sobota, 1 sierpnia 2015

najprostsze na świecie ciasto z czarną porzeczką

To był piękny, słoneczny dzień. Zostawiłam dzieci pod opieką babci i udałam się do lekarza na drugim końcu miasta na umówioną wizytę. Gdy dotarłam do przychodni, okazało się, że mojego lekarza dziś nie ma. Uśmiechnęłam się, obym tylko takie problemy w życiu miała, powiedziałam sobie w duchu i udałam się w drogę powrotną. Buty zaczęły mnie obcierać, więc z ulgą usiadłam w autobusie, który po paru minutach jazdy stanął w ogromnym korku. Dzień był coraz bardziej słoneczny, a autobus pozbawiony klimatyzacji. Dużo się mówi o niepozostawianiu dzieci i zwierząt w zamkniętym aucie, należałoby jeszcze wspomnieć coś o pasażerach komunikacji miejskiej zamkniętych w starych autobusach.Wyciągnęłam komórkę i ocierając pot z czoła przeglądałam przepisy na ciasta z czarną porzeczką. Znalazłam jakiś bardzo prosty  i postanowiłam kupić porzeczki, jak tylko uwolnię się z rozgrzanej puszki.

W końcu autobus dowlókł się na mój przystanek. Buty coraz bardziej obcierały, ale poszłam na bazarek po porzeczki. Zadowolona z zakupu i z perspektywy wypicia filiżanki kawy przed powrotem dzieci, wróciłam do domu. Usiadłam na kanapie, otworzyłam kryminał Leeny  Lehtolainen i upiłam łyk kawy. Wtedy zadzwoniła mama z informacją, że starsza córka ma 39 stopni gorączki.

I się zaczęło.
Starsza wymiotowała i z wrzaskiem odmawiała przyjęcia leku, młodsza płakała i chciała koniecznie na ręce, ale absolutnie nie do babci tylko do mamy. Dopiero groźba zastosowania czopka skłoniła starszą do przełknięcia łyżki leku przeciwgorączkowego. Młodsza złapała  w tym momencie termometr elektryczny warty jakieś 90 złotych i gdzieś z nim pobiegła. Ruszyłam za młodszą, a tymczasem starsza zaczęła krzyczeć, żeby jej poczytać książeczkę. I tak do dwudziestej drugiej (w międzyczasie wrócił mąż i pomagał opanować chaos).

O dwudziestej drugiej przypomniałam sobie o porzeczkach. Teraz albo nigdy, robię placek.  Ten przepis jest na prawdę prosty...
Wstawiłam ciasto do piekarnika, umyłam naczynia i sama poszłam się umyć. Z ulgą zmyłam pot jeszcze z autobusu. Ostatnią rzeczą jaką zrobiłam zanim bezwładnie opadłam na łóżko, było wyciągnięcie placka z piekarnika. Potem tylko kilka nocnych pobudek do dzieci i nastał ranek.
Rankiem ja i mąż zjedliśmy cały placek zanim córki  wstały.
A potem upiekłam to ciasto jeszcze kilka razy, bo dla zajętej matki maluchów, która jest jednocześnie miłośnikiem czarnych porzeczek, taki placek to pokusa nie do odparcia.


Robi się go w jednej misce, ok. 10 minut, za cały sprzęt kuchenny mając jedynie własne ręce. No i ta niesamowita ilość czarnych porzeczek. Ciasto jest mało reprezentacyjne, takie raczej do zjedzenia w gronie najbliższych niż serwowania eleganckim gościom, ale naprawdę warte polecenia.




CIASTO Z CZARNĄ PORZECZKĄ
przepis na blachę o wymiarach ok. 20 cm na 30 cm
  • 220 g mąki
  • 120 g masła
  • 170 g cukru
  • 2 jajka
  • 400 g czarnych porzeczek
  • opcjonalnie: 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego + skórka otarta z małej cytryny
W misce umieszczamy mąkę i cukier. Dodajemy masło i rozcieramy je rękami, aż utworzy się kruszonka. Dodajemy jajka i zagniatamy rękami ciasto (wyjdzie takie raczej kleiste). Na końcu dodajemy porzeczki i delikatnie mieszamy je z ciastem, starając się ich nie rozgnieść. Następnie przekładamy całość na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Blachę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i pieczemy ok. 50 minut, aż ciasto z wierzchu stanie się lekko złote. W przypadku tego wypieku nie ma co używać patyczka - ciasto będzie dość wilgotne. Kroimy po ostudzeniu.

2 komentarze:

  1. Takie są właśnie najpyszniejsze!
    Ależ miałaś dzień, nie zazdroszczę... Oby było lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście już lepiej. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...