niedziela, 18 grudnia 2016

ziołowa pasta z tofu

Przez ostatnie dwa lata przygotowałam już wiele past z tofu, ale ta jest najlepsza. Mąż stwierdził, że ma mięsny posmak (???), a to słowa największego uznania, którymi może obdarzyć wegańskie danie.



środa, 14 grudnia 2016

sześć miesięcy na działce 2

Część pierwsza tutaj.


KWIATKI, BRATKI

bukiet letni

Wybór kwiatów do mojego ogrodu był czysto sentymentalny - po prostu miałam w głowie obraz wiejskiego ogródka z dzieciństwa  i musiałam go odtworzyć, aby ogród był ogrodem. Stąd na działce pojawiły się aksamitki (śmierdziuchy), cynie, kosmosy (pająki), lwie paszcze, nagietki, nasturcje. Posadziłyśmy też bratki, które córki dostały od babci. Samoistnie pojawiły się rudbekie i jakieś  niebieskie kwiatki.

sobota, 10 grudnia 2016

wegański makowiec

Do przygotowania tego makowce użyłam mojego wielokrotnie wypróbowanego ciasta drożdżowego z batatmi lekko je tylko zmodyfikowałam). Tradycyjny farsz z maku "skleja się" za pomocą białek z jaj, ja do tego celu zastosowałam aquafabę (wodę z gotowania ciecierzycy/fasoli, która stanowi zalewę ciecierzycy lub fasoli w puszce). Ostatnio dużo eksperymentuję z tym składnikiem i jestem zachwycona rezultatami. Również w tym makowcu aquafaba świetnie się sprawdziła - masa makowa jest zwarta i nie rozpada się.
Masę makową można doprawić po swojemu - pominąć ekstrakt migdałowy, migdały zastąpić orzechami, użyć innych owoców suszonych, itd. Nie warto jedynie kupować gotowej masy, bo smak może być o wiele gorszy od tego tradycyjnego. 




sobota, 3 grudnia 2016

teriyaki tempeh

Sos teriyaki to pochodzące z Japonii połączenie sosu sojowego, wina mirin, cukru i sake. W swojej wersji pomijam sake, Tradycyjnie używa się go do dań z ryb, ale oczywiście można marynować w nim różne inne produkty. Choć w zasadzie nie należałoby tu używać słowa "marynować", gdyż teriyaki oznacza smażenie bądź grillowanie ryb/mięsa lub innych produktów i jednoczesne polewanie ich sosem teriyaki.
Jak dla mnie tempeh teriyaki jest sam w sobie nieco zbyt delikatny w smaku i podaję go zawsze z tą pikantną sałatką z kiełków (ta sałatka to przepis z kuchni koreańskiej, ale naprawdę świetnie tu pasuje).




środa, 30 listopada 2016

wegański sos czosnkowy

Wegański sos czosnkowy to bardzo udany zamiennik prawdziwego sosu czosnkowego przygotowanego na bazie jogurtu, śmietany czy majonezu. W moim odczuciu różnica jest w zasadzie niewyczuwalna. 

Bazą  mojej wegańskiej wersji jest tofu jedwabiste - nie da się go zastąpić zwykłym tofu, nie ma ono wystarczająco kremowej konsystencji. Aby sos był jeszcze bardziej delikatny i kremowy, dodaję do niego wegańskiego majonezu. A cały niezbyt przyjemny posmak tofu neutralizuję przez dodatek czosnku i soku cytrynowego. 

Do takiego sosu lubię dodawać suszonego koperku - jestem wielką fanką tej przyprawy - ale można zrobić czysty sos czosnkowy bez żadnych dodatków. Z drugiej strony można dodać inne, ulubione zioła i stworzyć sos czosnkowo-ziołowy. 
Taki podstawowy sos czosnkowy możemy łatwo przemienić w wegańskie tzatiki - wystarczy dodać starty na tarce i odciśnięty z wody ogórek oraz ewentualnie trochę oliwy. 

Sos można zastosować wszędzie tam, gdzie użylibyśmy tradycyjnego sosu czosnkowego, np. jako dodatek do tego kababu. Ze względu na dosyć gęstą konsystencję mojego sosu stosuję go często jako serek, którym smaruję bułkę - to moje ulubione zastosowanie. 




sobota, 26 listopada 2016

chlebek fasolowy (gruzińskie lobiani)

Lobiani to gruziński placek z ciasta drożdżowego wypełniony nadzieniem fasolowym. Danie to jadłam tylko w gruzińskiej restauracji w Polsce, więc trudno mi powiedzieć czy moja próba odtworzenia tego smaku we własnej kuchni to oryginalny gruziński smak. Zresztą nawet w Gruzji każdy przyrządza to danie troszkę inaczej, jeden doda trochę masła, inny więcej zieleniny i wychodzą odmienne smaki.

Według mnie lobiani smakuje najlepiej wtedy, gdy nadzienie fasolowe jest dobrze przyprawione - za mało przypraw  i otrzymujemy fasolową papkę bez smaku. Drugim warunkiem udanego lobiani jest umiejętne rozwałkowanie nadzianego ciasta, tak aby udało się zmieścić w nim jak najwięcej farszu. 
Jeśli wyjdzie tak, że tego farszu po upieczeniu będzie rzeczywiście niewielka ilość, można zrobić małe oszustwo - po pokrojeniu lobiani można wsadzić  nieco farszu do tej drożdżowej kieszonki. 

Jest to danie w zasadzie wegetariańskie (choć widziałam jeden przepis, gdzie do fasoli dodaje się boczku), ale łatwo je zweganizować - wystarczy użyć do posmarowania wierzchu oleju lub oliwy zamiast masła. 

Ja podaję lobiani z różnymi surówkami, można też podawać je z jakimiś sosami, np. gruzińskim tkemali czy adżiką.



sobota, 19 listopada 2016

ciasto czekoladowe z aquafabą (wegańskie)

Jedno z tych nieskomplikowanych ciast, które przygotowuje się dosłownie w pięć minut. Nie ozdabiałam go niczym, nie wygląda imponująco samo w sobie, ale smakuje dobrze: domowo i kojąco. Najlepiej popijać je filiżanką mocnej kawy.

W składzie ma aquafabę, czyli wodę pozostałą z gotowania ciecierzycy lub fasoli. Można użyć tej zalewy, w której trzymana jest fasola w puszce, można użyć domowej aquafaby, pozostałej z gotowania fasoli czy ciecierzycy. 

Ciasto nie jest zbyt słodkie, jeśli chcemy, możemy dodać więcej cukru (tak do 150 g)


sobota, 12 listopada 2016

kiszona rzodkiew daikon

Choć zakisić można (chyba) wszystko, dotychczas jakoś ograniczałam się do ogórków i mojej wersji kim chi. Tej zimy mam zamiar przetestować mnóstwo kiszonek, a zaczęłam od  rzodkwi daikon (czyli tych długich, białych "sopli"). 

Zakisiłam je w najprostszy możliwy sposób - pokrojone kawałki rzodkwi i kilka ząbków czosnku zalałam soloną wodą. Po kilku dniach rzodkiew zrobiła się lekko kwaśna i uzyskała dość wyrazisty, specyficzny zapach - po spróbowaniu mąż stwierdził, żebym nigdy więcej nie dawała mu tego do jedzenia. Mnie ta rzodkiew nawet smakowała, ale pewnie wiele osób zareagowałoby tak, jak mój mąż. Po następnych dwóch - trzech dniach w temperaturze pokojowej, rzodkiew zakisiła się mocniej, stała się mocno kwaśna, a  w smaku zaczęła przypominać zwykłe ogórki kiszone, z tym że idealnie chrupkie. Mąż stwierdził, że teraz może już tę rzodkiew zjeść, choć fanem tej kiszonki nie został. Mnie się wydaje, że to jest kwestia przyzwyczajenia - jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do smaku ogórków kiszonych czy kiszonej kapusty, że inne kiszonki smakują dziwnie. Na pewno jednak warto się przełamać i próbować nowych smaków, bo kiszonki to samo zdrowie. 


środa, 9 listopada 2016

fasola zapiekana w sosie pomidorowym

Danie inspirowane grecką potrawą gigantes plaki. Zamiast dużej odmiany białej fasoli stosowanej w oryginalnym daniu używam bardzo drobnej fasoli, co zapewnia lepsze proporcje sosu do fasoli. Przygotowanie tego dania jest stosunkowo czasochłonne (jeśli nie mamy czasu, można użyć gotowej fasoli z puszki), ale można je jeść przez dwa, trzy dni, gdyż odgrzewane smakuje nawet lepiej niż pierwszego dnia. 
Jedzenie fasoli i innych roślin strączkowych jest niezwykle korzystne dla zdrowia (ciekawy artykuł tutaj), ponadto są to produkty lokalne i w większości tanie. Białą fasolę można zastąpić każdym innym gatunkiem fasoli, a  nawet ciecierzycą. 



sobota, 5 listopada 2016

ciasto z masła orzechowego z pietruszką


Nabieram coraz większej wprawy w pieczeniu "dziwnych" ciast, w zasadzie tego typu wypieki stają się już dla mnie normą. Zdumiewające jest tylko to, że kiedyś piekłam ciasta bez warzyw i owoców, za to z jajkami. A dzisiejsze ciasto ma w składzie banana, pietruszkę i masło orzechowe.

Dodatek masła orzechowego do ciasta sprawia, że uzyskuje ono charakterystyczną strukturę, przypominającą brownie, jest ciężkie i  lepkie (nie jest to zakalec!). Podobny efekt uzyskałam piekąc te ciasteczka  - w przypadku zdecydowanie twardszych ciastek, masło orzechowe sprawiało, że były one ciągnące się i miękkie w środku. Banan i pietruszka nie mają aż tak dużego wpływu na konsystencję ciasta - banan zlepia ciasto, pietruszka nadaje wilgotność (są niewyczuwalne w smaku). Gdy piekłam to ciasto z olejem zamiast masła orzechowego, miało ono zupełnie inną strukturę.

A co do samego masła orzechowego - ja użyłam domowego, bo jest lepszej jakości i zdecydowanie tańsze niż te kupne - większość z nich ma spory dodatek jakiś olejów i oczywiście cukru i soli. Nie mam dobrego malaksera, który zmiksowałby orzechy na całkowicie gładką masę (na zdjęciu powyżej widać drobinki orzechów w polewie), ale i tak uważam, że domowe masło orzechowe, to o wiele lepszy wybór.

Jeśli ciasto trzymamy w temperaturze pokojowej, olej kokosowy wchodzący w skład polewy staje się płynny bądź półpłynny (zależy jaka dokładnie jest temperatura pokojowa) i sprawia, że polewa błyszczy się apetycznie (i ten stan uwieczniłam na zdjęciu). Gdy ciasto wstawimy do lodówki, polewa gęstnieje i staje się matowa. 





niedziela, 30 października 2016

sześć miesięcy na działce 1

                                 

Prawdziwym przeznaczeniem rolnika jest opieka nad niewielkim kawałkiem pola w pełnym  poczuciu wolności i dostatku każdego dnia.

                                                                                                                            Masanobu Fukuoka





POCZĄTKI

W lutym tego roku kupiłam działkę. Następnie, ku mojemu  zdumieniu okazało się, że wielu bliższych i dalszych  znajomych  też właśnie kupiło działki. Kiedy zaś ciotka zadała mi pytanie: "Co was wszystkich tak nagle na działki wzięło?", zrozumiałam, że padłam ofiarą nowej mody. Jest to dziwne, bo jak każdy człowiek uważam, że nie podążam ślepo za modą (a to, że nie jestem podatna na reklamę rozumie się samo przez się).


środa, 26 października 2016

prosta surówka z kiszonych buraków

Przepis do bólu prosty, ale świetnie się sprawdza, gdy nie mamy czasu na przygotowanie czegoś bardziej wymyślnego. Wszystkie składniki są sezonowe i lokalne, do tego w miarę tanie. Kiszone buraki nie są dostępne w każdym sklepie, ale ponieważ nadają się do długiego przechowywania, można kupić je dużo wcześniej i użyć w razie potrzeby. Sok pozostały po odciśnięciu buraków należy zachować i dodać go do barszczu - w końcu to zakwas buraczany. A sałatka smakuje naprawdę nieźle i pasuje do większości tradycyjnych dań kuchni polskiej. 


sobota, 22 października 2016

pasta chrzanowa z tofu

Dziś przedstawiam prosty pomysł na wegańską pastę kanapkową. Jak zwykle, gdy bazę takiej pasty stanowi tofu, musimy znaleźć składnik, który będzie miał na tyle wyrazisty smak, że zmieni bezbarwne tofu w pyszne danie. Takim składnikiem może być chrzan. Jeśli użyjemy tego ze słoiczka,  trzeba znaleźć taki, którego zawartość nie będzie smakować jak wióry, a  to nie jest takie proste, gdyż większość producentów umieszcza w słoiku ok. 50 % chrzanu, a resztę stanowią różne dodatki. Weganie i osoby uczulone na mleko muszą uważać, gdyż często takim dodatkiem są różne pochodne mleka. Można użyć świeżo tartego chrzanu, tylko nie zawsze jest on łatwo dostępny. Tak czy siak, znalezienie dobrego chrzanu jest najtrudniejszym etapem przygotowania tej pasty, potem wystarczy tylko wszystko zmiksować.


sobota, 15 października 2016

ciastka z masła orzechowego (wegańskie, bezglutenowe)

Dzisiejszy przepis to zweganizowana wersja tych ciastek z masła z nerkowców. Gdzieś tam kiedyś w internetowych czeluściach wyczytałam, że aquafaba (woda z gotowania ciecierzycy) stanowi wegański zamiennik jajka. Akurat otworzyłam puszkę ciecierzycy, miałam też domowe masło z orzeszków ziemnych, więc raz, dwa przygotowałam sobie te ciastka zmieniając jajko na aquafabę. 

Zamiana okazała się udana - ciastka nie rozpadały się (choć bezpośrednio po upieczeniu są okropnie miękkie) i, tak jak w przypadku wersji z jajkiem, były chrupkie z zewnątrz i miękkie, ciągnące się w środku. Ciasteczek wychodzi mało, ale są bardzo sycące i nie da się ich zjeść zbyt wiele. Szczególnie jeśli ozdobimy je grubą warstwą polewy czekoladowej (choć bez niej też są rewelacyjne).

UWAGA!
Ja używam zawsze domowego masła orzechowego lub takiego, które ma w składzie 100% orzechów. Niektóre kupne masła orzechowe zawierają dodatki w postaci dużej ilości oleju, różnych tłuszczy czy innych substancji - w takim przypadku nie ma gwarancji, że ciastka z poniższego przepisu wyjdą tak, jak powinny. 

Aquafaba pochodzi zaś z puszki z ciecierzycą. Kiedyś próbowałam użyć wody, która została mi po gotowaniu ciecierzycy w domu, ale eksperyment się nie udał. Pewnie trzeba wiedzieć jakie należy zastosować proporcje wody do ciecierzycy. Wydaje mi się, że ja użyłam za dużo wody.




poniedziałek, 10 października 2016

placuszki z dyni

Jesień upływa mi pod znakiem racuchów i placuszków. Szarawymi popołudniami ich słodki smak rozchodzi się po domu i wydostaje na klatkę schodową. Do przygotowania racuchów wykorzystuję przeciery z jabłek, dyni czy batatów, nie dodaję jajek ani mleka krowiego, a one nieodmiennie się udają.  Tak jak te placuszki dyniowe z dodatkiem skórki pomarańczowej i śliwek.



sobota, 8 października 2016

aromatyczna zupa z rzodkiewkami i makaronem ryżowym

Szybka, bardzo kolorowa, rozgrzewająca zupa, pełna zdecydowanych smaków. 
Po pobieżnym przejrzeniu listy składników może wydawać się nieco dziwna, ale wbrew pozorom smakuje całkiem normalnie (przynajmniej dla osób, które lubią eksperymentować w kuchni). 

Zupę łatwo przyrządzić w dwóch wersjach - wegańskie i niewegańskiej. Ja dla męża zamiast tempehu dodaję filet z piersi kurczaka (pokrojony w kostkę). Można tez użyć łatwiej dostępnego tofu.

Taka zupa (szczególnie jeśli przygotujemy ja z podwójnej porcji) może zastąpić lekki obiad. 



sobota, 1 października 2016

tempeh w pomidorach z pieczoną papryką i kukurydzą

O ile smak tofu nie od razu przypadł mi do gustu, o tyle tempeh pokochałam od pierwszego razu, gdy go spróbowałam. Czas więc umieścić na blogu jakiś przepis z jego wykorzystaniem. Dzisiejsza propozycja jest dosyć klasyczna, nawiązuje do różnego rodzaju gulaszy mięsno-warzywnych. Oczywiście ma niewiele wspólnego z tradycyjnym węgierskim gulaszem - i całe szczęście bo kawałki tłustego mięsa w zawiesistym sosie to zupełnie nie moja bajka. W tym przepisie delikatny smak tempehu jest zdominowany przez aromatyczna marynatę.


środa, 28 września 2016

krojone solone chilli z prowincji Hunan

Solenie żywności, to jedna z najstarszych metod konserwowania pożywienia, ale dopiero internet uświadomił mi, że mogę zastosować tę metodę do moich papryczek chilli, które nieustannie zbieram na działce.


Przepis jest banalnie prosty - siekamy chilli, mieszamy z solą, układamy w słoiku, posypujemy resztą soli i zakręcamy słoik.

Chilli w zasadzie nie zmienia smaku - na pewno nie w jakimś znaczącym stopniu. Porównałam nawet  smak tak zakonserwowanych papryczek, które zrobiłam prawie dwa miesiące temu i tych świeżo przygotowanych - trudno jednak ocenić, bo obydwie partie pieką niesamowicie, a niełatwo doszukiwać się jakiś niuansów smakowych, gdy usta pali ogień.


Według przepisu papryczki po posypaniu solą należało zostawić w temperaturze pokojowej na dwa tygodnie. Wydawało mi się, że dzięki temu papryczki powinny się jakby ukisić (w końcu kapusta kiszona to też w zasadzie kapusta i sól). U mnie jednak żadna partia  solonych papryk się nie ukisiła, więc  zrezygnowałam z pozostawiania słoika w cieple i umieszczam je od razu w lodówce.

Przepis, jak napisałam wyżej, znalazłam w internecie (tutaj), a oryginalnie pochodzi z książki Fuchsi Dunlop The Revolutionary Chinese Cookbook. 



poniedziałek, 26 września 2016

kanapka z kapustą kiszoną i awokado

Kilka, może nawet kilkanaście  lat temu pojawiła się moda na kuchnię fusion, czyli łączenie smaków pochodzących z odległych tradycji kulinarnych. Tatar z purée z mango, kapusta kiszona duszona z ananasem, wątróbka  à  la gyros, pęczotto, carpaccio z buraków, to tylko kilka przykładów.
Niektóre  tego typu dania smakują genialnie, inne sprawiają, że wychodzimy z restauracji z mocnym postanowieniem unikania fusion do końca życia. 

Zeszłej zimy, gdy lodówka świeciła pustkami, a ja koniecznie musiałam coś zjeść, zrobiłam sobie kanapkę z tego, co było. Majonez, jakiś ostry sos (to akurat jest u mnie zawsze), kapusta kiszona, awokado i stary chleb. Wyszło nadspodziewanie dobrze - smak kapusty kiszonej i ostrego sosu całkowicie zdominowały awokado, ale podczas jedzenia bardzo przyjemnie było natrafić na  przyjemnie miękkie i kremowe kawałki awokado, miło kontrastujące z pozostałymi zdecydowanymi smakami. 

Nawiasem mówiąc połączenie kapusty i awokado nie jest chyba aż takie dziwne, jak mi się na początku wydawało. W książce La Veganista, autorka podaje przepis na kanapkę z pastą z awokado, wędzonym tofu i kapustą kiszoną.

A koleżanka, która dodała do kapusty kiszonej ananas twierdzi, że to naprawdę bardzo dobrze smakuje.  


sobota, 24 września 2016

domowa pasta chilli (sambal oelek?)

Mam klęskę urodzaju w mojej hodowli papryczek chilli. Chciałam sobie przygotować indonezyjski  sos sambal oelek, wersję domową, ale tu zaczęły się problemy w ustaleniu, jak się go przyrządza. 

Jak zwykle gdy przygotowuję dania pochodzące z miejsc leżących w sporej odległości od Wrocławia, trudno mi ocenić, czy to co mi wychodzi,  to są autentyczne smaki, czy nie.
Nie pasjonuję się podróżami i rzadko kiedy gdzieś wyjeżdżam. Odkąd mam dzieci wyjeżdżam jeszcze rzadziej. Wcale.



Na szczęście dzięki internetowi mogę sobie wynajdywać różne przepisy i cały czas siedzieć we Wrocławiu, jak pan Bóg przykazał. 

Minusem tej sytuacji jest fakt, że nie mogę się pochwalić, że jadałam sambal oelek ukręcony przez stuletnią niepiśmienną wieśniaczkę w moździerzu przekazywanym z pokolenia na pokolenie gdzieś w indonezyjskiej wiosce niezaznaczonej jeszcze na żadnej mapie. 

Za to mogę sobie rozetrzeć w moździerzu papryczki chilli z balkonu (w moim wypadku nawet chiili nie przebyły zbyt długiej drogi), dodać trochę soku z limonki lub cytryny oraz soli i delektować się cudownym połączeniem ostrego z kwaśnym. Nie sądziłam, że dodatek soku cytrynowego może sprawić, że chilli będzie jeszcze lepsze. A jest. 



Taka pasta ze świeżych papryczek smakuje o niebo lepiej niż cokolwiek, co można kupić w sklepie. Nie jestem tylko pewna czy to sambal, czy nie, więc nazwę to sobie domową pastą chili.

Autentyczną wrocławską pastą chilli.

środa, 21 września 2016

racuchy na musie jabłkowym (bez jajek)

Jak co roku jesienią zostaję obdarowana kilogramami niejadalnych jabłek. W tym roku zebrałam kilka dodatkowych kilogramów z własnej działki. Jabłka są kwaśne, pokryte parchatą skórką i najczęściej robaczywe. Oczywiście dzieci nawet ich nie chcą tknąć; ja z mężem czasem się przemożemy i skonsumujemy jakąś lepiej wyglądającą sztukę, ale to, niestety, naszych niechcianych zapasów znacząco nie uszczupla.


Szkoda mi wyrzucić tyle jabłek, więc co roku próbuję znaleźć jakiś sposób na ich wykorzystanie. Miałam produkować cydr, ale na szumnych planach się skończyło, może spróbuję w przyszłym roku.

Ratunkiem w tej sytuacji okazały się wegańskie wypieki, w których zamiast jajek i masła często stosuje się owocowe przeciery:  z dyni, bananów, słodkich ziemniaków, i oczywiście jabłek. Przerobiłam więc te jabłka na mus owocowy, zawekowałam w słoiczkach i zaczęłam szukać przepisów i inspiracji.


I tak oto natrafiłam na cudowny przepis na placuszki  na musie jabłkowym. Racuchy wyszły doskonałe - bez problemu dopiekają się w środku (dopieczony środek to wcale nie taka oczywista sprawa w wegańskich słodyczach), są łatwe do przyrządzenie (jeśli mamy gotowy mus jabłkowy), a przede wszystkim są przepyszne.  

Składniki podane są w szklankach - zazwyczaj wolę podać ilość składników w gramach, ale te racuchy przyrządzałam już kilkakrotnie, późniejsze partie zupełnie "na oko" i zawsze się udawały. Należy jedynie uważać na konsystencję musu jabłkowego - mój jest dosyć gęsty, zrobiony bez dodatku wody. 




sobota, 17 września 2016

luksusowa pasta fasolowa z orzechami i grzybami

W pewien suchy, ciepły dzień, jakich ostatnio nie brakowało, wybrałam się z córkami na działkę, żeby zebrać fasolę. Nie znam gatunku tej fasoli, nasiona dostałam od ciotki, która uprawia ją od wielu lat, a wcześniej uprawiała ją moja babcia. I nie da się nie zauważyć przewagi lokalnych gatunków roślin nad tymi pochodzącymi z nasion zakupionych w sklepach ogrodniczych. Fasola rosła "sama" - bez podlewania, bez nawozów, bez oprysków i dała piękny plon - ot doskonałe przystosowanie do warunków lokalnych w wyniku naturalnej selekcji. Warunki to mniej więcej lokalne, ciotka i babcia uprawiały tę fasolę jakieś dwieście pięćdziesiąt kilometrów od mojej działki. 


W przyszłym roku zamierzam posadzić znacznie więcej tej fasoli, więc większość ziaren muszę zachować na siew. Z tej części, która mi została do jedzenia mogę sobie przygotować luksusową pastę fasolową. W końcu tak doskonała fasola wymaga  luksusowej oprawy. 


niedziela, 11 września 2016

wegański kebab

Jako że fanka mięsa nigdy nie byłam, z kebabów (albo przynajmniej z tego co w Polsce za kebab uchodzi) najbardziej lubiłam zapach przypraw przenikający lokal, ostry sos, cebulę z sumakiem i last but not least frytki. 
Na szczęście mogę to wszystko mieć bez potrzeby użycia mięsa. Zamiast dodawać aromatyczne przyprawy do mięsa, mogę dodać je do kaszy bulgur i orzechów i uzyskać podobny efekt. Nie będę  twierdzić, że brak mięsa jest zupełnie nie do zauważenia, ale taki kebab smakuje naprawdę nieźle. Przepis na niego pochodzi ze strony Sule's kitchen i w zasadzie jest to przepis na wegański tatar, ja jednak zdecydowałam się ten "tatar" usmażyć i w ten sposób wyszedł mi wegański şiş kebab.


środa, 7 września 2016

czekoladowe ciasto z cukinią ze śliwkami (wegańskie)

Zdaję sobie sprawę, że w blogosferze krąży niezliczona ilość przepisów na czekoladowe ciasto z cukinią, więc przepis na kolejne może wydawać się zupełnie niepotrzebny. Jednak z ilu tych przepisów można upiec ciasto lekkie, wilgotne, intensywnie czekoladowe, bez wyczuwalnych kawałków cukinii, szybkie do zrobienia w dodatku ze śliwkami i  wegańskie? Myślę, że na takie ciasto nie ma już zbyt wielu przepisów. Ja jednak miałam szczęście i w morzu przeciętnych receptur udało mi się znaleźć taką oto perełkę:



sobota, 3 września 2016

kruche ciasto na oleju kokosowym (wegańskie)


Wegańskie pieczenie łatwe nie jest, ale lubię podejmować to wyzwanie, bo tradycyjne pieczenie nawet w połowie nie jest takie ekscytujące. I chociaż często wegańskie wypieki wyglądają tak: 



to od czasu do czasu udaje się upiec coś naprawdę wyjątkowego. A wtedy satysfakcja jest nieporównywalna do tej towarzyszącej tradycyjnym wypiekom. 



Zamiast tradycyjnego masła użyłam "masła", które przygotowałam sama na bazie oleju kokosowego. Świetnie sprawdziło się przy wyrobie ciasta kruchego, trudno taki wypiek odróżnić od tego tradycyjnego. Brakuje mu może trochę maślanego zapachu, ale poza tym jeśli chodzi o kruchą strukturę ciasta, nie ma żadnej różnicy. Szczerze mówiąc sama zdziwiłam się, że aż tak bardzo się udało. Przepis na to ciasto znalazłam na stronie veganbaking.net - można tam przeczytać wiele na temat procesów chemicznych zachodzących podczas pieczenia.  Poniższy przepis lekko zmodyfikowałam - chciałam upiec ciasto z dżemem i kruszonką, do tego nie miałam wszystkich składników.


12.11.2016. Od czasu opublikowania tego przepisu próbowałam kilkakrotnie upiec kruche ciasto na samym oleju kokosowym, bez dodatkowego przygotowania "masła". Efekty nie były jednak tak dobre, widocznie to "masło" lepiej naśladuje tradycyjne masło, które zawiera przecież ok. 80% tłuszczu, a pozostałą cześć stanowi woda i niewielkie ilości innych składników (olej kokosowy to sam tłuszcz).

15.11.2017. Jeśli macie ochotę na pyszna szarlotkę przygotowaną na tym kruchym cieście, przepis znajdziecie tutaj.

sobota, 27 sierpnia 2016

zupa z ziemniaków i czosnku

Taka tam bieda-zupka. Gotuję ją jednak dość często bo jest prosta i można ją przygotować z tego, co zawsze jest pod ręką. 




ZUPA Z ZIEMNIAKÓW I CZOSNKU


  • 300 g ziemniaków pokrojonych w drobną kostkę
  • 1 średnia cebula
  • 4 - 5 ząbków czosnku, pokrojonych w grube plasterki
  • sól, pieprz
  • ok. 2 -3  łyżki świeżej mięty, drobno posiekanej (można użyć 1 łyżeczki suszonej)
  • 600 ml wody
W garnku rozgrzewamy 2 - 3 łyżki oleju. Wrzucamy ziemniaki i cebule i smażymy ok. 2 minut, po czym dodajemy czosnek. Całość smażymy, jeszcze 2 - 3 min i zalewamy wodą. Dodajemy sól, pieprz i gotujemy pod przykryciem ok. 10 - 15 minut, aż ziemniaki będą miękkie. Zupę podajemy posypana miętą. 

piątek, 19 sierpnia 2016

lato w pełni: ajwar

Czasem wszystko cudownie się składa: piękna pogoda, dobre jedzenie i zachwycająca przyroda. Nie zawadzi wtedy  słoiczek domowego ajwaru. Rzecz to wymagająca nieco pracy, ale warto. A gdy już go przygotujemy, komponujemy resztę menu na grilla: ziemniaki, bakłażany, cydr, lemoniada rabarbarowa. 
A potem już tylko pełnia lata: 

(…) gdy powietrze
jest tak wypełnione olejkiem eterycznym, że można je wlewać 
do szklanek i czuć pod palcami jego wypukły menisk, 
sierpniu, gdy żywica płonie ponad gałązkami sosen i szyszki 
trzaskają tak, jakby już je lizały języki wiecznego ognia (…)


piątek, 12 sierpnia 2016

prosty sos pomidorowy według Marcelli Hazan

Na działce sezon pomidorowy w pełni. Choć lato jest zimne, a część pomidorowych krzaczków dopadła zaraza i tak codziennie zbieram sporo pomidorów. Niektóre, pomimo że dojrzałe, bledziutkie są niesamowicie a i w smaku niewyraźne. Najlepiej przerobić je na sos - smak się kondensuje i nabiera mocy. 
Przepis na ten sos pomidorowy znalazłam w sieci tej zimy. Wypróbowałam go używając przecieru i od tego czasu czekałam do lata, żeby zrobić go ze świeżych pomidorów, bo wiedziałam, że będzie o niebo lepszy, choć już ta zimowa wersja była bardzo dobra. Letnia zachwyca.

sobota, 6 sierpnia 2016

racuchy z batatów

Kolejny przepis z książki La Veganista. Znowu zamieniłam mąkę pełnoziarnistą na białą - pierwszą porcję tych racuchów upiekłam zgodnie z przepisem z mąką pełnoziarnistą, ale efekt mnie nie zadowolił - racuchy były zbyt zdrowe, żeby mogły być smaczne. "Uzdrawianie" na siłę wegańskich przepisów to coraz popularniejsze zjawisko -  nie dość, że przepis jest wegański (jedno utrudnienie), to jeszcze dodajemy opcję bezglutenową lub pełnoziarnistą (drugie utrudnienie). Deser wychodzi może i zdrowy, ale nieciekawy w smaku. W takim wypadku już chyba lepiej zjeść sobie jakieś owoce - nie dość, że zdrowiej, to jeszcze znacznie smaczniej, do tego nie trzeba brudzić żadnych naczyń. Nie żebym była zupełnie przeciwna mące pełnoziarnistej w deserach - czasem w dobrze doprawionych ciastach (np. piernikowych) albo w połączeniu z czekoladą sprawdza się znakomicie. Jednak ten przepis tylko zyskuje przy użyciu białej mąki. 


środa, 3 sierpnia 2016

najlepsze (jak na razie) wegańskie gofry

Już od dłuższego czasu testowałam różne przepisy na  gofry wegańskie. Jak na razie jedyny przepis warty uwagi znalazłam w książce La Veganista Nicole Just. Gofry wychodzą podobne do tych tradycyjnych  na jajkach, są tylko nieco cięższe i bardziej wilgotne, ale nie jest to wadą, raczej miłym urozmaiceniem. W oryginalnym przepisie autorka używa mąki pełnoziarnistej, ja jednak zawsze zamieniam ją na zwykła białą mąkę pszenną, bo jakoś nie mogę przekonać się do mąki pełnoziarnistej w deserach. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o błędach w tłumaczeniu tej całkiem przyjemnej  książki. Przekład nie jest tak  nie jest tak absurdalnie zły jak np. ten, ale wpadki się zdarzają. Tym razem książka jest tłumaczona z niemieckiego, języka którego nie znam.

Choćby w tym przepisie, który tu publikuję, gofry nazywane są waflami, a gofrownica zostaje nazwana waflownicą.  O ile gofr to to rodzaj wafla (choć kto nazywa gofry waflami), to waflownica jest urządzeniem do produkcji wafelków, np. do lodów albo takich suchych wafli, które przekłada się kremem. Proszek do pieczenia w przepisie na wafle, pojawia się na liście składników, ale nie jest napisane, gdzie go dodać. Gdzieś tam w innych przepisach pojawia się polenta w proszku (czyżby chodziło o mąkę kukurydzianą?) oraz mus migdałowy (i nie jest to masło migdałowe, bo w innych przepisach występuje po prostu masło migdałowe).  Nie mam pojęcia co to polenta w proszku i mus migdałowy -  nawet w internecie nie znajdę żadnych informacji, bo to produkty z niemieckiej sfery kulinarnej, a niemieckiego nie znam.

Nie wiem czy to nie jest czepianie się, ale coś mi nie pasuje w tym zdaniu: Jabłko pokrój na 16 cienkich plasterków o szerokości około 2 mm. Nie lepiej byłoby napisać o grubości 2 mm?

Długo by pisać o różnych potknięciach językowych, ale jakoś straciłam zapał do wyłapywania błędów w tłumaczeniu i edycji książek kucharskich - są tak powszechne, że prawdziwą sensacją będzie dopiero książka bez błędów i o tym  wydarzeniu na pewno napiszę. Na szczęście gofry vel wafle w przeciwieństwie do tłumaczenia, są całkiem przyzwoite. Zdjęcie robione na szybko, bo te wafle zawsze szybko się rozchodzą.
Guten Appetit!

z syropem klonowym

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...