niedziela, 29 stycznia 2017

ryż (albo kasza) smażony z kimchi

Mój ryż smażony z kimchi zainspirowany jest popularnym koreańskim daniem, jednak nie dążyłam do zachowania jak największej autentyczności tej potrawy. Zresztą potrawa ta występuje w licznych wersjach, więc trudno tu mówić o jakimś jednolitym wzorcu. 

Jest to świetny sposób na wykorzystanie resztek ryżu czy kaszy pozostałej z obiadu - tak naprawdę nie ma znaczenia jakiego ryżu czy kaszy użyjemy - specyficzny aromat kimchi zabija wszystkie inne smaki.

Dążyłam natomiast do tego, aby mój posiłek był jak najbardziej lokalny, ekologiczny i przygotowany od podstaw.

Najważniejsza rzecz, kimchi, jest wyprodukowana przez mnie - co prawda nie wyhodowałam osobiście kapusty pekińskiej, ale już ostra, suszona papryka pochodzi z mojej działki. Kapustę kupiłam w sklepie i przygotowałam ją według tego przepisu. Ta moja wersja jest bardzo uproszczona i dosyć istotnie odbiega od koreańskiego wzorca. Jeśli ktoś ma ochotę na oryginalną koreańską kimchi, to oczywiście można jej użyć.

Ponieważ kimchi nie była zbyt ostra zdecydowałam się dodać nieco ostrej, solonej papryki, którą zakonserwowałam w sierpniu lub wrześniu (przepis tutaj).
A całość posypałam szczypiorkiem wyhodowanym na parapecie.


niedziela, 22 stycznia 2017

sposób na brązowy ryż

Brązowy ryż to coś, co chciałabym częściej jeść. Niestety jego smak ani mnie, ani nikogo w mojej rodzinie nie zachwyca. Wolimy biały ryż, najlepiej Basmati. Brązowy ryż jest jednak o wiele lepszą alternatywą jeśli chodzi o wartości odżywcze. I co tu robić? Można próbować  polubić brązowy ryż (powodzenia, szczególnie w przypadku ewentualnego polubienia tego ryżu przez dzieci...), można  próbować maskować jego specyficzny aromacik. Ja wybrałam tę druga opcję - dzieci dodają do brązowego ryżu sporą ilość keczupu, ja i mąż zjadamy go z dodatkiem sporej ilości przypraw.  Dzięki tej metodzie mamy zarówno wartości odżywcze, jak i smak. 

wtorek, 10 stycznia 2017

wegańska szarlotka zimową porą

Różne są gusta i czasem nie sposób zrozumieć gustów innych ludzi. Gdy ja przemarznięta do szpiku kości wracałam do domu mroźnym zimowym wieczorem marząc o gorącej herbacie, grupka młodzieńców (raczej niepełnoletnich) raczyła się piwem siedząc na ławce pod blokiem.  Sądząc po gromkich śmiechach i entuzjazmie z jakim chłonęli lodowate piwo było im całkiem przyjemnie. Może to jakiś rodzaj homeopatii? Zimno pokonać zimnem?
Ja pozostanę jednak przy bardziej tradycyjnych sposobach na mrozy: gorąca kąpiel, gorąca herbata i ciepła szarlotka.



***

Do przygotowania tej szarlotki użyłam mojego doskonałego, wielokrotnie sprawdzonego ciasta kruchego z tego przepisu.  Przepis wydaje się nieco długi i skomplikowany, ale w rzeczywistości nie jest tak źle, po prostu starałam się dokładnie opisać jak wykonać to ciasto, aby wszystko dobrze wyszło. Najpierw przygotowujemy wegańskie masło (musimy je schłodzić),  potem łączymy je z pozostałymi składnikami i przygotowujemy jabłka.

Do przygotowania nadzienia użyłam jabłek odmiany szara reneta - są kwaśne i niezbyt soczyste, czyli idealne do wypieków. Dodałam do nich tylko odrobinę cynamonu - lubię kiedy ta przyprawa delikatnie podkreśla smak jabłek, sama pozostając w tle. Nie znoszę szarlotek z dużą ilością cynamonu - moim zdaniem zamieniają się one wtedy w cynamonowce, a smak jabłek nie ma szans przebić się przez ten cały cynamon.




poniedziałek, 2 stycznia 2017

moje hity 2016

W minionym roku opublikowałam  na blogu ponad siedemdziesiąt przepisów. I choć wszystkie potrawy przygotowane na ich podstawie bardzo mi smakowały, część z nich pojawiała się na naszym  stole wyjątkowo często. Decydowały o tym różne czynniki - łatwość przygotowania, dostępność składników, gusta moich dzieci, itd. Poniżej lista ośmiu przepisów, z których korzystałam najczęściej


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...