wtorek, 11 sierpnia 2015

Upał! Upał! Śliwkowe orzeźwienie



Nie mam pojęcia jak zacząć ten post, bo upał sprawia, ze mój mózg się kurczy, a palce omdlewają nad klawiaturą. Ostatnio nie mając siły zająć się czymś bardziej twórczym, przeglądałam internet w poszukiwaniu jakiejś optymistycznej prognozy pogody (czytaj: zapowiadającej nagłe i trwałe ochłodzenie), aż natknęłam się na tekst napisany przez Nigela Slatera (bynajmniej nie dotyczący tematyki meteorologicznej). 


Nigel opisuje jak to zaczyna dzień od czarnej kawy (również według mnie to  idealny początek dnia), a potem je śliwki w syropie z dodatkiem jogurtu. A że akurat miałam śliwki, przystąpiłam do dzieła. Przepis nieco zmieniłam, żeby nie męczyć się za bardzo w upale. 

Śliwki zrobiłam i wróciłam do prognoz pogody. Podobno ten norweski portal jest bardzo wiarygodny, więc go sprawdziłam. Gdy zobaczyłam, że przez najbliższy tydzień temperatura we Wrocławiu ma przekraczać 30 stopni C, serce ściął mi lód (chciałabym...). Zauważyłam, że temperatura w Oslo ma wynieść coś około 20 stopni C a do tego deszcz. Zerknęłam na stos pustych butelek po wodzie mineralnej piętrzący się w przedpokoju i zaczęłam rozważać pomysł zbudowania z nich tratwy, na której mogłabym popłynąć przez Bałtyk do Norwegii. Tam zaczęłabym starać się o status uchodźcy klimatycznego. 

Potem pomyślałam, że przydałby mi się jakiś zimny kompres na spocone czółko i śliwkowe orzeźwienie.
Czas na śliwki w karmelowym syropie!


ŚLIWKI W KARMELOWYM SYROPIE 

  • 500 g śliwek (twardych, miękkie rozpadną się na pulpę)
  • 1/2 szklanki cukru

Śliwki myjemy, przekrawamy na połówki i usuwamy z nich pestki. 
Cukier umieszczamy na dużej patelni w równej warstwie, włączamy średni gaz i podgrzewamy, aż cukier rozpuści się i stanie się jasnobrązowy. Bardzo uważamy, żeby nie spalić karmelu, bo stanie się gorzki.

Gdy karmel osiągnie już pożądany kolor, dodajemy do niego śliwki i smażymy cały czas mieszając, aż śliwki puszczą sok. Jeśli nie puszcza soku dość szybko, dolewamy nieco wody. Może się zdarzyć, że karmel zbije się w bryłki - czekamy, aż się rozpuszczą, a nierozpuszczone resztki usuwamy. Śliwki smażymy tak długo, aż staną się miękkie, puszczą dużo soku, ale nie będą się rozpadać.

Studzimy je do temperatury pokojowej, a następnie umieszczamy w lodówce. Podajemy mocno schłodzone z jogurtem, najlepiej na śniadanie. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...