wtorek, 22 grudnia 2015

słonecznikowa sałatka

Tego lata często jeździliśmy z dziećmi, nie tylko swoimi, na wycieczki. Okazało się, że gdy się zwiedza świat z małymi dziećmi, największą atrakcją turystyczną są place zabaw. W pewnej miejscowości, której nazwy już nie pamiętam, poszliśmy, a jakże, na plac zabaw. Nasze dzieci podejrzliwie łypały spod oka na dwójkę dzieci w piaskownicy i zazdrośnie strzegły swoich wiaderek i łopatek (tak, podróżowaliśmy z podręcznym zestawem łopatek i wiaderek). Ja jako osoba dojrzała i kulturalna (a przynajmniej pragnąca za taką uchodzić) zamiast groźnie mierzyć wzrokiem lokalsów wdałam się w miłą pogawędkę z dziadkami owych dzieci. Zapytałam się tych starszych państwa, gdzie tu można dobrze zjeść. Pani z niezwykła pewnością poleciła pewien bar za stacją benzynową. Wszystko jest tam świeże, i smaczne a porcje tak duże, że przejeść nie można. No i ceny są przystępne. Jak ktoś zamawia katering, to tylko tam.

Zabraliśmy więc dzieci, łopatki i wiaderka i udaliśmy się pod wskazany adres. Złożyliśmy zamówienie. Ja wybrałam knyszę z warzywami, pod których ciężarem ugięły mi się ręce.
Mąż na talerzu wielkości koła młyńskiego otrzymał górę frytek zwieńczoną imponujących rozmiarów kotletem, z którego spływał ser żółty w ilości wystarczającej na przygotowania małego fondue. Całość przyozdabiał bukiet surówek, który wystarczyłby dla kilku wygłodniałych jaroszy. A wisienką na torcie było małe wiaderko sosu czosnkowego do polania całości. 
Dla mojego męża był to przełomowy dzień, który uświadomił mu jego ograniczenia - pierwszy raz w życiu zostawił mięso na talerzu. Cóż, od początku obrał złą strategię - zamiast najpierw rozprawić się z kotletem, a potem zaatakować frytki i ewentualnie bukiet (surówek), próbował zjeść wszystko na raz. Ten to strategiczny błąd doprowadził w rezultacie do porażki i to pomimo wsparcia z mojej strony - cały czas podjadałam frytki z jego talerza.

Od razu zrozumieliśmy dlaczego lokal cieszy się taką sławą wśród mieszkańców. Menu zostało dostosowane do gustów lokalnej społeczności, jedzenie naprawdę było świeże, w przystępnych cenach i w dużych ilościach.

Nie da się jednak, psiakrew, zadowolić wszystkich. Ja wolę słonecznikowa sałatkę, zupełnie niedostosowaną do gustów lokalnej społeczności. Świeżą co prawda, ale relatywnie drogą (kilogram wyłuskane słonecznika kosztuje więcej niż kilogram piersi kurczaka) i w stosunkowo małej ilości.



*Dzieci zjadły jakiś promil ogromnej pizzy, którą sobie zamówiły. Kolejni, którzy nie docenili gigantycznych rozmiarów posiłku, a do tego w przystępnej cenie.
**Mężowi dodałam do poniższej sałatki grillowaną pierś kurczaka, która była zaledwie cieniem cienia potężnego kotleta w pamiętnym lokalu.
***Sałatki w tym stylu pokazywane wcześniej na blogu:







SŁONECZNIKOWA SAŁATKA

  • 1 1/2 szkl. ugotowanego brązowego ryżu (ok. 1/2 szkl. suchego ryżu) - sałatka jest jeszcze lepsza z czerwonym ryżem, ale tym razem sałatkę miały jeść dzieci, więc wybrałam brązowy ryż (i mocno go rozgotowałam)
  • 50 g ziaren słonecznika (łuskanych)
  • 200 g pomidorków koktajlowych, pokrojonych na połówki lub ćwiartki
  • 100 g marynowanych karczochów, grubo pokrojonych
  • 2 - 3 garści rukoli 
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 1 łyżka masła
  • świeże oregano (opcjonalnie)
dressing:
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego tłoczonego na zimno (można zastąpić jakimś olejem neutralnym w smaku np. rzepakowym, winogronowym czy z ryżu; oliwy bym nie polecała, bo ma zbyt intensywny smak niepasujący do tej sałatki)
  • 1 łyżka soku cytrynowego
  • 1/4 łyżeczki ostrej musztardy (np. Dijon)
  • 1 łyżka wody 
  • 1/2 łyżeczki soli
  • szczypta cukru
Umieszczamy wszystkie składniki dressingu w słoiku, słoik zakręcamy i energicznie nim potrząsamy, aż utworzy się gładka emulsja. 

Rukolę przekładamy do miski i polewamy ją częścią dressingu. Dokładnie mieszamy.
W drugiej misce umieszczamy pomidorki i również polewamy je dressingiem.

Na talerze wykładamy rukolę, na niej umieszczamy pomidorki i karczochy i posypujemy te warzywa świeżymi listkami oregano, jeśli go używamy. Pośrodku talerza zostawiamy trochę wolnego miejsca, żeby wyłożyć tam ryż. 

Słonecznik prażymy na patelni na łyżce oleju. Można prażyć na suchej patelni, ale wydaje mi się, że słonecznik prażony na odrobinie oleju smakuje zdecydowanie lepiej. Gdy słonecznik będzie złoty, dodajemy łyżkę masła i rozpuszczamy je na bardzo małym ogniu. Następnie dodajemy ugotowany ryż i skórkę cytrynową. Dokładnie mieszamy.

Ciepły ryż wykładamy na środek talerza, całość posypujemy kiełkami słonecznika.


         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...