niedziela, 29 maja 2016

Grasz w zielone? Upiecz ciasto szpinakowe

Moja fascynacja zielonymi ciastami zaczęła się już jakiś czas temu, jednak opracowanie dobrego przepisu na cudownie zielone ciasto zajęło mi wyjątkowo dużo czasu. Próby upieczenia tego ciasta bez jajek skończyły się wyprodukowaniem imponujących zakalców (choć były to niezwykle smaczne zakalce).

Potem przetestowałam kilka przepisów z jajkami, ale zawsze coś było nie tak - jeszcze do dziś robi mi się niedobrze na wspomnienie pewnego ciasta smakującego jak słodki omlet szpinakowy. W końcu jednak moje zmagania ze szpinakiem, jajkami, cukrem i mąką  zakończyły się sukcesem - ciasto ma nienaturalnie zielony kolor (aczkolwiek uzyskany wyłącznie dzięki szpinakowi), nieco biszkoptową strukturę i pięknie pachnie pomarańczami.


sobota, 21 maja 2016

herbatka z rabarbarem w zimnym kraju



W tym roku, jak co roku, wyjątkowo zimny maj. Na straganach, jak zwykle, pojawił się rabarbar, a ja pomyślałam, że chciałabym połączyć go z zieloną  herbatą i nadać staromodnemu kompotowi rabarbarowemu nieco współczesnego szyku. Wymyśliłam sobie mrożoną zieloną herbatę o smaku rabarbarowym.

Wyobraziłam sobie siebie na działce leniwie sięgającą po zroszoną szklankę pełną rabarbarowej zielonej herbaty. Jak na razie herbatka jest zupełnie nieadekwatna do pogody - próbowałam pić ją na ciepło, ale to nie było to. Mam nadzieję, że dzisiaj słońce się obudzi (widok za oknem, gdy piszę ten tekst jest bardzo obiecujący). W mojej lodówce chłodzi się rabarbarowo-herbaciany wywar, który tylko czeka na to, by wymieszać go z lodowatą wodą. 

środa, 18 maja 2016

sałatka ze szparagów, szpinaku i rukwi wodnej

Połowę tej sałatki (dobrze, niech będzie, że "mniejszą połowę") wyhodowałam sama. Jako wielbicielka rukwi wodnej nie mam wyjścia, w najbliższym warzywniaku jej nie znajdę.



W ramach eksperymentu posiałam rzeżuchę do doniczki z ziemią i pozwoliłam jej rosnąć dłużej niż zwyczajowe kilka dni. Smakuje łagodniej niż rzeżucha siana na ligninie i oczywiście jest większa.


Do tego białe szparagi, garść szpinaku i prażone pestki słonecznika. Winegret, wzbogacony o odrobinę cukru, którego zazwyczaj nie dodaję do tego sosu, pięknie łączy wszystkie warzywa. Delikatne szparagi i młody szpinak łagodnie przeciwstawiają się ostrzejszym nutom rukwi i rzeżuchy. Prosto i dobrze, tak jak lubię.


niedziela, 15 maja 2016

smoothie z rabarbaru i bananów

Kiedyś babcie i mamy gotowały  kompot z rabarbaru i piekły placek rabarbarowy. W  maju 2016 roku przygotowuję smoothie z rabarbaru i bananów. Eksperymentuję z ciastami rabarbarowymi z ciecierzycą, z masłem kokosowym i nasionami chia. Nie rezygnuję zupełnie z kulinarnej tradycji, lubię ją i korzystam z niej, ale moja kuchnia to nie skansen. U mnie musi się coś dziać, bo inaczej się nudzę. A jak powszechnie wiadomo z nudów można zrobić wiele głupich rzeczy. Lepiej więc robić smoothie z rabarbaru. 


czwartek, 5 maja 2016

na balkonie i na działce: MIZUNA

Choć już od kilku lat mam mieszkanie z balkonem, choć słyszałam o balkonowych ogrodnikach, dopiero gdy zostałam szczęśliwą właścicielką działki, zaczęłam balkonowe uprawy warzyw na poważnie. Na pierwszy ogień poszła mizuna. Gdzieś tam wyczytałam, że ta roślina może rosnąć w dość niskich temperaturach, więc była jednym z pierwszych warzyw, które posiałam na działce i w doniczkach na balkonie. Razem z mizuną, pod koniec marca posiałam też rukiew wodną, która rośnie sobie powolutku, podczas gdy po niecałym miesiącu mizuna wyglądała tak:


Duże podobieństwo w wyglądzie do rukoli sprawiło, że spodziewałam się podobnego smaku. Trochę się rozczarowałam, bo lubię ostre, pieprzne zieleniny typu rukola, rzeżucha czy rukiew wodna, a mizuna okazała się dosyć delikatna. Smakuje jak bardzo łagodna rukola. Jeśli zamiast wyrwać ją z korzeniami, zetniemy nieco nad gruntem, odrośnie, choć już nie tak dorodna. 


niedziela, 1 maja 2016

w maju nowalii jeszcze nie ma (za to jest kimchi )

O ile pomidory w styczniu ani mnie, ani chyba nikogo innego już nie dziwią, o tyle kwietniowy wysyp truskawek bardzo mnie zaskoczył. W całym Wrocławiu jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać małe straganiki, takie jakie zawsze spotyka się w czerwcu, mające w ofercie najczęściej tylko truskawki. Starsza córka od razu zachwyciła się czerwonymi mutantami, a ja chcąc nie chcąc kupiłam je dla niej dwa razy. Po rozmowie ze sprzedawcami dowiedziałam się, że niektóre pochodzą z Hiszpanii, a niektóre z Polski. Obydwa rodzaje truskawek mają tyle smaku co styczniowe pomidory.

Równolegle w marketach zaczęły pojawiać się inne nowalijki - młoda kapusta, marchew, szpinak, rabarbar i co tylko dusza zapragnie. Mam nieodparte wrażenie, że z roku na rok nowalijki pojawiają się coraz wcześniej i coraz gorzej smakują. Szczególnie rozczarowują rzodkiewki - wodniste i bez wyrazu. Nie wiem, może to kwestia gatunku, bo te późniejsze też nie smakują tak jak to zapamiętałam z dzieciństwa, nie mają tej przyjemnej ostrości.


Sięgnęłam więc do Ćwierczakiewiczowej i jej 365 obiadów- w propozycjach obiadów na maj stwierdza: W tym miesiącu wiele produktów smak traci, a nowalii jeszcze nie ma; szparagi są najlepsze. 
I tego się trzymam - nie jadam nowalijek w maju (prawie, bo czasem na coś się skuszę). W zimie można wyhodować wszystko, ale to, że można nie oznacza, że warto.


Na razie daję sobie spokój z młodymi warzywami i przygotowuję sobie kolejna porcję czegoś w rodzaju kimchi. Kimchi czyli koreańska kiszona kapusta przygotowana z dodatkiem czosnku, chilli, imbiru i sosu rybnego, to świetna propozycja na czas kiedy nie ma zbyt wielu warzyw. Za pomocą paru przypraw zmieniamy nieco banalną kapustę w prawdziwą bombę smaku, w dodatku niezwykle zdrową. O ile tradycyjne kiszone ogórki czy kapusta czasem nie wychodzą i zwyczajnie się psują, o tyle kimchi wychodzi zawsze. Przypuszczam, że dodatek czosnku i chilli zabija wszelkie bakterie, które mogłyby proces fermentacji zakłócić. Lubię myśleć, że gdy jem moje kimchi, to czosnek i chilli również działają i zabijają wszystkie bakterie i wirusy, które mogłyby mi zaszkodzić.

Kimchi się kocha lub nienawidzi - ja kocham i jestem uzależniona. Moja wersja jest na tyle luźną interpretacja na temat tego koreańskiego klasyka, że zgodnie z pomysłem Michaela Pollana nazywam ja kraut chi - od połączenia anglo- i niemieckojęzycznej nazwy kapusty kiszonej sauer kraut i jej koreańskiego odpowiednika kimchi. Można przyrządzić ją ze zwykłej białej kapusty, ale trzeba ją poszatkować lub bardzo drobniutko pokroić, a pekińską, która jest zdecydowanie bardziej miękka, wystarczy pokroić na niezbyt cienkie kawałki. Kimchi można przyrządzić również używając bok choy.
Tradycyjne kimchi przygotowuje się z dodatkiem kleiku z mąki ryżowej oraz całych liści kapusty - ja te elementy pomijam, bo tradycyjna produkcja kimchi jest dość pracochłonna, a ja zazwyczaj nie mam czasu.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...