poniedziałek, 27 lipca 2015

ogórkowa bez ogórków (za to z przymrużeniem oka)

Moim dzisiejszym wpisem chcę dołączyć do popularnego nurtu czegoś bez czegoś. Bezy bez białek (za to z wodą po ciecierzycy), chilli con carne bez carne (czyli chilli z mięsem bez mięsa), jajecznica bez jajek (z tofu i czarnej soli). Wiadomo - wszystko szkodzi. Mięso to cholesterol i białko, a stąd już prosta droga do zawału, miażdżycy i tym podobnych. Laktoza z mleka powoduje biegunki i wysypkę. O tym, że gluten to samo zło, wiedzą nawet dzieci - jest przyczyną bólów głowy, zmęczenia, wahania nastrojów i doprowadza do powolnej degeneracji całego organizmu. Długo by wymieniać. Co prawda nie słyszałam jeszcze, żeby to ogórki kiszone stały za większością chorób cywilizacyjnych, ale nigdy nic nie wiadomo. Prewencyjnie i profilaktycznie eliminuję ogórki kiszone. Już jakbym poczuła się lżej, wzmocniły mi się paznokcie i przestały wypadać włosy...


ZUPA OGÓRKOWA BEZ OGÓRKÓW
  • 1 litr wywaru drobiowego
  • 3 średnie marchewki, pokrojone w kostkę
  • 2 średnie ziemniaki, pokrojone w kostkę
  • 1 liść laurowy
  • ok. 1 szklanki wody pozostałej z kiszenia ogórków
  • 1/2 szklanki śmietany 18%
  • świeży koperek, 3 -4 łyżki + odrobina do podania
Do garnka wlewamy wywar drobiowy, dodajemy marchewkę, ziemniaki i liść laurowy i gotujemy pod przykryciem do miękkości warzyw. Wyłączamy gaz, dodajemy śmietanę i koperek, a następnie wlewamy wodę z kiszonych ogórków. Taka woda może mieć różną kwasowość, dlatego dodajemy ją stopniowo, aż uzyskamy pożądany smak. Zupę podajemy posypaną świeżym koperkiem. Smakuje jak najprawdziwsza ogórkowa.

czwartek, 23 lipca 2015

jajka po florencku

Są takie dania, które zdecydowanie wolę jeść niż przygotowywać. Należą do nich moje ukochane jajka po florencku, czyli jajka gotowane w koszulkach ułożone w gniazdkach ze szpinaku, podawane najczęściej na grzance i z odrobiną sosu holenderskiego (sos holenderski nie jest konieczny, ale bardzo pożądany). Jako danie śniadaniowe czy na brunch wymagają zdecydowanie zbyt dużych nakładów czasu. Do tego jajka w koszulkach, jak i sos holenderski najlepiej przygotować bezpośrednio przed spożyciem, więc trzeba mocno dopracować logistykę całej akcji (poniżej podaję kolejność poszczególnych etapów). Lubię jednak to danie na tyle, że od czasu do czasu je przyrządzam, choć zazwyczaj na kolację. Brunchów nie jadam, a wstawać czterdzieści minut wcześniej, żeby przygotować wystawne śniadanie  jakoś mi się nie chce. Marzy mi się, że gdy moje córki podrosną, przygotują mi kiedyś takie śniadanie na urodziny albo Dzień Matki. A może nawet bez okazji.





JAJKA PO FLORENCKU


Kolejność przygotowań:

  1. Przygotowujemy szpinak
  2. Wstawiamy wodę do gotowania jajek (wysokość wody w garnku ok. 10 cm, gdy już będzie wrzeć dodajemy do niej 2 łyżki octu z białego wina).
  3. Po wstawieniu wody na jajka od razu zaczynamy przygotowywać sos holenderski.
  4. Gdy woda się zagotuje, zmniejszamy ogień do minimum i trzymamy wrzątek cały czas w pogotowiu.
  5. Odstawiamy sos holenderski w ciepłe miejsce i przykrywamy go folią spożywczą.
  6. Przygotowujemy grzanki i nakładamy na nie szpinak.
  7. Gotujemy jajka w koszulkach
  8. Wykładamy jajka na grzanki ze szpinakiem i polewamy sosem holenderskim.



składniki:
  • 4 kromki chleba pszennego lub żytniego albo 4 połówki bułek
  • 4 jajka
  • 600 g szpinaku
  • 4 łyżki śmietany kremówki (opcjonalnie)
  • 1 - 2 ząbki czosnku, roztarte na pastę
  • sól, pieprz
  • gałka muszkatołowa (opcjonalnie)
sos holenderski:
  • 2 żółtka
  • 110 g masła, rozpuszczonego i ostudzonego do temperatury pokojowej lub nieco wyższej
  • 2 łyżki octu z białego wina
  • 2 łyżki wody
  • 5 ziarenek pieprzu
  • sól
  • opcjonalnie: sok z cytryny lub więcej octu


Szpinak płuczemy, i kroimy. Ja użyłam dużych liści szpinaku, więc pokroiłam je dosyć drobno, ale w przypadku młodego  szpinaku o małych liściach nie trzeba ich kroić. Na dużej patelni rozgrzewamy odrobinę masła, wrzucamy szpinak, posypujemy niewielką ilością soli i smażymy, aż szpinak puści dużo wody. Następnie przekładamy szpinak na sitko i dokładnie odsączamy. Przekładamy z powrotem na patelnię, dodajemy czosnek i śmietankę (jeśli używamy), doprawiamy solą, pieprzem i ewentualnie gałką muszkatołową. Odstawiamy na potem.


Sos holenderski: Najpierw wstawiamy wodę na jajka, a potem zabieramy sie za sos. W małym garnku umieszczamy pieprz, dodajemy do niego ocet i wodę. Wstawiamy na średni gaz i gotujemy tak długo, aż zostanie nam mniej więcej 1 łyżka płynu (ok.5 minut). Następnie usuwamy ziarenka pieprzu i studzimy pozostały płyn - zajmie to dosłownie dwie minuty, bo w końcu jedna łyżka płynu stygnie szybko.

Przygotowujemy kąpiel wodną - do garnka nalewamy wodę, na garnku ustawiamy miskę, tak aby miska nie dotykała dnem wody i podgrzewamy wodę. Do miski wlewamy zredukowany ocet i dodajemy żółtka. Ubijamy je mikserem, aż staną się blade i podwoją objętość. Następnie wlewamy masło po jednej łyżce, cały czas ubijając całość mikserem. Sos holenderski tworzy się tak jak majonez - z tą różnicą, że zamiast oleju dajemy masło. W miarę jak będziemy dodawać masło sos powinien gęstnieć i przypominać rzadki majonez. Temperatura sosu nie powinna przekroczyć 65 stopni C. Ja nigdy nie mierzę temperatury w przypadku tego sosu, nie jest tak trudno zrobić go "na oko". Jeśli temperatura będzie zbyt wysoka, sos się zwarzy lub będzie płynny. Jeśli zauważymy, że sos zaczyna się rozwarstwiać należy dodać do niego odrobinę lodowatej wody, którą warto mieć pod ręką.
Gdy dodamy już całe masło, solimy sos i dodajemy ewentualnie sok z cytryny lub ocet. 

Sosu najlepiej użyć bezpośrednio po przyrządzeniu. Jeśli nie jest to możliwe przechowujemy go w cieple i przykrywamy folią spożywczą, żeby nie wytworzył się kożuch.

Następnie przygotowujemy grzanki, na które nakładamy sporą porcję szpinaku i zabieramy się za gotowanie jajek (woda nam już wrze, a sos holenderski czeka).

Jajka w koszulkach: Jedno jajko wbijamy do małej miseczki, a następnie zbliżamy ją do wrzącej wody i delikatnie wlewamy jajko. Gotujemy je ok. 2 minut - jajko powinno mieć ścięte białko i płynne żółtko. Jajko powinno uzyskać owalny kształt, białko powinno ładnie otulić żółtko bez rozlewania się na boki. Nie jest to takie proste do zrobienia, można za pomocą łyżki cedzakowej delikatnie formować białko w trakcie gotowania, tak aby uzyskać pożądany kształt.W jednym garnku można przygotować dwa lub trzy jajka na raz, ale jeśli nie mamy wprawy, lepiej gotować je pojedynczo. Gdy jajko jest już gotowe, wyciągamy je łyżką cedzakową z wody, układamy na grzance ze szpinakiem i polewamy sosem holenderskim.

Na zdjęciu zamieszczonym wyżej, tego sosu jest dosyć mało - nie chciałam aby sos zalał całą potrawę. Potem dolałam sobie tego sosu o wiele więcej, bo bardzo go lubię.
Teraz, po około 40 minut przygotowań (nie licząc czasu potrzebnego na sprzątanie) możemy delektować się królewskim śniadaniem.






sobota, 18 lipca 2015

deser kokosowy z malinami

Początkowo miałam podać ten deser z musem z czarnej porzeczki. Połączenie to okazało się jednak całkowicie nietrafione - smak czarnej porzeczki zupełnie zdominował łagodną, kokosową piankę. Na szczęście maliny, które akurat miałam w lodówce, okazały się idealnym towarzyszem tego deseru, który sam w sobie jest niezwykle łagodny i subtelny o konsystencji przypominającej suflet. Siostra orzekła, że jest mdły i nieciekawy sam w sobie. Starsza córka powiedziała, że nie lubi mleczka kokosowego, bo jest obrzydliwe. Dwie pozostałe osoby, które go próbowały stwierdziły, że jest dobry.Według mnie ten deser był bardzo dobry. Cóż, trudno wszystkim dogodzić, następnym razem najwyżej sama zjem całą porcję tego deseru...





DESER KOKOSOWY Z MALINAMI


  • 200 ml śmietanki 30%
  • 400 ml mleczka kokosowego
  • 1,5 łyżki żelatyny
  • 3 łyżki cukru pudru (lub do smaku)
Śmietankę ubijamy na sztywno. 

Żelatynę umieszczamy w małym garnuszku i zalewamy 4 łyżkami wody i czekamy chwilkę, aż napęcznieje. Następnie podgrzewamy ją na niewielkim ogniu do rozpuszczenia. Nie  zagotowujemy! Do garnka z żelatyną wlewamy trochę mleka kokosowego i dokładnie mieszamy, żeby nie było grudek.

Do ubitej śmietany dolewamy żelatynę, pozostałe mleczko kokosowe i stopniowo dodajemy cukier puder, aż będziemy zadowoleni z poziomu słodkości. Deser przekładamy do pucharków i zostawiamy na kilka godzin w lodówce do stężenia. Następnie dekorujemy deser świeżymi malinami.

środa, 15 lipca 2015

kurczak po chińsku :)

Tak jak wielu Polaków lubię to, co w Polsce za kuchnię chińską uchodzi. I nie tylko w Polsce - w większości zachodnich krajów istnieje sobie i dobrze się ma  kuchnia chińska nieznana w Chinach. W sumie nie ma co narzekać, kto lubi  "chińskie" dania może się nimi zajadać w Warszawie, Pradze czy Nowym Jorku, a kto ma ochotę na coś autentycznego, może sobie pojechać do Chin

Jednym z moich ulubionych "chińskich" dań jest stir fry z kurczaka z orzeszkami. Przepis znalazłam na blogu Manger i sama jego autorka przyznaje, że nigdy czegoś takiego nie jadła w Honkongu, gdzie mieszkała w dzieciństwie.

Danie to jest bardzo łagodne i delikatne w smaku, moje dzieci jedzą je bez wybrzydzania. Szybkie do zrobienia - najbardziej pracochłonnym etapem jest krojenie papryki i mięsa. W porównaniu do oryginalnego przepisu z bloga Manger moja wersja ma więcej papryki i orzeszków w stosunku do mięsa (i pewnie ma jeszcze mniej wspólnego z kuchnią chińską). Orzeszki nerkowca z pierwotnej wersji zamieniam najcześciej na orzeszki ziemne. Danie podaję z ryżem, który, jeśli ma być autentyczny powinien być klejący.

I tu muszę zamieścić małą dygresję. Kiedyś czytałam pewną recenzję restauracji chińskiej, w której recenzent skarżył się, że w tej restauracji podano mu ryż, który nie  był sypki tylko klejący. Ów znawca najwyraźniej nie wiedział, że wszędzie tam gdzie ryż jada się pałeczkami, jest on klejący. Kto nie wierzy, niech spróbuje jeść sypki ryż pałeczkami.

Jeśli ten stir fry przypadnie wam do gustu koniecznie spróbujcie tego imbirowego kurczaka po japońsku (mają podobne profile smakowe). W końcu Japonia leży całkiem blisko Chin...



STIR FRY Z KURCZAKA, PAPRYKI I ORZESZKÓW
oryginalny przepis z bloga Manger tutaj

  • 2 małe piersi z kurczaka (ok. 500 g), pokrojone na kwadraty o boku 1 cm
  • 1,5 czerwonej papryki pokrojonej na kwadraty o boku 1 cm
  • 1 średnia cebula, grubo pokrojona
  • 70 g orzeszków nerkowca lub ziemnych (najlepiej nieprażonych)
  • 2 ząbki czosnku, pokrojone na cienkie plasterki
sos:
  • 1 łyżeczka sosu ostrygowego
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • 3 łyżeczki ciemnego sosu sojowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • szczypta chilli (opcjonalnie, ja go nigdy nie dodawałam)
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 4 łyżeczkach wody
Najpierw przygotowujemy sos - mieszamy wszystkie składniki oprócz mąki ziemniaczanej i odstawiamy na bok.

Uwaga: dania typu stir fry smażymy zawsze krótko i na dużym ogniu.
W woku lub na dużej patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy kurczaka. Gdy kurczak się usmaży przekładamy go do miski. Na patelnię lub wok dodajemy nieco oleju i podsmażamy orzeszki, aż będą złote (ok. 3-4 minut). Przy orzeszkach trzeba bardzo uważać z czasem ich smażenia, bo mają nieprzyjemną tendencję do przypalania się (przynajmniej w moim przypadku). Odstawiamy je na bok. Znowu dodajemy oleju, rozgrzewamy go i dodajemy cebulę. Smażymy 3 - 4 minuty, dorzucamy paprykę i czosnek i smażymy kolejne 3 minuty. Dodajemy przygotowany wcześniej sos, mieszamy a następnie dorzucamy kurczaka i orzeszki. Cały czas mieszając smażymy jeszcze ok. 4 minut aż sos nieco zgęstnieje. Zmniejszamy gaz i na sam koniec, dla uzyskania apetycznego połysku, wlewamy mąkę ziemniaczaną rozpuszczoną w wodzie. Dokładnie mieszamy. Danie podajemy z ryżem.


sobota, 11 lipca 2015

warzywa w sosie jogurtowym

Wiosną i latem mam tendencję do kupowania zbyt dużej ilości młodych warzyw i owoców. Wyglądają tak świeżo, mienią się kolorami i kuszą zapachem, że po prostu nie mogę się oprzeć. Upycham je potem w lodówce, wystawiam na balkon i staję na głowie, żeby je zjeść, zanim się zepsują. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł ugotowania ugotowania niebaczenie kupionych warzyw w sosie jogurtowym i to był strzał w dziesiątkę. Często przyrządzam to danie na kolację, wykorzystując różne warzywa - kawałki kalafiora i brokułów, podgotowaną fasolkę szparagową, bób, pieczarki, zblanszowany szpinak (dodaję go już do gotowego dania), pory itd. Niektóre kombinacje warzyw są lepsze, inne mniej udane, ale zawsze zjadamy całe danie. Dodaję sporo czosnku, bo to w zasadzie jedyna przyprawa tego sosu. Nie trzeba więcej, bo smak temu daniu nadają różnorodne warzywa. 



WARZYWA W SOSIE JOGURTOWYM


  • 2 cukinie, pokrojone w półksiężyce
  • 3 średnie marchewki, pokrojone w plasterki
  • 2 czerwone papryki, pokrojone w nieduże kwadraty
  • 2 małe cebule, pokrojone w piórka
  • 1,5 szklanki gęstego jogurtu greckiego
  • 3 - 4 ząbki czosnku, roztarte na pastę
  • sól, pieprz
  • 4 łyżki parmezanu, startego na tarce o drobnych oczkach
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej

W garnku o grubym dnie lub na dużej patelni rozgrzewamy 4 łyżki oleju lub oliwy. Na średnim ogniu podsmażamy warzywa - najpierw marchew i cebulę, potem dorzucamy paprykę, a na samym końcu dodajemy cukinię. Jeśli wszystkie warzywa nie mieszczą się w jednej warstwie w garnku lub na patelni podsmażamy je partiami. Następnie zalewamy warzywa ok. 1/3 szklanki wody, zmniejszamy ogień, garnek przykrywamy pokrywką i dusimy warzywa do pożądanego stopnia miękkości. Będzie to trwać ok 10 - 15 minut, ale dużo zależy od tego, jak grubo pokroimy warzywa, no i oczywiście od naszych osobistych upodobań. Od czasu do czasu sprawdzamy czy nie trzeba dodać jeszcze wody.

W osobnym naczyniu mieszamy, jogurt, mąkę, sól, pieprz, czosnek i ser. Zdejmujemy pokrywkę z garnka z warzywami, zwiększamy ogień i wlewamy zawartość naczynia z jogurtem. Mieszając doprowadzamy do zagotowania. Wyłączamy gaz, sprawdzamy czy nie trzeba dodać przypraw lub czosnku. 

Podajemy z ryżem, chlebkami pita lub naan albo z młodymi ziemniakami, najlepiej podsmażonymi. Przed podaniem danie posypujemy, pietruszką, koperkiem lub szczypiorkiem albo mieszanką tych ziół.

środa, 8 lipca 2015

tarta z agrestem i truskawkami

Ostatnio zaciekawiło mnie połączenie agrestu z truskawkami. Szybko upiekłam więc prostą tartę, wypełnioną tymi owocami. Połączenie okazało się bardzo udane, nadzienie miało przyjemny słodko-kwaśny smak, nieco zdominowany przez truskawki. Wyszła tarta, która nie zaskakuje oryginalnym smakiem, ale z pewnością będzie smakować większości osób, którym ją podamy.


TARTA Z AGRESTEM I TRUSKAWKAMI
przepis na formę do tart o średnicy ok. 23 cm

ciasto kruche:
na podstawie przepisu Michela Roux z książki Ciasta
  • 250 g mąki
  • 125 g masła (z lodówki)
  • 1 jajko
  • 2 łyżeczki cukru pudru lub drobnego cukru
  • 1/2 łyżeczki drobnoziarnistej soli
  • ok. 40 ml zimnej wody
nadzienie:
  • 250 g agrestu, obranego z ogonków
  • 300 g truskawek
  • 100 g cukru (więcej lub mniej w zależnosci od słodkości truskawek i agrestu)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
kruszonka:
  • 100 g mąki pszennej (u mnie 50 g białej i 50 g pełnoziarnistej)
  • 100 g masła (z lodówki)
  • 50 g cukru
Ciasto: W dużej misce lub na stolnicy mieszamy mąkę, cukier i sól. Dodajemy masło i siekamy je na małe kawałeczki, a następnie rozcieramy palcami na konsystencję kaszy. Dodajemy jajko, a potem po łyżce wodę, aż utworzy się gładkie ciasto. Z ciasta tworzymy kulę, rozpłaszczamy ją ręką, owijamy folią i wstawiamy do lodówki na ok. 0,5 godz. aż lekko stwardnieje. Następnie rozwałkowujemy ciasto na placek o grubości ok. 3 mm i przekładamy je na formę do tart. Nakłuwamy spód widelcem i wstawiamy do lodówki na ok. 1 godzinę, aż ciasto mocno stwardnieje.
Następnie podpiekamy ciasto w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez ok. 15 min.

Kruszonka: Umieszczamy wszystkie składniki kruszonki w misce, siekamy masło na drobne kawałki, a następnie rozcieramy je palcami z mąką i cukrem, aż utworzy się kruszonka. Wstawiamy do lodówki.

Nadzienie: Kroimy truskawki na połówki lub ćwiartki (w zależności od wielkości). i mieszamy je w misce z agrestem, mąką ziemniaczaną i cukrem. Następnie przekładamy owoce na podpieczony spód i posypujemy kruszonką.

Tartę pieczemy ok. 40 - 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Kroimy dopiero po całkowitym ostygnięciu.

sobota, 4 lipca 2015

lody słodko-słone (bez jajek)

Jakiś czas temu wybrałam się ze starszą córką na poszukiwanie sukienki dla siebie na rodzinną uroczystość. Poszukiwania sukienki zakończyły się fiaskiem,  znalazłam za to nową cukiernię z fantastyczną ofertą lodów. Moja trzyletnia córka lubi te smaki, które już zna, wzięła więc lody truskawkowe. Ja za to lubię próbować tego, czego jeszcze nigdy nie jadłam, więc brałam wszystkie "dziwne" smaki. Większość z nich przypadła mi do gustu, jednak najbardziej urzekły mnie lody słodko-słone. Po takiej uczcie, w ogóle nie miałam już ochoty wracać na zakupy - w końcu kto chciałby biegać za jakąś sukienką, gdy można siedzieć w cukierni i zajadać się lodami. Skończyło się na tym, że w domu musiałam zjeść kilka ogórków kiszonych i wypić gorzką herbatę - jak widać bardzo poważnie podeszłam do testowania nowych smaków. Następnego dnia wróciłam po słodko-słoną gałkę, jednak te lody tak mi przypadły do gustu, że w końcu sama zrobiłam sobie ich domową wersję.

 Mąż początkowo sceptyczny wobec dodatku soli do lodów, stwierdził, że nie wyczułby, że jest w nich sól, gdybym mu nie powiedziała. I rzeczywiście - sól (przynajmniej w tej ilości), nie tyle jest wyczuwalna w smaku, ile podbija inne smaki i sprawia, że takie lody po prostu lepiej smakują. Do moich lodów dodałam solone migdały i orzechy włoskie w karmelu, ale myślę, że drobno pokrojona czekolada albo kawałki wafelków byłyby równie dobrym dodatkiem. Jakoś mam wrażenie, że te lody aż proszą się o jakiś chrupki element. A same lody, zrobione są z mojego ulubionego przepisu, wykorzystującego tylko dwa podstawowe składniki - mleko skondensowane i śmietanę. Nie dość, że genialne w smaku, to jeszcze bardzo szybkie do zrobienia - wystarczy 15 minut z rana by już popołudniem zajadać się doskonałymi lodami. Sprawdźcie sami.




LODY SŁODKO-SŁONE

  • 500 śmietanki 30 lub 36 %
  • 250 ml mleka skondensowanego słodzonego (dobrze schłodzonego w lodówce)
  • 2 - 3 łyżki ekstraktu waniliowego 
  • 3/4 łyżeczki soli (może być gruboziarnista lub drobnoziarnista)
  • opcjonalnie: garść solonych, prażonych migdałów, pokrojonych na małe kawałki
  • opcjonalnie: garść orzechów włoskich w karmelu, pokrojonych na małe kawałki
Śmietanę ubijamy z ekstraktem waniliowym na sztywno. Następnie delikatnie dodajemy schłodzone mleko (staramy się, żeby śmietana jak najmniej opadła) i mieszamy łyżką. Dodajemy sól, migdały i orzechy i mieszamy. Masę przekładamy do pojemników i mrozimy w zamrażalniku przez kilka godzin. Na około  10 - 15 minut przed jedzeniem wyciągamy je z zamrażalnika i trzymamy w temperaturze pokojowej, dzięki czemu łatwo dadzą się nakładać. 

czwartek, 2 lipca 2015

surówka z młodej kapusty z orzeszkami ziemnymi i sezamem

Gdy już nasycimy się młodą kapustą gotowaną z masłem i koperkiem. Gdy nieco nam sie znudzi zwykła surówka z młodej kapusty, marchewki i koperku. Gdy mamy ochotę na smaki nieco bardziej egzotyczne.



SURÓWKA Z MŁODEJ KAPUSTY Z ORZESZKAMI ZIEMNYMI I SEZAMEM


  • 1/2 główki młodej kapusty (ok. 700 g), poszatkowana na cienkie paski
  • 1 marchewka, starta na tarce o grubych oczkach
  • 3/4 szklanki orzeszków ziemnych prażonych i solonych, pokrojonych na grube kawałki
  • 3 łyżki ziaren sezamu, podprażonych na suchej patelni
  • 1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka nasion czarnuszki
  • 3 łyżki oleju sezamowego
  • 3 - 4 łyżki soku z cytryny lub do smaku
  • ok. 1 łyżeczki soli, lub do smaku
  • 1/2 szklanki liści kolendry, drobno posiekanych
  • opcjonalnie: 1 papryczka chilli
Mieszamy wszystkie składniki sałatki i zostawiamy na chwilę do przegrezyzienia sie smaków. Sałatkę przyrządzamy na chwilę przed spożyciem - jeśli przechowujemy ją dłużej orzechy nasiąkają wilgocią i nie są chrupkie. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...