środa, 28 września 2016

krojone solone chilli z prowincji Hunan

Solenie żywności, to jedna z najstarszych metod konserwowania pożywienia, ale dopiero internet uświadomił mi, że mogę zastosować tę metodę do moich papryczek chilli, które nieustannie zbieram na działce.


Przepis jest banalnie prosty - siekamy chilli, mieszamy z solą, układamy w słoiku, posypujemy resztą soli i zakręcamy słoik.

Chilli w zasadzie nie zmienia smaku - na pewno nie w jakimś znaczącym stopniu. Porównałam nawet  smak tak zakonserwowanych papryczek, które zrobiłam prawie dwa miesiące temu i tych świeżo przygotowanych - trudno jednak ocenić, bo obydwie partie pieką niesamowicie, a niełatwo doszukiwać się jakiś niuansów smakowych, gdy usta pali ogień.


Według przepisu papryczki po posypaniu solą należało zostawić w temperaturze pokojowej na dwa tygodnie. Wydawało mi się, że dzięki temu papryczki powinny się jakby ukisić (w końcu kapusta kiszona to też w zasadzie kapusta i sól). U mnie jednak żadna partia  solonych papryk się nie ukisiła, więc  zrezygnowałam z pozostawiania słoika w cieple i umieszczam je od razu w lodówce.

Przepis, jak napisałam wyżej, znalazłam w internecie (tutaj), a oryginalnie pochodzi z książki Fuchsi Dunlop The Revolutionary Chinese Cookbook. 



poniedziałek, 26 września 2016

kanapka z kapustą kiszoną i awokado

Kilka, może nawet kilkanaście  lat temu pojawiła się moda na kuchnię fusion, czyli łączenie smaków pochodzących z odległych tradycji kulinarnych. Tatar z purée z mango, kapusta kiszona duszona z ananasem, wątróbka  à  la gyros, pęczotto, carpaccio z buraków, to tylko kilka przykładów.
Niektóre  tego typu dania smakują genialnie, inne sprawiają, że wychodzimy z restauracji z mocnym postanowieniem unikania fusion do końca życia. 

Zeszłej zimy, gdy lodówka świeciła pustkami, a ja koniecznie musiałam coś zjeść, zrobiłam sobie kanapkę z tego, co było. Majonez, jakiś ostry sos (to akurat jest u mnie zawsze), kapusta kiszona, awokado i stary chleb. Wyszło nadspodziewanie dobrze - smak kapusty kiszonej i ostrego sosu całkowicie zdominowały awokado, ale podczas jedzenia bardzo przyjemnie było natrafić na  przyjemnie miękkie i kremowe kawałki awokado, miło kontrastujące z pozostałymi zdecydowanymi smakami. 

Nawiasem mówiąc połączenie kapusty i awokado nie jest chyba aż takie dziwne, jak mi się na początku wydawało. W książce La Veganista, autorka podaje przepis na kanapkę z pastą z awokado, wędzonym tofu i kapustą kiszoną.

A koleżanka, która dodała do kapusty kiszonej ananas twierdzi, że to naprawdę bardzo dobrze smakuje.  


sobota, 24 września 2016

domowa pasta chilli (sambal oelek?)

Mam klęskę urodzaju w mojej hodowli papryczek chilli. Chciałam sobie przygotować indonezyjski  sos sambal oelek, wersję domową, ale tu zaczęły się problemy w ustaleniu, jak się go przyrządza. 

Jak zwykle gdy przygotowuję dania pochodzące z miejsc leżących w sporej odległości od Wrocławia, trudno mi ocenić, czy to co mi wychodzi,  to są autentyczne smaki, czy nie.
Nie pasjonuję się podróżami i rzadko kiedy gdzieś wyjeżdżam. Odkąd mam dzieci wyjeżdżam jeszcze rzadziej. Wcale.



Na szczęście dzięki internetowi mogę sobie wynajdywać różne przepisy i cały czas siedzieć we Wrocławiu, jak pan Bóg przykazał. 

Minusem tej sytuacji jest fakt, że nie mogę się pochwalić, że jadałam sambal oelek ukręcony przez stuletnią niepiśmienną wieśniaczkę w moździerzu przekazywanym z pokolenia na pokolenie gdzieś w indonezyjskiej wiosce niezaznaczonej jeszcze na żadnej mapie. 

Za to mogę sobie rozetrzeć w moździerzu papryczki chilli z balkonu (w moim wypadku nawet chiili nie przebyły zbyt długiej drogi), dodać trochę soku z limonki lub cytryny oraz soli i delektować się cudownym połączeniem ostrego z kwaśnym. Nie sądziłam, że dodatek soku cytrynowego może sprawić, że chilli będzie jeszcze lepsze. A jest. 



Taka pasta ze świeżych papryczek smakuje o niebo lepiej niż cokolwiek, co można kupić w sklepie. Nie jestem tylko pewna czy to sambal, czy nie, więc nazwę to sobie domową pastą chili.

Autentyczną wrocławską pastą chilli.

środa, 21 września 2016

racuchy na musie jabłkowym (bez jajek)

Jak co roku jesienią zostaję obdarowana kilogramami niejadalnych jabłek. W tym roku zebrałam kilka dodatkowych kilogramów z własnej działki. Jabłka są kwaśne, pokryte parchatą skórką i najczęściej robaczywe. Oczywiście dzieci nawet ich nie chcą tknąć; ja z mężem czasem się przemożemy i skonsumujemy jakąś lepiej wyglądającą sztukę, ale to, niestety, naszych niechcianych zapasów znacząco nie uszczupla.


Szkoda mi wyrzucić tyle jabłek, więc co roku próbuję znaleźć jakiś sposób na ich wykorzystanie. Miałam produkować cydr, ale na szumnych planach się skończyło, może spróbuję w przyszłym roku.

Ratunkiem w tej sytuacji okazały się wegańskie wypieki, w których zamiast jajek i masła często stosuje się owocowe przeciery:  z dyni, bananów, słodkich ziemniaków, i oczywiście jabłek. Przerobiłam więc te jabłka na mus owocowy, zawekowałam w słoiczkach i zaczęłam szukać przepisów i inspiracji.


I tak oto natrafiłam na cudowny przepis na placuszki  na musie jabłkowym. Racuchy wyszły doskonałe - bez problemu dopiekają się w środku (dopieczony środek to wcale nie taka oczywista sprawa w wegańskich słodyczach), są łatwe do przyrządzenie (jeśli mamy gotowy mus jabłkowy), a przede wszystkim są przepyszne.  

Składniki podane są w szklankach - zazwyczaj wolę podać ilość składników w gramach, ale te racuchy przyrządzałam już kilkakrotnie, późniejsze partie zupełnie "na oko" i zawsze się udawały. Należy jedynie uważać na konsystencję musu jabłkowego - mój jest dosyć gęsty, zrobiony bez dodatku wody. 




sobota, 17 września 2016

luksusowa pasta fasolowa z orzechami i grzybami

W pewien suchy, ciepły dzień, jakich ostatnio nie brakowało, wybrałam się z córkami na działkę, żeby zebrać fasolę. Nie znam gatunku tej fasoli, nasiona dostałam od ciotki, która uprawia ją od wielu lat, a wcześniej uprawiała ją moja babcia. I nie da się nie zauważyć przewagi lokalnych gatunków roślin nad tymi pochodzącymi z nasion zakupionych w sklepach ogrodniczych. Fasola rosła "sama" - bez podlewania, bez nawozów, bez oprysków i dała piękny plon - ot doskonałe przystosowanie do warunków lokalnych w wyniku naturalnej selekcji. Warunki to mniej więcej lokalne, ciotka i babcia uprawiały tę fasolę jakieś dwieście pięćdziesiąt kilometrów od mojej działki. 


W przyszłym roku zamierzam posadzić znacznie więcej tej fasoli, więc większość ziaren muszę zachować na siew. Z tej części, która mi została do jedzenia mogę sobie przygotować luksusową pastę fasolową. W końcu tak doskonała fasola wymaga  luksusowej oprawy. 


niedziela, 11 września 2016

wegański kebab

Jako że fanka mięsa nigdy nie byłam, z kebabów (albo przynajmniej z tego co w Polsce za kebab uchodzi) najbardziej lubiłam zapach przypraw przenikający lokal, ostry sos, cebulę z sumakiem i last but not least frytki. 
Na szczęście mogę to wszystko mieć bez potrzeby użycia mięsa. Zamiast dodawać aromatyczne przyprawy do mięsa, mogę dodać je do kaszy bulgur i orzechów i uzyskać podobny efekt. Nie będę  twierdzić, że brak mięsa jest zupełnie nie do zauważenia, ale taki kebab smakuje naprawdę nieźle. Przepis na niego pochodzi ze strony Sule's kitchen i w zasadzie jest to przepis na wegański tatar, ja jednak zdecydowałam się ten "tatar" usmażyć i w ten sposób wyszedł mi wegański şiş kebab.


środa, 7 września 2016

czekoladowe ciasto z cukinią ze śliwkami (wegańskie)

Zdaję sobie sprawę, że w blogosferze krąży niezliczona ilość przepisów na czekoladowe ciasto z cukinią, więc przepis na kolejne może wydawać się zupełnie niepotrzebny. Jednak z ilu tych przepisów można upiec ciasto lekkie, wilgotne, intensywnie czekoladowe, bez wyczuwalnych kawałków cukinii, szybkie do zrobienia w dodatku ze śliwkami i  wegańskie? Myślę, że na takie ciasto nie ma już zbyt wielu przepisów. Ja jednak miałam szczęście i w morzu przeciętnych receptur udało mi się znaleźć taką oto perełkę:



sobota, 3 września 2016

kruche ciasto na oleju kokosowym (wegańskie)


Wegańskie pieczenie łatwe nie jest, ale lubię podejmować to wyzwanie, bo tradycyjne pieczenie nawet w połowie nie jest takie ekscytujące. I chociaż często wegańskie wypieki wyglądają tak: 



to od czasu do czasu udaje się upiec coś naprawdę wyjątkowego. A wtedy satysfakcja jest nieporównywalna do tej towarzyszącej tradycyjnym wypiekom. 



Zamiast tradycyjnego masła użyłam "masła", które przygotowałam sama na bazie oleju kokosowego. Świetnie sprawdziło się przy wyrobie ciasta kruchego, trudno taki wypiek odróżnić od tego tradycyjnego. Brakuje mu może trochę maślanego zapachu, ale poza tym jeśli chodzi o kruchą strukturę ciasta, nie ma żadnej różnicy. Szczerze mówiąc sama zdziwiłam się, że aż tak bardzo się udało. Przepis na to ciasto znalazłam na stronie veganbaking.net - można tam przeczytać wiele na temat procesów chemicznych zachodzących podczas pieczenia.  Poniższy przepis lekko zmodyfikowałam - chciałam upiec ciasto z dżemem i kruszonką, do tego nie miałam wszystkich składników.


12.11.2016. Od czasu opublikowania tego przepisu próbowałam kilkakrotnie upiec kruche ciasto na samym oleju kokosowym, bez dodatkowego przygotowania "masła". Efekty nie były jednak tak dobre, widocznie to "masło" lepiej naśladuje tradycyjne masło, które zawiera przecież ok. 80% tłuszczu, a pozostałą cześć stanowi woda i niewielkie ilości innych składników (olej kokosowy to sam tłuszcz).

15.11.2017. Jeśli macie ochotę na pyszna szarlotkę przygotowaną na tym kruchym cieście, przepis znajdziecie tutaj.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...