. 230) jest już dużym błędem. Semolina jest produkowana z pszenicy durum (twardej), zaś kasza manna z pszenicy zwykłej. Semolina często jest zastępowana kaszą manną lub mąką krupczatką, ale nią nie jest! Wydaje mi się, że akurat w przypadku makaronu powinno użyć się semoliny, bo będzie on miał wtedy o wiele lepszą jakość - łatwiej będzie go ugotować al dente. Semolina nie jest oczywiście dostępna w każdym sklepie, ale w tych ze zdrową żywnością czy kuchniach egzotycznych jej zdobycie nie będzie większym problemem.
Na koniec mały szczegół, w zasadzie to kwestia bardziej stylistyczna niż merytoryczna. Tłumaczka używa określenia śmietana tortowa, które oczywiście istnieje w języku polskim, choć moim zdaniem o wiele częściej występuje nazwa śmietana kremówka, a jeszcze lepiej byłoby użyć sformułowania śmietana 30 lub 36% tłuszczu.
Tak jak już jednak wcześniej zaznaczyłam - ta książka jest jednak o wiele lepiej przetłumaczona niż poprzednia, błędy nowej tłumaczki są niewielkie. Dlatego też z czystym sumieniem mogę polecić Moją kuchnię w Paryżu każdej osobie ceniącej dobrą kuchnię. A w następnym poście napiszę nieco więcej o egipskiej mieszance dukka, bo to naprawdę ciekawa rzecz.


2 komentarze:

  1. Dla mnie to niewykonalne ale czy Ciebie nie kusi sięganie po książki w wersjach oryginalnych?
    Co do śmietany jeszcze dodam że w Polsce przyjęło się (i zawsze sprawdzam to na opakowaniach) nazywanie słodkiej śmietany, niezależnie od procentów "śmietanką" dlatego śmietana 30% to będzie też gęsta/kwaśna. Taką np. można spotkać w sklepach pod marką President ale przeważnie stoi między słodkimi kremówkami:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tę książkę akurat dostałam, ale masz rację, wolę sięgać po oryginalną wersję.
    A śmietanę 30 % President kupiłam kiedyś przez pomyłkę, myśląc, ze jest słodka. Tak sobie niewinnie stała pośród kremówek.
    W smaku przypomina nieco creme fraiche.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...