środa, 14 grudnia 2016

sześć miesięcy na działce 2

Część pierwsza tutaj.


KWIATKI, BRATKI

bukiet letni

Wybór kwiatów do mojego ogrodu był czysto sentymentalny - po prostu miałam w głowie obraz wiejskiego ogródka z dzieciństwa  i musiałam go odtworzyć, aby ogród był ogrodem. Stąd na działce pojawiły się aksamitki (śmierdziuchy), cynie, kosmosy (pająki), lwie paszcze, nagietki, nasturcje. Posadziłyśmy też bratki, które córki dostały od babci. Samoistnie pojawiły się rudbekie i jakieś  niebieskie kwiatki.


Później okazało się, że jest to wybór słuszny ze względów praktycznych i ekologicznych. Po pierwsze moje kwiatki rosły  bez żadnych problemów i kwitły przez długi czas pomimo, że w ogóle o nie nie dbałam (w końcu skupiałam się na warzywach). Po drugie okazało się, że są to kwiaty przywabiające motyle i różne pożyteczne owady. Po trzecie były według mojej subiektywnej oceny piękne. Po czwarte są tradycyjnym elementem polskiego krajobrazu wiejskiego, który znika w tempie ekspresowym. Chciałoby się rzec, że są to polskie  kwiaty wyklęte z nowomodnych ogrodów przez iglaki, różowe migdałki na pniu, trawy i trawniki. Przy moim stylu upraw, warunkach lokalnych były to właściwe kwiatki na właściwym miejscu. W przyszłym roku będzie ich jeszcze więcej, mam na nie pewien pomysł...

rudbekie samosiejki

Przez całe lato pod płotem rosły jakieś zielone krzaki, których nie chciało mi się wyrywać. Zielone krzaki zakwitły w październiku.
bukiet jesienny łudząco podobny do letniego


IGLAKI
Lubię iglaki w lasach iglastych. Lub mieszanych. Moja działka nie jest lasem iglastym ani mieszanym, więc akurat w tym miejscu ich widok jest dla mnie przykry i  niepożądany. Niestety wraz z zakupem działki zostałam właścicielką jednego iglaka, którego wycięcie, w przeciwieństwie do wycięcia Puszczy Białowieskiej, może spotkać się z oporem władz. Rzeczony iglak to bożonarodzeniowa choinka, która była ozdobą świąt w latach dziewięćdziesiątych u poprzedniego właściciela działki. Nazywamy go "sosna". W przeciwieństwie do drzewek owocowych trzyma się świetnie. W przeciwieństwie do orzecha włoskiego, pod "sosną" naprawdę nic nie rośnie. Postanowiłam więc urządzić w tym miejscu wrzosowisko, bo pamiętam z dzieciństwa, że wrzosy rosły w lasach iglastych. Nie wiem czy "sosna" da radę zastąpić las iglasty, ale przekonam się w przyszłym roku  - mam nadzieję, że posadzone wrzosy przetrwają.


INSPIRACJE
Początkowo chciałam opisać dokładnie jakie metody uprawy stosuję na działce, ale temat jest zbyt szeroki, żeby go ując w ramy lekkiego postu na blogu. Zamiast tego wymienię kilka źródła wiedzy i inspiracji, z których korzystałam. Jak wspominałam wcześniej ogrodnictwo to na razie jeden wielki eksperyment, mnóstwo błędów i mnóstwo zapału, więc korzystam z porad zawartych w tych źródłach w sposób wyrywkowy i przypadkowy. Są to jednak pozycje, które potwierdzają mój pogląd, że rolnictwo ekologiczne jest fajne, a konwencjonalne niefajne. A jak wiadomo, wszyscy lubimy utwierdzać się w przekonaniu, że mamy rację.

1. Film pt. Rozwiązania lokalne na globalny bałagan (Solutions locales pour un désordre global) Dla mnie ten film był objawieniem, może dlatego, że wcześniej w ogóle nie zastanawiałam się nad problemami rolnictwa. Ten film otwiera oczy na wiele problemów związanych z produkcją żywności - na pazerność międzynarodowych koncernów za sprawą których rolnicy tracą niezależność i w konsekwencji bankrutują, na niszczenie środowiska naturalnego,  na skażenie żywności środkami chemicznymi. Nie jest to jednak film nastrajający tylko pesymistycznie. Jak sugeruje tytuł, przedstawione są pewne rozwiązania zaistniałej sytuacji. A do tego Pan Gleboznawca skradł moje serce - quelle passion ! Film można obejrzeć tutaj

2. Masanobu Fukoka Rewolucja źdźbła słomy (The One Straw Revolution)
Jedna z pierwszych książek dotycząca naturalnego rolnictwa, podwalina współczesnej permakultury. Częściej niż praktyczne rady jak powstrzymać plagę przędziorków, możemy w niej znaleźć stwierdzenia typu: „Ostatecznym celem rolnictwa  nie jest sadzenie roślin, ale doskonalenie ludzi i podnoszenie ich świadomości.” Praktyczne rady dotyczącą głównie uprawy zbóż i hodowli mandarynek w Japonii, ale wbrew pozorom wiele elementów tego rolnictwa możemy przenieść do warzywnika nad Wisłą. 

3. Ken Thompson: Z uchem przy ziemi (An ear to the ground)  Tym razem bez rozważań natury ogólnej. Jest za to ciekawie i przystępnie podana wiedza naukowa i duża dawka poczucia humoru. Znowu nie jest to typowy poradnik ogrodniczy, ale wciągająca książka o roślinach. Tej zimy zamierzam zamówić sobie jeszcze The Sceptical Gardner.

4. Justyna Rymoń Lipińska Zamień nawłocie na malwy przy płocie: O roślinach rodzimych i inwazyjnych. I mam problem - okazuje się, że popularna róża pomarszczona (Rosa rugosa), z której płatków wytwarza się przepyszne, tradycyjne konfitury jest gatunkiem inwazyjnym i należałoby ją usuwać zarówno z ogrodów, jak i dzikich stanowisk. Ale, ale, co w wtedy z konfiturami, ja się pytam? Do przeczytania tutaj

5. Justyna Rymoń Lipińska Tradycyjne ogrody przyjazne naturze i krajobrazom: Garść bardzo przydatnych podstawowych informacji, do przeczytania tutaj.

6. Blog Niepodlewam: prawdziwa skarbnica wiedzy praktycznej

PLUSY DODATNIE I PLUSY UJEMNE

Nie da się ukryć, że pewne działkowe przedsięwzięcia wyszły lepiej, a inne gorzej. Sukcesami będę się oczywiście napawać, ale żeby nie smucić się za bardzo porażkami, nazwę je sobie plusami ujemnymi.

Oto lista plusów dodatnich:

Ostra papryka cayenne: Rosła bez problemów, nie imały się jej żadne szkodniki. Ci którzy nie lubią pikantnych smaków też twierdzili, że by jej nie ruszyli. Pięknie owocowała, krzaczki czerwieniły się z oddali.  Zawsze lubiłam ostrą paprykę, ale tego lata jadłam ją w ilościach hurtowych, praktycznie do każdego posiłku oprócz deseru. A im więcej jej jadłam, tym więcej potrzebowałam. W przyszłym roku posadzę ją znowu, do tego jeszcze super ostre habanero. I poeksperymentuję ze słodką papryką, bo widziałam, że innym działkowcom pięknie rosła.



Ogórki: Posiałam je 8 maja, na początku trochę podlewałam, wyrwałam parę chwastów, a potem rozrastające się krzaczki ogórków zagłuszyły chwasty i dawały sobie radę bez mojego podlewania. Na początku lipca zaczęłam zbierać  zdrowe ogórki, które, w przeciwieństwie do tych zapamiętanych z dzieciństwa, nie miały w sobie śladu goryczy. Ogórki zjedliśmy, trochę zakisiłam. Żałowałam tylko, że posiałam ich tak mało, bo ich uprawa była całkowicie bezproblemowa, szczególnie w porównaniu do uprawy pomidorów. Zdaję sobie sprawę, że miałam trochę szczęścia - padało wtedy kiedy miało padać, a kiedy potrzeba było słońca, słońce wychodziło zza chmur.

A w ogórkach rósł ogórecznik


Rukola: Naprawdę nie rozumiem skąd te ceny rukoli, skoro rośnie bujnie i dziko w każdych warunkach niczym chwast. Na zdjęciu poniżej rukola, która pomimo ciągłego obrywania listków rozrosła się. Wygląda trochę dziwnie, ale ten wiecheć to naprawdę rukola. Poniżej zdjęcie rukoli, która rosła pod orzechem włoskim (dla niewtajemniczonych: podobno pod orzechem włoskim nic nie rośnie) - stan z końca listopada, gdy już było zdecydowanie chłodno.


rukola, która "wyrosła sama", zdjęcie z 26 listopada


Poziomki: Niektóre poziomki miały tak skoncentrowany smak i intensywny aromat, że wydawały się raczej wytworem przemysłu spożywczego niż natury. Owocowały obficie przez długi czas i to w pierwszym roku "plantacji". A plantacja założona w pobliżu orzecha włoskiego, pod którym, jak wspominałam wcześniej, nic nie rośnie. Do tego zupełnie naturalnie użyłam frazy tam gdzie rosną poziomki, nie jako cytatu, ale informując moją córkę,  gdzie zostawiła wiaderko.



zdjęcie zrobione 29 października 2016 r


Plusy ujemne:
Kalafiory romanesco: Kalafiory były, ale ich nie było. Urosły im piękne liście, ale żaden nie zawiązał róży. Chciałam zjeść same liście (zjadanie różnych naci, liści i skórek staje się modne), ale gdy ja czekałam z nadzieją w sercu na zawiązek choćby najmniejszej nawet główki, jakieś larwy poobgryzały liście. Więc ani kalafiorów, ani liści.

Kolorowa marchew: Nie wykiełkowała, ale całą winę mogę przypisać tylko sobie - zapomniałam, że tę marchew posiałam, a jak sobie przypomniałam, że ją posiałam, to nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. A że akurat było dosyć sucho, nie miała jak wykiełkować. Ostatecznie wyrosły dwie marchwie. Akurat obie były żółte. Lepszy rydz niż nic.



Seler bulwiasty: Patrz casus kalafiorów romanesco: seler bulwiasty miał piękne liście, ale nie wytworzył bulwy. Ani jeden seler, ani jednej bulwy. Na szczęście żadne paskudztwo nie obgryzło mi liści, więc miałam ich pod dostatkiem.

Śliwa: Plon -  jedna śliwka. The rest is silence.



Kosmos (onętek): Rozrósł się wyżej niż ja sama, ale zaczął kwitnąć dopiero w październiku. A zaraz potem złamała go wichura.

29 sierpnia i ani jednego kwiatka


22 października i pierwsze kwiaty


DONICZKI TORFOWE

Nigdy więcej. Nie wiem dlaczego wyszło jak wyszło, w internecie wyczytałam, że ludzie byli z nich zadowoleni. Poniżej papryka wyrosła z tych samych nasion, w tych samych warunkach, posadzonych do tej samej ziemi, w tym samym czasie. Jedyną zmienna był rodzaj doniczki. 


SEN ZIMOWY

Co robi działkowiec w długie zimowe wieczory? Prostuje  plecy przygarbione podczas pielenia, wyskrobuje brud zza paznokci, czyta książki o ogrodnictwie, analizuje błędy i planuje. Zbiera siły na kolejny sezon. Do zobaczenia wiosną na działce!

między rajem a śmietnikiem





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...