niedziela, 1 maja 2016

w maju nowalii jeszcze nie ma (za to jest kimchi )

O ile pomidory w styczniu ani mnie, ani chyba nikogo innego już nie dziwią, o tyle kwietniowy wysyp truskawek bardzo mnie zaskoczył. W całym Wrocławiu jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać małe straganiki, takie jakie zawsze spotyka się w czerwcu, mające w ofercie najczęściej tylko truskawki. Starsza córka od razu zachwyciła się czerwonymi mutantami, a ja chcąc nie chcąc kupiłam je dla niej dwa razy. Po rozmowie ze sprzedawcami dowiedziałam się, że niektóre pochodzą z Hiszpanii, a niektóre z Polski. Obydwa rodzaje truskawek mają tyle smaku co styczniowe pomidory.

Równolegle w marketach zaczęły pojawiać się inne nowalijki - młoda kapusta, marchew, szpinak, rabarbar i co tylko dusza zapragnie. Mam nieodparte wrażenie, że z roku na rok nowalijki pojawiają się coraz wcześniej i coraz gorzej smakują. Szczególnie rozczarowują rzodkiewki - wodniste i bez wyrazu. Nie wiem, może to kwestia gatunku, bo te późniejsze też nie smakują tak jak to zapamiętałam z dzieciństwa, nie mają tej przyjemnej ostrości.


Sięgnęłam więc do Ćwierczakiewiczowej i jej 365 obiadów- w propozycjach obiadów na maj stwierdza: W tym miesiącu wiele produktów smak traci, a nowalii jeszcze nie ma; szparagi są najlepsze. 
I tego się trzymam - nie jadam nowalijek w maju (prawie, bo czasem na coś się skuszę). W zimie można wyhodować wszystko, ale to, że można nie oznacza, że warto.


Na razie daję sobie spokój z młodymi warzywami i przygotowuję sobie kolejna porcję czegoś w rodzaju kimchi. Kimchi czyli koreańska kiszona kapusta przygotowana z dodatkiem czosnku, chilli, imbiru i sosu rybnego, to świetna propozycja na czas kiedy nie ma zbyt wielu warzyw. Za pomocą paru przypraw zmieniamy nieco banalną kapustę w prawdziwą bombę smaku, w dodatku niezwykle zdrową. O ile tradycyjne kiszone ogórki czy kapusta czasem nie wychodzą i zwyczajnie się psują, o tyle kimchi wychodzi zawsze. Przypuszczam, że dodatek czosnku i chilli zabija wszelkie bakterie, które mogłyby proces fermentacji zakłócić. Lubię myśleć, że gdy jem moje kimchi, to czosnek i chilli również działają i zabijają wszystkie bakterie i wirusy, które mogłyby mi zaszkodzić.

Kimchi się kocha lub nienawidzi - ja kocham i jestem uzależniona. Moja wersja jest na tyle luźną interpretacja na temat tego koreańskiego klasyka, że zgodnie z pomysłem Michaela Pollana nazywam ja kraut chi - od połączenia anglo- i niemieckojęzycznej nazwy kapusty kiszonej sauer kraut i jej koreańskiego odpowiednika kimchi. Można przyrządzić ją ze zwykłej białej kapusty, ale trzeba ją poszatkować lub bardzo drobniutko pokroić, a pekińską, która jest zdecydowanie bardziej miękka, wystarczy pokroić na niezbyt cienkie kawałki. Kimchi można przyrządzić również używając bok choy.
Tradycyjne kimchi przygotowuje się z dodatkiem kleiku z mąki ryżowej oraz całych liści kapusty - ja te elementy pomijam, bo tradycyjna produkcja kimchi jest dość pracochłonna, a ja zazwyczaj nie mam czasu.






KIMCHI / KRAUT CHI
Proporcje czosnku, chilli i imbiru, to sprawa bardzo indywidualna. najlepiej dostosować je do własnych preferencji, a poniższe proporcje traktować jedynie orientacyjnie. Do oryginalnego kimchi dodaje się "rybne dodatki" w jakiejś formie - sosu rybnego lub ostrygowego, suszonych krewetek lub surowych owoców morza takich jak ostrygi czy krewetki. W wersjach wegańskich rybny posmak uzyskuje się poprzez dodatek suszonych wodorostów. Ja jednak w ogóle te rybne smaki pomijam.

  • kapusta pekińskiej (lub biała kapusty albo bok choy), ok 1 kg
  • opcjonalnie inne warzywa - rzodkiew daikon, marchewka, szczypior 
  • 2 -3 łyżki startego imbiru
  • 2 papryczki chilli (można dać mniej, ja lubię ostre kim chi)
  • 6 - 8 dużych ząbków czosnku
  • sól niejodowana w ilości takiej, jak do przygotowania tradycyjnej kapusty kiszonej, czyli ok. 20 g soli na 1 kg kapusty
Kapustę pekińską lub bok choy kroimy na grube kawałki, a białą kapustę szatkujemy, tak jak do tradycyjnej kapusty kiszonej. Zostawiamy wierzchnie duże liście, żeby przykryć nimi kapustę w naczyniu. Przekładamy do miski i zasypujemy solą. Ugniatamy rękoma albo ubijamy tłuczkiem, aby kapusta puściła sok. Zostawiamy na ok. pół godziny, aż kapusta puści sok. W tym czasie ucieramy w moździerzu imbir, paprykę i czosnek na pastę (można to zrobić w rozdrabniaczu). Odciskamy wodę z kapusty i przekładamy ja do kamionkowego naczynia, dużego słoika lub innego pojemnika, w którym będziemy ją kisić. Dokładnie mieszamy odciśniętą kapustę z utartymi przyprawami i układamy ją w naczyniu do kiszenia mocno dociskając. Zalewamy odciśniętym sokiem, przykrywamy dużymi liśćmi, a następnie obciążamy ją czymś ciężkim - można użyć np. słoika wypełnionego wodą i zostawiamy w temperaturze pokojowej. Aby proces kiszenia przebiegł prawidłowo, kapusta nie może mieć dostępu do powietrza - musi być całkowicie pokryta sokiem. 
Teraz czekamy kilka dni, aż kapusta się ukisi. Ile, to zależy  od naszych preferencji smakowych. Taką kapustę można jeść od razu po przyrządzeniu - nie będzie to wtedy kapusta kiszona, ale i tak będzie bardzo dobra. Jak jestem na głodzie, to zanim taka kapusta się ukisi, już jest zjedzona! Gdy kapusta już ukiszona tak, jak nam to odpowiada, przekładamy ją do lodówki.


6 komentarzy:

  1. Przyznam, że coraz więcej kłopotu sprawia mi decyzja co kiedy kupować. Szpinak ten wysiany jesienią w zasadzie powinien być dość wcześnie. Na pomidory dawniej czekałam dłużej, ale w naszym klimacie gruntowe to dopiero koniec lipca a jak spod osłon to się zastanawiam czy ma znaczenie czy kwiecień czy czerwiec? I tak są uprawiane w większości bez ziemi. "Czyściutko" jak to mówił jeden z producentów, z którym rozmawiałam. Zresztą te bez osłon mocno chorują i wymagają silnych oprysków, więc sama nie wiem co lepsze. Póki co nie kupuję tego, co jeszcze widzę później na polach: kapusty, brokuła, kalafiora, marchwi, cukinii. No ale z drugiej strony teraz są inne odmiany niż dawniej no i całe pola przykryte agrowłókniną...
    a kim chi nie jadłam ale chętne bym spróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że znasz się na uprawach warzyw:). Jakoś nie pomyślałam, że przecież mogą być już warzywa wysiewane jesienią. Wczoraj kupiłam sobie nasiona sałaty właśnie na jesienny siew. Według informacji na opakowaniu ta sałata powinna być dobra do jedzenia już w kwietniu i maju.

    Z pomidorami też masz rację, ja bym tylko dodała, że standardowe pomidory, kupowane nawet w szczycie sezonu, i tak nie smakują tak jak powinny. Zresztą pomidory to warzywa trochę nie nasz klimat - za zimno, za mało światła. W tym roku będę eksperymentować, narobiłam mnóstwo sadzonek (dużo za dużo), które szkoda mi było potem wyrzucić. Mam nadzieję, że uda mi się wyhodować chociaż kilka przyzwoitych pomidorów, bo te prawdziwe smakują niesamowicie.

    Z drugiej strony staram się nie popadać w paranoję - no bo jak nie zrezygnuję z wszystkich niesezonowych, nieekologicznych warzyw i owoców, to co będę jeść? Wczoraj rozmawiałam z jakąś panią w średnim wieku, która strasznie narzekała na te warzywa pełne chemii. Zapytałam się jej, co w takim razie mam jeść. Nie miała odpowiedzi, pokiwała tylko głową i sobie poszła. Kiszonki to jest jakaś odpowiedź, ale nie zdążyłam jej tego powiedzieć. Tej zimy (wiem, że pora nie ta, ale akurat tak wyszło) próbowałam kisić różne warzywa z ciekawymi dodatkami i niektóre wyszły całkiem dobre.
    Kim chi (a raczej to co, ja nazywam kim chi) akurat wychodzi najlepiej, nigdy mi się nie zepsuła. Wersja z "rybnymi dodatkami" smakuje zdecydowanie bardziej wyraziście. Ale może kiedyś zdecyduję się na wersję bliższą oryginałowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo z jesiennego siewu albo z wcześniej robionej rozsady. Za to mało odporny na zimno jest seler i może dlatego tak słabo wygląda?

      Z pomidorami prawda, że u nas kłopotliwe, ale co poradzić, kiedy to jedno z naszych ulubionych warzyw (pewnie dlatego, że to właściwie owoce). Ja samych koktajlówek testowałam z kilkanaście odmian i w końcu wybrałam dwie ulubione, bo też nie wszystkie zachwycały smakiem.

      I oczywiście, że bez paranoi, jak mi się w styczniu czasami zachce pomidorka, to też sobie kupuję, koktajlowe nawet mi smakują:) A gotowe, umyte mieszanki sałat to mój ulubiony fast food:)

      Mątewka

      Usuń
  3. Z selerem masz rację - na stanowiskach bardziej słonecznych rośnie zdecydowanie lepiej.
    Pomidory zimą jakoś mnie nie pociągają, za to mąż, pewnie jak wiele osób w tym kraju najbardziej lubi kanapki z wędliną i pomidorem. Przez cały rok. Jak się kupi dobrą wędlinę i te pomidorki koktajlowe (niektóre są bardziej "pomidorowe" niż supermarketowe pomidory w lipcu), to nie jest to takie złe.
    Ja za to z warzyw niesezonowych najczęściej kupuję bakłażany i brokuły.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...