środa, 15 listopada 2017

weganizm to za mało (część II: o rolnictwie weganicznym)

W poprzednim poście pisałam o rolnictwie konwencjonalnym i ekologicznym. Czy jednak rolnictwo ekologiczne jest takie dobre z wegańskiego punktu widzenia?


Wyobraźmy sobie świat, w którym spełnił się wegański sen: nikt nie je zwierząt ani żadnych produktów odzwierzęcych. Nie ma kur stłoczonych w ciasnych klatkach, nie ma świń w malutkich  boksach, hodowcy drobiu i trzody chlewnej porzucili swe okrutne biznesy i zajęli się uprawą soi. Nie ma hodowli zwierzą, nie ma cierpienia zwierząt i … nie ma obornika. A obornik to podstawowy nawóz w rolnictwie ekologicznym. Trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek naturalne rolnictwo bez jego udziału. *

Więc może jednak dobry weganin powinien korzystać z nawozów sztucznych? Co jednak począć z faktem, że one nie tylko szkodzą naszemu zdrowiu, ale mają również destrukcyjny wpływ na stan gleb, a przez to całego środowiska naturalnego, w tym zwierząt. Negatywne efekty stosowania nawozów sztucznych to temat rzeka, nie będę się tutaj o tym rozpisywać, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że to nie jest dobre rozwiązanie.

*   *   *

Zrezygnować z nawożenia ziemi się nie da. Mamy tu dwa sposoby: możemy używać nawozów sztucznych albo nawozów naturalnych. Czy jest więc jakiś sposób aby weganin mógł jeść rośliny nie szkodząc przy tym zwierzętom?
Oczywiście że tak, jest  trzecia droga i nazywa się ona rolnictwo weganiczne (czyli wegańskie i organiczne). Do użyźniania gleby wykorzystuje się tutaj poplony, gnojówki roślinne i kompost. Więcej na ten temat można przeczytać na przykład na tej stronie.

gnojówka roślinna z bzu czarnego


Niestety, w moim odczuciu rolnictwo weganiczne na szerszą skalę, pozostaje na razie w sferze fantazji.  Nie ma co marzyć o rolnictwie weganicznym, gdy rolnictwo ekologiczne ledwo raczkuje - niby mamy coraz więcej ekologicznych produktów w sklepach, ale to ciągle minimalny odsetek w skali wszystkich upraw. A uprawa roślin metodami weganicznymi jest jeszcze trudniejsza, a rynek zbytu zdecydowanie mniejszy.

*   *   *

Trochę się zajęłam ogrodnictwem weganicznym na swojej działce, ale z na razie z marnym skutkiem. Plony są o wiele mniejsze, a nakłady pracy nieporównywalnie większe niż przy nawożeniu obornikiem. W tym roku zaczęłam wypróbowywać nową metodę użyźniania gleby, miejmy nadzieję, że okaże się przynajmniej częściowo tak skuteczna jak obornik. Aby zabrzmieć bardziej optymistycznie wspomnę, że znalazłam w internecie relacje osób, które z powodzeniem stosowały weganiczne metody uprawy ziemi. Tak czy siak rolnictwo weganiczne na masową skalę, jest nierealane, przynajmniej w najbliższym czasie. W tej sytuacji przeciętny weganin musi wybierać pomiędzy niszczącym środowisko rolnictwem konwencjonalnym a korzystającym z obornika i resztek poubojowych rolnictwem ekologicznym. Albo zacząć samemu uprawiać ziemię ;).

*   *   *

Na zakończenie chciałam jeszcze wspomnieć o pszczołach miodnych, którym poświęciłam poprzedni bardzo długi post (tutaj). Ponownie wyobraźmy sobie świat, w którym wszyscy ludzie to weganie. Nikt nie je  miodu, nie ma więc hodowli pszczół. A skoro nie ma hodowli pszczół, to nie ma pszczół. Jest wiosna, potem lato, kwitną kwiaty różnych roślin hodowlanych… Przypomnę, że nie ma pszczół. Co się więc dzieje z tymi kwiatami? Nie zostają zapylone, a więc za kilka miesięcy nie będzie owoców i warzyw. A w zasadzie będzie ich o wiele mniej, bo część kwiatów zostanie zapylona przez dzikie zapylacze. Tylko jakaś część, bo populacja dzikich owadów zapylających też się w ostatnich latach zmniejszyła. Bez pszczół hodowlanych nie ma skutecznego zapylania, bez zapylania nie ma większości owoców i warzyw, czyli nie ma jedzenia.

*   *   *

Tak więc kolejny raz okazuje się, że weganizm, jakkolwiek słuszny, nie jest wystarczający i aby skutecznie poprawić los zwierząt (nie tylko tych hodowlanych) trzeba szukać innych rozwiązań.



*Są jeszcze dobre nawozy z resztek poubojowych - jeśli zwierzęta były hodowane w sposób ekologiczny, to takie nawozy też będą ekologiczne, ale to raczej wegan też nie urządza. 

wtorek, 14 listopada 2017

ciasteczka owsiane na musie dyniowym (bardzo cytrynowe)

Dziś zweganizowana wersja ciasteczek owsianych ze znanego wszystkim bloga Moje Wypieki. Zamiast żółtka dałam zmielone siemię lniane wymieszane z wodą, ale mam wrażenie, że można by spokojnie to siemię pominąć i  i tak ciastka by się nie rozpadały. Masło wymieniłam na olej, a z lukru w ogóle zrezygnowałam - nic on ciekawego smakowo nie wnosi, sprawia tylko, że ciasteczka wyglądają ładniej. Zdecydowałam się też użyć skórki cytrynowej zamiast cynamonu, bo znudziło mi się to ciągłe doprawianie ciast na musie dyniowym cynamonem i innymi przyprawami korzennymi. Jeśli lubicie tego typu ciastka owsiane, polecam jeszcze te na musie bananowym (przepis tutaj). 




niedziela, 5 listopada 2017

weganizm to za mało? (część I)

Czy można być weganinem i jednocześnie przyczyniać się do cierpienia i śmierci zwierząt? Weganizm to styl życia, który  ma przecież zapobiegać takim sytuacjom. Sama nie jem żadnego mięsa, a moja dieta jest w około 90% wegańska, ale mimo to naszły mnie wątpliwości, czy to wystarczy (i nie chodzi tu o te 10% diety). Nie chcę krytykować wegan, bo weganizm w takim świecie, w jakim żyjemy, jest ideą słuszną, ale nie wydaje mi się, żeby sam weganizm był wystarczający. Mam też wrażenie, że życie zgodne z zasadami weganizmu czasem może przynosić efekty przeciwne do zamierzonych, tj. przyczyniać się do cierpienia zwierząt.





owady zapylające i rolnictwo konwencjonalne:


Weganie nie jedzą miodu, bo jest to produkt odzwierzęcy, a hodowla krzywdzi  pszczoły.  A jednak większość wegan nieświadomie przyczynia się do wymierania pszczół i innych owadów zapylających. Jak?



Spójrzmy na problem z nieco szerszej perspektywy niż jedzenie bądź niejedzenie miodu. Weganie (i, gwoli sprawiedliwości, nieweganie) przyczyniają się do wymierania pszczół i innych owadów zapylających, bo kupują owoce i warzywa pochodzące z rolnictwa konwencjonalnego. A w rolnictwie konwencjonalnym stosuje się tzw. "środki ochrony roślin" (insektycydy, fungicydy, herbicydy, itd.), które są niezwykle toksyczne dla pszczół miodnych (oraz dzikich zapylaczy) i stanowią dla nich jedno z największych zagrożeń. Wymieranie pszczół staje się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem, za którym najprawdopodobniej nie stoi jedna przyczyna, ale cały ich szereg: nowoczesne rolnictwo (chodzi tu nie tylko o pestycydy), zmiany klimatyczne, rozprzestrzenianie się chorób pszczół, zanieczyszczenie środowiska itd. W różnych rejonach świata wymieranie pszczół osiąga różne rozmiary: od Chin, gdzie w niektórych prowincjach te owady całkowicie wyginęły, do Polski, gdzie sytuacja na razie nie jest zła (wg. danych Zakładu Pszczelnictwa w Puławach liczba rodzin pszczelich w 2016 r wzrosła o 4,1%). Coraz częściej jednak słyszymy o zatruciach pszczół na skutek kontaktu z pestycydami. Przywołać tu można choćby przykład Przyczyny Dolnej koło Wschowy, gdzie w roku 2014 w ciągu jednej nocy padło pięć milionów pszczół na skutek zatrucia pestycydem do zwalczania stonki ziemniaczanej (więcej informacji tu i tu). Według danych z Zakładu Pszczelnictwa w Puławach w roku 2016 w całej Polsce 630 rodzin pszczelich uległo ostremu zatruciu, a prawie 7 tysięcy rodzin podtruciu. Dane te dotyczą tylko pszczół hodowlanych, nie wiemy ile dzikich owadów zapylających (np. trzmieli, pszczół samotnic, motyli czy kilku tysięcy gatunków muchówek) wymarło na skutek stosowania pestycydów
Są oczywiście tacy, którzy twierdzą, że wymieranie pszczół to wymysł ekologów, a badania naukowe nie dają jednoznacznych odpowiedzi co do przyczyn ginięcia pszczół. Badania naukowe badaniami naukowymi, ale jeśli o wymieraniu pszczół na skutek stosowania pestycydów informuje nas jednocześnie TVN (tu) i Radio Maryja (tu), to ja w to wierzę.  Żarty jednak na bok, wróćmy do tematu.





Tak jak napisałam wyżej, stosowanie środków ochrony roślin nie jest jedyną przyczyną ginięcia pszczół. Jest to jednak jedyny czynnik, na który mamy ogromny wpływ, dokonując wyborów podczas codziennych zakupów. Sprawa jest banalnie prosta: kupując ekologiczne warzywa i owoce przyczyniamy się do dobrostanu pszczół i innych owadów zapylających, kupując produkty rolnictwa przemysłowego przyczyniamy się do ich wymierania. Żadnemu weganinowi nie trzeba uświadamiać, że współczesna przemysłowa hodowla zwierząt to biznes nastawiony jedynie na maksymalny zysk kosztem zwierząt i środowiska naturalnego. Nadszedł jednak czas uświadomić sobie, że współczesne rolnictwo przemysłowe to biznes nastawiony jedynie na maksymalny zysk kosztem zwierząt i środowiska naturalnego.

*   *   *

ekologia dla naiwnych ?

W tak zwanym realu najczęstszą reakcja na moje sugestie, że lepiej kupować produkty rolnictwa ekologicznego, jest argument, że "to całe eko" to jedna wielka ściema i rolnicy tak naprawdę używają takiej samej chemii, a tylko sprzedają te produkty jako ekologiczne (licząc sobie odpowiednio drożej). Trudno mi to ocenić, na pewno oszustwa się zdarzają,  jednak rozwiązaniem nie jest zwrot w stronę produktów rolnictwa przemysłowego, a wymuszenie lepszej kontroli upraw ekologicznych. Wiele osób ma też członków rodziny lub jakieś zaprzyjaźnione osoby mieszkające na wsi, od których biorą ekologiczne owoce i warzywa, tyle że bez certyfikatu. Zdaję sobie też sprawę, że ekologiczne rolnictwo, nie jest do końca takie ekologiczne, ale i tak jest lepszą alternatywą niż rolnictwo przemysłowe. Wróćmy jednak do pszczół:



czy migdały są wegańskie?

Przyjrzyjmy się pszczołom i zapylaniu z jeszcze innej perspektywy. Pszczoły (i inne zapylacze) zapylają różne rośliny, również te hodowlane. W Stanach Zjednoczonych, aby zapylić wielkie plantacje, np. migdałów, rolnicy wynajmują od hodowców pszczół ule wraz z rodzinami pszczelimi w czasie kwitnienia roślin (nazywa się to pszczelarstwo migracyjne). Taki hodowca pszczół podróżuje ze swoimi ulami setki kilometrów od jednych upraw do drugich. Co ciekawe, zyski czerpane z wynajmowania pszczół do zapylania przekraczają zyski ze sprzedaży miodu. Przyjrzyjmy się teraz bliżej pszczelarstwu migracyjnemu. Jako główny problemem takich podróży podaje się rozprzestrzenianie pszczelich wirusów i pasożytów - podróże, zresztą tak jak w przypadku ludzi, po prostu przyczyniają się do rozprzestrzeniania chorób, w efekcie powodując wymieranie pszczół. Oprócz rozprzestrzeniania chorób częste zmiany miejsca pobytu wywołują u pszczół duży stres i obniżają ich odporność, zwiększając tym samym podatność na choroby.
To nie wszystko - pszczoły, zapylając ogromne uprawy roślin jednego gatunku, odżywiają się pyłkiem tylko z tych roślin. Taka uboga dieta powoduje u pszczół niedożywienie, a w konsekwencji  osłabia ich odporność i pośrednio przyczynia się do ich wymierania. I znowu wracamy do zagadnienia rolnictwa przemysłowego, którego jedną z cech jest właśnie monokulturowość, czyli uprawa niewielu gatunków roślin na ogromnych obszarach. Zanik bioróżnorodności przyczynia się do wymierania wielu gatunków zwierząt, ale to już temat znacznie wykraczający poza ramy mojego posta. Złośliwie tylko wspomnę, że tak często spożywana przez wegan soja, często pochodzi właśnie z takich monokulturowych upraw.



Czy w takim wypadku migdały i inne plony pochodzące z tych upraw są wegańskie? Skoro ich powstanie tak bardzo wiąże się z eksploatacją pszczół hodowlanych, to chyba nie bardzo. Może to tylko moje przypuszczenia, ale mam wrażenie, że robienie sobie wegańskiej fety z migdałów kalifornijskich bardziej zagraża pszczołom niż zakup kilku słoików miodu od polskiego pszczelarza hodującego pszczoły w sposób etyczny. A nie wspomniałam jeszcze nic o śladzie węglowym, jaki pozostawia transport migdałów z Kalifornii do Polski. Czy muszę dodawać, że zatrucie środowiska na skutek takiego transportu też pszczołom nie służy?

*   *   *

Było o wymieraniu pszczół teraz będzie króciutko o wymieraniu ryb, bo coś mocno łączy te dwa problemy. Tak, tak, wspólnym mianownikiem jest rolnictwo przemysłowe. Żaden weganin nie je ryb i na pewno nie chce przyczyniać się do ich zabijania. A jednak kupując produkty rolnictwa przemysłowego przyczynia się do wymierania ryb. Mocne pestycydy użyte do zwalczania szkodników upraw przedostają się do wód i tam powodują ginięcie ryb. Oczywiście nie ma tu bezpośredniej zależności przyczynowo-skutkowej i dlatego problem łatwo przeoczyć. Trudno udowodnić, że akurat dany pestycyd użyty przy uprawie marchewki, która teraz leży na moim talerzu, spowoduje śmierć jakiejś konkretnej ryby. A jednak jest ogromna zależność między wymywaniem pestycydów do wód a śmiercią organizmów wodnych.


*   *   *

Na zakończenie chcę powtórzyć, że mój tekst nie ma na celu krytykowania weganizmu - chciałam jedynie pokazać, że ma on swoje ograniczenia i że nie zawsze wystarcza, aby chronić zwierzęta, pomimo najlepszych intencji wegan.
Weganizm to słuszna idea, bo poprawia okrutny los zwierząt hodowlanych, a poprzez ograniczanie hodowli zwierząt poprawia też stan środowiska naturalnego. Jednak środowisku naturalnemu, a tym samym zwierzętom dziko żyjącym, zagraża szereg innych czynników. Wielu wegan nie je produktów zawierających olej palmowy, bo jego pozyskiwanie wiąże się z masową wycinką lasów tropikalnych. i pośrednio wymieraniem orangutanów. Trzeba zdać sobie sprawę, że produkcja rolna w Polsce i na całym świecie też przyczynia się w mniejszym lub większym stopniu do niszczenie środowiska naturalnego. 




Niektóre ze źródeł, z których korzystałam:

1.  Jacobsen Rowan: Fruitless Fall: The Collapse of the Honey Bee and the Coming Agricultural Crisis
2. Todd Datz: Use of Common Pesticide Linked to Bee Colony Collapse
3.  Wasim Aktar, Dwaipayan Sengupta, Ashim Chowdhury: Impact of pesticides use in agriculture:       
their benefits and hazards
4. Semkiw, Piotr: Sektor pszczelarski w Polsce w 2016 roku



niedziela, 29 października 2017

bouktouf - algierska zupa z warzyw

Prosta zupa z niewyszukanych składników, która smakuje zaskakująco dobrze. Czego chcieć więcej?
Przepis oryginalny znajduje się tutaj, poniżej podaję przepis z moimi modyfikacjami.



poniedziałek, 23 października 2017

granola pigwowa

Granola pigwowa to mój pomysł na wykorzystanie pigw pozostałych z produkcji tej galaretki z pigwy. Szczerze mówiąc nie kupowałabym specjalnie pigw, żeby zrobić tę granolę, jeśli jednak zostanie nam pulpa po przygotowaniu galaretki lub mamy klęskę urodzaju na drzewku pigwowym, można w ten sposób zużytkować nadmiar owoców. Smak pigwy w tej granoli jest tylko minimalnie wyczuwalny, ale zmiksowane owoce ładnie sklejają płatki. 

Pulpę z pigw możemy użyć też w ciastach zamiennie z musem dyniowym. W smaku praktycznie nie ma różnicy, jednak konsystencja ciasta jest bardziej ziarnista (w końcu pigwa ma taką  lekko ziarnistą strukturę).


piątek, 20 października 2017

kiszona cukinia

Ostatnio dostałam ogromną cukinię. O taką:


Bardziej przypominała pocisk artyleryjski niż normalne warzywo, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, cukinię wzięłam. Zaczęłam się zastanawiać co tu z nią zrobić: placki, zupę, ciasto? W zasadzie moglibyśmy przez tydzień odżywiać się tylko tą cukinią, ale na taki plan nie było chętnych. Nie pozostało mi nic innego jak zakisić cukiniowego potwora.

Kisić można w zasadzie wszystko, tylko nie zawsze efekt przypadnie nam do gustu. Ja na przykład nie przepadam za kiszonymi pomidorami czy jabłkami. A jak smakuje kiszona cukinia? Jest to warzywo, które tak jak ogórek należy do rodziny dyniowatych, w zasadzie wygląda jak ogórek i ukiszone smakuje też bardzo podobnie do kiszonych ogórków. Ma inną konsystencję, ale w smaku jest chyba nie do odróżnienia. Mimo to moje dzieci, które ogórki kiszone lubią, kiszonej cukinii już jeść nie chcą. Dlatego najczęściej dodaję ją drobno pokrojoną do sałatek, do których normalnie dodałabym ogórki kiszone. Nie wiem czy da się zrobić zupę ogórkową z kiszonej cukinii, pewnie  za jakiś czas spróbuję. 

Cukinię kisimy dokładnie tak samo jak ogórki. Jeśli mamy swój ulubiony przepis na ogórki kiszone, śmiało zastosujmy go do cukinii. A jeśli nie, skorzystajmy z poniższego przepisu.



wtorek, 17 października 2017

prosta zupa z zielonek (gąsek zielonych)

Sezon na zielonki w pełni, czas więc na szybką zupę z tymi grzybami. Przygotowuje się ja błyskawicznie, tylko przedtem trzeba porządnie wyczyścić zielonki z piachu, w którym rosły. A to już trochę czasu zajmuje. 
My najczęściej jemy taką zupę z makaronem, ale można podać ją również z ziemniakami. Taka zupa nie ma w ogóle tłuszczu, więc po ugotowaniu można dodać do niej śmietany (tak je mój mąż). Ja wolę wersję z dodatkiem tymianku i odrobiny roztartego czosnku wymieszanego z oliwą.



piątek, 13 października 2017

domowy bulion "drobiowy" w proszku (zamiast kostek rosołowych)

Z kostkami rosołowymi i innymi vegetami jest tak: każdy twierdzi, że to sama chemia, że nie ma jak domowy rosół z wiejskiego kurczaka i własnoręcznie wyhodowanych warzyw, ale wszyscy coś do tych domowych rosołków sypią, bo wtedy smakuje lepiej. Szczególnie starsze panie. W moim otoczeniu zauważyłam, że to raczej młodzi mają większą świadomość szkodliwości tego typu dodatków niż starsze pokolenie. Ja się jednak tym starszym paniom wcale nie dziwię, bo sama lubię mocny, intensywny aromat kostki rosołowej (aczkolwiek takiej z wyższej półki, bio i w ogóle). Może jest to wbrew kulinarnej i zdrowotnej poprawności politycznej, może moje kubki smakowe są prymitywne, ale jest jak jest. Lubię smak kostki rosołowej. A do tego ta łatwość w zastosowaniu, ta oszczędność czasu… 

Jak to w życiu bywa nie ma nic za darmo - takie kostki zdrowe nie są, nawet te bio. W związku z tym podjęłam męczące próby gotowania domowych wywarów warzywnych, a gdy jeszcze jadłam mięso, to i rosołu. O ile da się jeszcze zrobić w miarę dobry rosół bez chemii (choć nie jest to takie proste!), o tyle buliony warzywne wychodzą na ogół słabe. Nie wiem, może to  ja nie potrafię ugotować dobrego wywaru warzywnego, może inni są bardziej utalentowani. A może to znowu moje prymitywne kubki smakowe zmasakrowane chemią nie doceniają smaku natury. Jak dla mnie moje warzywne wywary smakują  zawsze płasko i bez wyrazu i nie umywają  się, niestety, do jakiejkolwiek kostki rosołowej. 

A wypróbowałam wiele przepisów, również tych z najpopularniejszych  blogów wegańskich. Piekłam włoszczyznę w piekarniku, opalałam cebule nad gazem, używałam ekologicznych warzyw. I ciągle efekt był mizerny. Do tego pojawił się jeszcze jeden problem - doszłam do wniosku, że nawet jeśli mój bulion warzywny smakowałby zadowalająco, to jego ugotowanie zajmuje bardzo dużo czasu. Mogłabym go przygotować okazjonalnie, ale przy gotowaniu zupy średnio co drugi dzień, nie ma na to szans. Zaczęłam gotować zupy na wodzie, z dużą ilością ziół i czasem to się sprawdzało. Od czasu do czasu używam picady, która jest przepyszna, ale trochę pracochłonna.

W końcu natknęłam się na ten przepis na wegański bulion wołowy instant. Szok - mieszam kilka przypraw, zagotowuję z wodą i uzyskuję lepszy smak niż w przypadku długogotowanych wywarów warzywnych. Ten bulion jest trochę ostry, smak wołowiny jest bardzo hmm... arbitralny, ale jak dla mnie jest przepyszny. 

Idąc za ciosem  zabrałam się za opracowanie podobnego przepisu, tyle że w wersji drobiowej. Bazę stanowił ten przepis, ale wprowadziłam trochę modyfikacji. Taki bulion smakuje jak dobra kostka rosołowa, ale nie zawiera szkodliwych składników. Jest szybki w przygotowaniu i można go długo przechowywać.  Ja wyczuwam w nim nuty pieczonego kurczaka, ale nie należy mi na sto procent wierzyć, bo nie jem mięsa już od trzech lat i nie pamiętam jak smakuje pieczony kurczak. Uwielbiam ten bulion jako wegańską alternatywę rosołu. Nie jest to może zbyt zdrowe danie, bo brakuje tu składników odżywczych, ale nie jest też niezdrowe. Tak mi się przynajmniej wydaje. W każdym razie jestem bardzo zadowolona z tego bulionu w proszku - stanowi świetny kompromis między naładowaną chemią kostka rosołową a pracochłonnym wywarem warzywnym lub drobiowym.



piątek, 6 października 2017

gofry dyniowe bez jajek (wegańskie)

Dwa lata temu opublikowałam przepis na gofry dyniowe z jajkami, teraz przyszedł czas na ich wegańską wersję, która jest chyba nawet lepsza niż wersja z jajkami. A to w sumie rzadki przypadek, żeby zweganizowane danie było lepsze niż oryginał. Trzeba tylko pamiętać, że gofry dyniowe, z jajkami lub bez, nigdy nie będą lekkie jak chmurka, mają bardziej "ciastowatą" konsystencję. 

Do gofrów wegańskich nie dodawałam typowych przypraw dodawanych do dyniowych słodkości takich jak cynamon, goździki czy imbir, ale można je oczywiście dodać, jeśli chcemy. 


czwartek, 28 września 2017

hummus z grochu

Ostatnio zrobiłam sobie hummus z grochu. Tradycyjny hummus wytwarzany jest oczywiście z ciecierzycy, smakuje rewelacyjnie, po co więc robić go z grochu? Dlaczego nie skorzystać z przepisu sławnego Yotama Ottolenghiego i nie zrobić zwykłego hummusu z ciecierzycy, jak w najlepszej libańskiej lub izraelskiej knajpce? 
Dlaczego groch?

Może dlatego, że groch rośnie w Polsce, a ciecierzyca nie za bardzo. Ciecierzyca musi być w jakiś sposób przetransportowana do Polski co wiąże się z emisją spalin. Innymi słowy ciecierzyca zostawia znacznie większy ślad węglowy niż groch. 

Chciałam napisać, że groch jest tańszy niż ciecierzyca, ale to nie do końca prawda. O ile groch z upraw konwencjonalnych jest rzeczywiście tańszy niż ciecierzyca, o tyle groch ekologiczny kosztuje tylko nieznacznie mniej niż ekologiczna ciecierzyca. Ot taki rolniczy paradoks  - groch który jest rośliną łatwą w uprawie w naszym klimacie, kosztuje tyle samo co sprowadzana z daleka ciecierzyca. Cóż, pewnie kwestia popytu - mało kto jest zainteresowany ekologicznym grochem.

A co do wartości kulinarnych, to muszę stwierdzić, że  hummus z grochu ma gładszą, bardziej kremową konsystencję niż ten z ciecierzycy. Oczywiście jeśli obierzemy ciecierzycę z łusek, to taki hummus też będzie bardzo gładki, ale wiąże się to z dodatkową pracą. 

Hummus z grochu różni się nieco od tego z ciecierzycy, choć jeśli mocno go doprawimy, to ta różnica jest niemal niewyczuwalna. Jak dla mnie wystarczy dodać odrobinę kminu rzymskiego i różnicy praktycznie nie ma. Choć z drugiej strony taki hummus z wyczuwalnym posmakiem grochu też mi smakuje, jest to po prostu kwestia przyzwyczajenia się. 

Choć staram się jeść jak najwięcej rodzimych produktów, nie zamierzam wyeliminować wszystkich składników obcego pochodzenia, bo byłoby to zbyt trudne. Dlatego też w poniższym przepisie kilka składników jest skądś sprowadzonych.



poniedziałek, 25 września 2017

pyszne wegańskie ciasto drożdżowe ze śliwkami

Kolejny raz upiekłam wegańskie drożdżowe z dynią i kolejny raz byłam rozczarowana. Dynia nadaje ciastu ładny kolor, ale poza tym nie zauważyłam jakiś innych jej zalet. Czasem można przeczytać informację, że mus dyniowy zastępuje jajka sprawiając, że ciasto się nie rozpada. Nic bardziej mylnego - ciasto drożdżowe nie będzie się rozpadać nawet jeśli pominiemy i jajko, i dynię. Aby się o tym przekonać wystarczy ukroić kromkę chleba - w końcu chleb to mąka, woda, drożdże i sól (sklepowy ma oczywiście różne chemiczne dodatki, ale to inna historia). 

środa, 20 września 2017

Jak rozmnożyć kupną bazylię



Rozmnażanie bazylii jest banalnie proste. Wystarczy kupić w sklepie spożywczym doniczkę bazylii, a następnie uciąć gałązki, ukorzenić je i wsadzić do doniczki z ziemią. Tym sposobem otrzymamy własną, ekologiczna bazylię. Nasze rośliny nie będą może tak dorodne jak te sklepowe, ale na pewno zdrowsze. A więc do dzieła!

1. Ucinamy gałązki bazylii długości ok. 8 - 12 cm.
2. Gałązki wsadzamy do naczynia z wodą. Obrywamy te liście, które znajdują się pod wodą. Trzeba zostawić na czubku co najmniej 3 - 4 liście. Naczynie umieszczamy w słonecznym i ciepłym miejscu.



piątek, 15 września 2017

pasta z bakłażana i pomidorów (zaalouk)

Zaalouk to sałatka/dip przygotowany z pieczonego bakłażana i pomidorów z dodatkiem pietruszki, kolendry i kminu. Pomimo, że jest to danie marokańskie wszystkie potrzebne warzywa znalazłam u siebie na działce. Działka rządzi! (OK, kmin rzymski na niej nie rośnie.)


Wrześniowe pomidory z Polski pewnie nie smakują tak jak te wyhodowane w klimacie podzwrotnikowym lub śródziemnomorskim, ale krótkie gotowanie świetnie koncentruje ich smak. 

Jak wyczytałam w internecie zaalouk to tradycyjna potrawa marokańska, która występuje w niezliczonych wariantach w zależności od regionu kraju czy upodobań smakowych.  Eksperymentujmy więc śmiało z proporcjami składników.

wtorek, 12 września 2017

prosta i szybka surówka z pomidorów i papryki

Ta surówka to idealny przepis na końcówkę lata, gdy pomidory i papryka osiągają pełnię smaku. Bierzemy wtedy te warzywa, kroimy je drobniutko, polewamy oliwą, posypujemy solą i kminem rzymskim i surówka gotowa. Możemy dodać natkę pietruszki, zielone listki kolendry, drobno posiekaną cebulę, co tam mamy akurat pod ręką. Ta prosta i szybka surówka smakuje naprawdę cudownie (pod warunkiem, że lubimy kmin rzymski).

Surówka wyszła trochę przez pomyłkę - miałam zrobić marokańską sałatkę z pomidorów i pieczonej papryki, ale nie doczytałam przepisu i nie upiekłam papryki. Z pieczoną papryką jest pewnie jeszcze lepsza, ale wiadomo, nie zawsze jest czas, żeby tę paprykę piec. Jednak wersja z surową papryką też jest rewelacyjna. Podane poniżej proporcje warzyw są tylko orientacyjne, ja daję tyle pomidorów i papryki, ile mi akurat urośnie na działce.

poniedziałek, 11 września 2017

sposób na tofu - tofu kiszone

Tofu bardzo ułatwia weganizm (albo częściowy weganizm jak w moim przypadku). Można użyć je w wypiekach, zrobić z niego pastę do kanapek, albo pokroić w kostkę i podsmażyć na patelni. Pomimo że od długiego czasu mam z nim do czynienia, jeszcze nie polubiłam jego smaku au naturel. Od niedawna mam nowy sposób, żeby smakowało lepiej - przygotowuję tofu kiszone. 

Na przepis natknęłam się na blogu Kuchnia Alicji, a oryginalnie przepis pochodzi z bloga Green up your life. Wypróbowałam dwie metody kiszenia - z dodatkiem wody po kiszonych ogórkach/kapuście i bez niej. Wydaje mi się, że tofu ukiszone z dodatkiem wody po ogórkach/kapuście smakuje lepiej, a cały proces przebiega szybciej i jest mniejsza szansa na to, że tofu zepsuje się zamiast ukisić (co zawsze jest możliwe w przypadku domowej fermentacji). Trzeba też pamiętać, że kiszenie to spontaniczny proces i smak jednej partii kiszonego tofu może się różnić od smaku następnej partii, tak jak ma to miejsce w przypadku ogórków czy kapusty. 



czwartek, 7 września 2017

dżem mirabelkowy, ekologia i estetyka

Jeśli się dobrze rozejrzymy, zauważymy, że wokół nas rośnie pełno drzewek mirabelkowych. Pod koniec lata pojawiają się na nich niezliczone ilości malutkich śliweczek, które potem opadają na ziemię połyskując żółto wśród trawy. Owoce z drzew z centrum miast czy tych rosnących przy ruchliwych drogach nie nadają się do jedzenia, ale te pozbierane w miejscach nieco bardziej oddalonych od cywilizacji, możemy przerobić na pyszne dżemy. Ja swój mirabelkowy lasek znalazłam w okolicy działek. Najpierw zebrałam tylko trochę owoców na próbę, ale potem bardzo wciągnęłam się w mirabelkowe przetwórstwo. Dziwię się, że dopiero tak późno dostrzegłam wartość tych  śliwek - są ekologiczne, smaczne, łatwo dostepne i całkowicie darmowe! 

Czerwone mirabelki. A może to już nie mirabelki, ale jakieś inne dzikie śliwki?

niedziela, 3 września 2017

zupa z pieczonej dyni i pomidorów

Ogromna dynia to był prezent od sąsiadów z działki. Musiałam tylko znaleźć jakiś przepis na zupę dyniową, którą zjadłyby dzieci, bo mojej ulubionej zupy dyniowej z chilli i kolendrą nawet nie tkną. Pobuszowałam przez chwilkę w internecie i już miałam przepis na zupę z pieczonych sezonowych warzyw: dyni, pomidorów, cebuli i czosnku. Z satysfakcją zauważyłam, że wszystkie potrzebne składniki znajdę u siebie na działce (oprócz oczywiście dyni, którą miałam z działki obok). Zupę przygotowuje się bardzo łatwo - najpierw pieczemy wszystkie warzywa w piekarniku, potem miksujemy je na krem dolewając wody. 



sobota, 26 sierpnia 2017

dżem brzoskwiniowy z pektyną

Dżemy z dodatkiem pektyny kusiły mnie od dawna. Pektyny mają wiele zalet - skracają czas przygotowania dżemów, co przekłada się na mniej rozgotowane owoce oraz nadają dżemom lubianą przez mnie żelową konsystencję. Pektyny to substancje naturalne pochodzące z owoców, które nie tylko nie są szkodliwe, ale mają wręcz korzystne działanie zdrowotne - podobno obniżają poziom cholesterolu oraz usprawniają pracę jelit.
Szukając w internecie porad dotyczących stosowania pektyny, natknęłam się na informację, że można ją wyprodukować samodzielnie w domu z jabłek lub skórek cytrusów. Zamierzam  przetestować te przepisy na pektyny w przyszłości, byłoby wspaniale, gdyby się udało. A na razie mam dżem z dodatkiem kupnej pektyny.

Ja do wyrobu dżemów stosuję zwykły biały cukier, ale można użyć dowolnego innego cukru lub ksylitolu (trzeba tylko dostosować ilość). Cukier oprócz tego, że słodzi, również konserwuje przetwory. W zeszłym roku zrobiłam kilkanaście słoików przecieru dyniowego (do ciasta i placuszków) i nie dodawałam do niego żadnego cukru. W efekcie kilka słoików się zepsuło, ale większość przetrwała.  Akurat z dynią postanowiłam zaryzykować, bo i tak miałam jej za dużo, z dżemami byłoby mi szkoda. 


piątek, 18 sierpnia 2017

sałatka z cukinii do słoików

W tym roku z większą niż zwykle niecierpliwością czekałam na sezon cukiniowy. Chciałam zrobić  do słoików przepyszną sałatkę z cukinii, na którą przepis  dostałam od sąsiadki z bramy obok.



Poznałam tę przemiłą starszą panią kilka miesięcy temu. Okazało się później, że zajmuje się ona niewielkim ogródkiem pod blokiem, przyniosłam jej więc do posadzenia kilka aksamitek-samosiejek z działki. Nawiasem mówiąc aksamitki na mojej działce rozsiewają się na potęgę, a mi szkoda je wyrywać i wyrzucać na kompost, rozdaję je więc komu tylko mogę. W zamian za aksamitki dostałam kilka słoików z domowymi przetworami, między innymi sałatkę z cukinii. Zasmakowała ona nam na tyle, że przy następnym spotkaniu poprosiłam o przepis. Przy okazji Zosia mogła poprowadzić psa sąsiadki na smyczy (albo pies poprowadzić ją). Jak widać dobrzy sąsiedzi to skarb!

środa, 9 sierpnia 2017

sezonowo i lokalnie: zupa z fasolki szparagowej i pomidorów

Zupa ugotowana w stu procentach z tego, co teraz rośnie na mojej działce. Tym razem wyszła naprawdę dobra; moje poprzednie całkowicie działkowe zupy aż tak bardzo mnie nie zachwyciły. Ta natomiast jest świetna - kwaskowy smak pomidorów i  aromatyczne nuty tymianku doskonale podbijają delikatny smak fasolki szparagowej i marchwi.  Zupa jest dosyć lekka, taka jaką chyba większość osób woli jeść latem. Można podać ją z makaronem, ale najlepiej chyba dać dojść do głosu warzywom. 


piątek, 4 sierpnia 2017

lipiec na działce (2017)

Mało ostatnio piszę na blogu, ale nie można się temu dziwić, skoro działka wzywa. Dzisiaj więc trochę o miejscu, które przyciąga mnie bardziej niż blog. Zaczynam od kwiatów, które niby nie są dla mnie ważne, ale wychodzi na to, że jednak są.

Dziewanna okazała się być niezwykle misterna i koronkowa. Cudo.


sobota, 29 lipca 2017

mejadra (bliskowschodni ryż z soczewicą)

Mejadra to jedna z tych  potraw, która smakuje lepiej niż suma składników, z których została zrobiona. A składniki mamy w tym przypadku niezwykle skromne: soczewica, ryż i cebula okraszone szczyptą przypraw. Nie wydaje się, żeby można było zrobić z nich coś wyjątkowego. A jednak… Mimo, że zielona soczewica nie należy do moich ulubionych strączków, w tym daniu ją uwielbiam.
Ja jem mejadrę jako wegańskie danie główne, dla męża to dodatek do mięsa.
Mój przepis bazuje na przepisie Yotama Ottolenghiego, ale sporo go zmodyfikowałam.


środa, 19 lipca 2017

kotlety ze świeżego bobu (lepsze niż falafele)

Obieranie surowego bobu jest dosyć czasochłonne, ale warto poświęcić na tę czynność trochę czasu, bo cudowny smak bobowych kotlecików wynagrodzi nasz trud. Kotlety ze świeżego bobu doprawiam tak, jak doprawia się falafele i rzeczywiście smakują one podobnie. O ile jednak nigdy nie udało mi się usmażyć przyzwoitych falafeli, o tyle te kotlety z bobu zawsze mi się udają. Jak mam czas, to przygotowuję do nich wegański sos czosnkowy i wtedy to już naprawdę jest przyjemnie.


wtorek, 11 lipca 2017

kotlety z tofu i chleba

Te proste kotlety smakują zdumiewająco dobrze, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę z jak skromnych składników powstały. Świetne jako danie obiadowe, sprawdzają się również na kanapkach. Najlepiej użyć do ich przygotowania starego chleba, z którym nie wiadomo co zrobić. Jeśli mamy stary chleb, a nie chcemy w danym momencie robić tych kotletów, możemy chleb zamrozić i wykorzystać go w dogodnym momencie. Kotlety wyjdą równie dobre z rozmrożonego chleba.



sobota, 1 lipca 2017

ciasto marchewkowe z bananami (wegańskie)

Aquafaba to naprawdę cudowna rzecz. Niemal każde ciasto, w którym użyjemy jej zamiast jajek, wychodzi jeśli nie idealnie, to przynajmniej zadowalająco. Tak też było w przypadku tego ciasta marchewkowego. Oryginalny przepis zawierał cztery jajka - postanowiłam nic w nim nie zmieniać tylko za każde jajko użyć trzech łyżek aquafaby. Trochę się wystraszyłam czy ciasto rzeczywiście wyjdzie, więc zrezygnowałam z dodatku ananasów.

Ciasto pięknie się upiekło, nie rozpadało się, nie było zakalca. Wydaje mi się, że miało bardziej delikatną strukturę niż oryginał, ale  w sumie to trudno mi to stwierdzić , bo już od dawna oryginału nie piekłam. Wegańska wersja wyszła  nieco za słodka - może banany były jakieś wyjątkowo słodkie, albo brak kwaskowych ananasów nieco wpłynął na odczucie słodyczy. Tak czy siak eksperyment zaliczam do udanych.



środa, 14 czerwca 2017

sałatka ziemniaczana ze szparagami i fetą

Jeśli staramy się jadać sezonowo, to maj i początek czerwca w Polsce upłynie nam pod znakiem szparagów. I groszku cukrowego, na punkcie którego w tym roku zupełnie zwariowałam. 
Zdaję sobie sprawę, że groszek cukrowy, szczególnie taki, który można zjadać w całości (zwany z francuska mangetout) jest trudno dostępny, ale my działkowcy możemy mieć go bez problemu. Only the sky's the limit. A w zasadzie tylko rozmiar działki może ograniczać naszą groszkomanię. 
Na liście składników poniższej sałatki znajduje się właśnie taki groszek. Jeśli ktoś nie ma do niego dostępu, może użyć zwykłego groszku cukrowego (wydłubać te kulki) lub pominąć ten składnik zupełnie. Sałatka i tak będzie dawać radę. 


piątek, 9 czerwca 2017

nocna jaglanka (owsianka)

Mój domowy hit ostatnich dni. Młodsza córka zajada się tą jaglanką bez opamiętania - w końcu nie zawsze śniadanie smakuje jak deser. Jaglanka (czasami owsianka) wychodzi bardzo gęsta, kremowa, delikatnie słodka z przełamująca słodycz szczyptą soli. Przepis pochodzi z książki Altona Browna pt. EveryDayCook i został przeze mnie lekko zmodyfikowany. Aby uzyskać właściwą konsystencję jaglanki naprawdę warto użyć wagi.



sobota, 3 czerwca 2017

ser wegański najlepszy (z AF i nerkowców)

Doskonale pamiętam moment, gdy spróbowałam tego sera  po raz pierwszy. Mieszałam w garnku gęstniejącą masę i nie mogąc się powstrzymać oblizałam łyżkę. Wstrzymałam oddech z wrażenia - to smakuje jak ser!!!! Cudowanie aksamitny, tłusty i słony. Serowy ser. Może nie do końca jak mozzarella, którą miał być, ale co tam, może być inny ser. SER, SER, SER, śpiewało moje serce. Jak mogłam kiedyś uważać, że ser z ziemniaka smakuje jak ser? Okej, w sumie nigdy nie uważałam, że ser z ziemniaka smakuje jak ser. 


sobota, 27 maja 2017

bok choy z koperkiem i chilli

Choć kapusta bok choy (pak choy) pojawiła się na polskim rynku całkiem niedawno i wydaje się być  egzotycznym warzywem, jest dość łatwa w uprawie w naszej strefie klimatycznej i smakuje całkiem zwyczajnie, trochę jak młoda kapusta. Sporo jej więc zasiałam w tym roku na działce licząc na obfite zbiory, które wzbogacą moją dietę w jakże polecane przez wszystkich dietetyków zielone liście. 

Niestety miałam klęskę nieurodzaju  - częściowo z powodu błędów, które popełniłam, a częściowo z powodu pchełek ziemnych. W XVIII wieku po tak nędznych zbiorach pewnie przymierałabym głodem, na moje szczęście żyję jednak w wieku XXI i poszłam  sobie do Lidla, gdzie akurat była promocja na bok choye.

Gdy już zdobyłam cenne kapustki, przyrządziłam je w swój ulubiony sposób, w który przyrządzić można również mizunę (o tym warzywie pisałam więcej tutaj) i młodą kapustę. Przepis na młodą kapustę z czosnkiem chilli i koperkiem podawała Agnieszka Kręglicka kilka lat temu, ja go nieco zmodyfikowałam i tę moją wersję podaję poniżej.




piątek, 19 maja 2017

mleko kokosowe ze świeżego kokosa

Ze wszystkich mlek roślinnych najbardziej lubię kokosowe. Niestety większość dostępnych mlek w puszkach zawiera różne niezdrowe dodatki, a te całkowicie naturalne są dość drogie. No i te puszki, powiększające górę śmieci, które i tak każdy z nas nieustannie produkuje…

Można przygotować sobie domowe mleko z wiórków kokosowych, ale jest ono raczej wodniste, nie ma tej pożądanej aksamitnej, kremowej struktury. Niedawno odkryłam jednak, że można zrobić domowe mleko ze świeżego orzecha kokosowego i  wychodzi ono naprawdę niezłe. Nie jest aż tak kremowe jak dobre mleko z puszki, ale smakuje zdecydowanie lepiej niż to z wiórków kokosowych. Na przykład ten deser chia z użyciem domowego mleka z orzecha kokosowego ma zwartą, budyniową konsystencję - jeśli odwrócimy miseczkę z deserem do góry dnem, nie wypadnie on na ziemię.

Nie ma jednak róży bez kolców - nawet to wspaniałe mleko ma jedną wadę - jego produkcja jest dosyć czasochłonna. Najpierw trzeba rozłupać orzech kokosowy, potem wyciągną miąższ, następnie go rozdrobnić a całość zmiksować w blenderze. Mimo tej całej pracochłonności często  robię sobie takie mleko - nie dość, że rewelacyjnie smakuje, to jeszcze jest stosunkowo ekologiczne i tańsze niż dobre mleko z puszki.



środa, 3 maja 2017

smażone plantany (zielone banany)

Jeśli ktoś nigdy nie jadł plantanów czyli zielonych bananów, pewnie chciałby wiedzieć jak one smakują. Otóż zielone banany w smaku najbardziej przypominają ziemniaki, dopiero po dojrzeniu (gdy zrobią się czarne) stają się słodkie i bardziej bananowe. 
Jednak o ile pieczone czy grillowane ziemniaki smakują rewelacyjnie, o tyle plantany przyrządzone w ten sposób wychodzą suche i niesmaczne (no dobra, mi wychodzą). Dopiero smażenie na oleju wydobywa wszystkie ich zalety - wtedy przypominają w smaku frytki. 


Najlepiej zaś przyrządzić sobie tostones czyli  podwójnie smażone plantany, danie  pochodzące z kuchni Ameryki Południowej. Ja smażę je na dużej ilości oleju, ale nie aż takiej jak do głębokiego smażenia. Takie plantanowe "frytki" można jeść z keczupem albo innym sosem pomidorowym lub podać je z pesto z kolendry. Można je podać jako dodatek do obiadu, zamiast frytek czy ziemniaków. Ja najczęściej jem je same jako przekąskę.

A ostatnio lubię sobie siąść z talerzem gorących, smażonych plantanów i wyglądać przez okno na świat skąpany w deszczu. 



sobota, 22 kwietnia 2017

wiosna na balkonie i na działce



Po długiej zimowej przerwie wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca wróciłam na działkę i do ogrodnictwa balkonowego. 

W zasadzie zanim udałam się na balkon lub na działkę zaczęłam przygotowywać w domu rozsady. W tym roku wysiałam mnóstwo warzyw liściastych, głównie z rodziny kapustowatych - oprócz mizuny, musztardowca, rukwi wodnej, rukoli i bok choy, które siałam już w tamtym roku, zdecydowałam się jeszcze na mibunę, kapustę tatsoi, chryzantemę jadalną i chrzanowca. Brzmią nieco egzotycznie, ale w polskich warunkach uprawia się je zdecydowanie łatwiej niż choćby pomidory, bakłażany czy paprykę. Są one odporne na niską temperaturę (nawet poniżej zera), rosną stosunkowo szybko i można wyhodować je wcześniej niż np. większość sałat. Wszystkie te warzywa można  z powodzeniem uprawiać na balkonie. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

feta z tofu

Gdy jakiś czas temu natknęłam się na pewien przepis na fetę z tofu, od razu wiedziałam, że  to będzie strzał w dziesiątkę. Dlaczego? Bo do solanki, w której moczy się tofu należało dodać miso. Miso to taki składnik (pochodzący z tradycyjnej kuchni japońskiej), który coraz częściej pojawia się w wegańskich przepisach. Wzbogaca danie w umami i nadaje głębię tam, gdzie  smak jest płaski.

Zauważyłam, że sama coraz częściej wykorzystuję je w różnych potrawach. Za pierwszym razem gdy kupiłam miso do jakiegoś przepisu, stało w lodówce przez długi czas, a ja zastanawiałam się co z nim zrobić, bo wyrzucić szkoda, a stać tak wiecznie nie może. Teraz nie mam już tego problemu - miso w mojej lodówce regularnie ubywa i co jakiś czas muszę wybrać się do sklepu po nowe. 

Zazwyczaj przygotowywałam tofu fetę z tofu moczonego w solance z dodatkiem czegoś kwaśnego. Wychodziła w miarę dobra, ale dodatek miso zmienił dużo na lepsze. 
Taki wegański odpowiednik sera feta daleko odbiega od oryginału, nieweganie raczej go nie pokochają, ale w sałatce czy na kanapce smakuje całkiem do rzeczy. 



czwartek, 23 marca 2017

ciasto cytrynowe z kremem kokosowym (wegańskie)

Dzisiejsze ciasto to efekt końcowy wielu, często nieudanych eksperymentów. Na szczęście nie zrażałam się niepowodzeniami, tylko piekłam i wyciągałam następujące wnioski. 

Po pierwsze mam wrażenie, że nie ma znaczenia, czy do ciasta dodaje się aquafabę ubitą na sztywną pianę, czy nie. Może są jakieś ciasta (oprócz wegańskiej pavlovej), gdzie ubicie bądź nieubicie aquafaby daje znacząco różne rezultaty, ja jednak jeszcze na takie ciasto nie natrafiłam. Małe wyjaśnienie dla niewtajemniczonych: aquafaba to woda pozostała z gotowania ciecierzycy lub fasoli lub jeśli kupujemy strączki w puszce - zalewa, w której znajduje się ciecierzyca lub fasola.

Po drugie dodatek jakiś ugotowanych i przetartych warzyw lub owoców bardzo poprawia konsystencję wegańskich wypieków - nadaje im wilgotność i sprawia, że są miękkie. Ja najbardziej lubię bataty, w ciastach są naprawdę rewelacyjne.

Po trzecie chyba nie da się upiec dobrego wegańskiego ciasta bez dużych ilości oleju, co jest raczej niedobrą wiadomością. O ile nieco oleju lub oliwy dodanych do dressingów, którymi polejemy sałatkę, to samo zdrowie, o tyle szklanka oleju dodana do ciasta już taka zdrowa nie jest. A szkoda. 

Staram się więc jeść takie ciasta jak najrzadziej, bo zdrowsze wersje słodyczy najczęściej mi nie smakują. Wolę więc jeść desery rzadziej, ale takie, które  są dobre.



środa, 15 marca 2017

zupa strączkowa



Kiedyś kupiłam paczkę z mieszanką różnych strączków i saszetką z suszonymi warzywami. Nazywało się to zupa włoska czy jakoś podobnie. Po ugotowaniu okazało się, że pomysł wymieszania rożnych roślin strączkowych oraz kaszy to strzał w dziesiątkę - taka zupa smakowała o wiele lepiej niż zwykła zupa fasolowa czy z soczewicy. Sama w sobie ie była jakaś wyjątkowa, ale dodatek czosnku roztartego na pastę świetnie zaostrzał smak i był nie lada atrakcją dla takiej miłośniczki czosnku jak ja. 




Później zaczęłam sama przygotowywać różne mieszanki strączkowe, a kilka listków pietruszki dodanej dla ozdoby, zamieniło się w ogromną ilość zieleniny, która całkowicie odmieniała smak tej prostej zupy.  Strączki ugotowane w wodzie są raczej bez wyrazu, ale dodatki sprawiają, że zupa nabiera charakteru - czosnek, chilli, natka pietruszki, szczypior, lubczyk, liście selera, kiełki - to wszystko sprawia, że ta pożywna i zdrowa zupa jest też niezwykle smaczna. W przepisie podaję przykładową kombinację roślin strączkowych - można ją dowolnie modyfikować według własnego uznania.

Zupa jest bardzo zdrowa, stosunkowo tania nawet przy użyciu ekologicznych strączków i jak dla mnie rewelacyjna w smaku. Gdyby tylko moje dzieci zechciały ją jeść…

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...