sobota, 22 kwietnia 2017

wiosna na balkonie i na działce



Po długiej zimowej przerwie wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca wróciłam na działkę i do ogrodnictwa balkonowego. 

W zasadzie zanim udałam się na balkon lub na działkę zaczęłam przygotowywać w domu rozsady. W tym roku wysiałam mnóstwo warzyw liściastych, głównie z rodziny kapustowatych - oprócz mizuny, musztardowca, rukwi wodnej, rukoli i bok choy, które siałam już w tamtym roku, zdecydowałam się jeszcze na mibunę, kapustę tatsoi, chryzantemę jadalną i chrzanowca. Brzmią nieco egzotycznie, ale w polskich warunkach uprawia się je zdecydowanie łatwiej niż choćby pomidory, bakłażany czy paprykę. Są one odporne na niską temperaturę (nawet poniżej zera), rosną stosunkowo szybko i można wyhodować je wcześniej niż np. większość sałat. Wszystkie te warzywa można  z powodzeniem uprawiać na balkonie. 


Na początku marca wysiałam je w domu do doniczek. Gdy wykiełkowały, przeniosłam je na balkon. Przez kilka pierwszych dni zabierałam je na noc do domu, potem już mi się nie chciało, a z sadzonkami nic złego się nie stało.  


Zauważyłam, że na balkonie rosną jakoś szybciej niż w gruncie - pewnie dlatego, że temperatura jest jednak odrobinę wyższa, rośliny są osłonięte przed wiatrem, no i szkodników jest zdecydowanie mniej. W związku z tym przesadzam je do gruntu, gdy już trochę podrosną i są silniejsze. Część sadzonek zostawiam na balkonie, żeby mieć pod ręką kilka listków np. na kanapkę. 


Przygotowałam sobie również rozsady sałaty, które teraz hartują się na balkonie czekając na swój czas.



Nawet mój domowy wawrzyn (liście laurowe) poczuł wiosnę i zaczął wypuszczać młode listki.


A od połowy marca zaczęłam znowu chodzić na działkę. 
I choć nastała już wiosna, pozimowy pejzaż wcale nie zachwycał  - szarobure trawy i łyse badyle to wszystko na co można liczyć na początku. Bujna letnia wegetacja wydaje się być niemożliwie odległa w czasie. Sytuacja zmienia się jednak z każdym dniem na lepsze.

Na początku spotkała mnie niemiła niespodzianka.  Jakieś zwierze dokładnie zryło teren, na którym posadziłam jesienią cebulki tulipanów. Przypomniałam sobie jak sadziłam je jesienią z lekką gorączką, wśród padającego deszczu i radość z powrotu na działkę nieco osłabła.


Na szczęście kilka cebulek ocalało przed wygłodniałym zwierzem i już cieszyłam się na widok, jaki niedługo miał się ukazać moim oczom.


Widok się niestety nie ukazał bo jakiś @$#$$% uciął sobie te tulipany, które ocalały.


Życząc gnojowi wszystkiego najgorszego zgłębiłam temat żywopłotów obronnych. Zaczęłam też robić listę kwiatów ogrodowych, które nie nadają się na kwiaty cięte.


Niedługo po tulipanach wśród zielska, pojawiły się liście konwalii. Miejmy nadzieję, że żaden miłośnik kwiatów ich nie dostrzeże, gdy zaczną kwitnąć.


Przenieśmy się jednak na grządki warzywne, które są sercem mojej działki.

Na początku była goła ziemia z pozostałością ściółki i kilkoma wczesnymi chwastami. Jedną z pierwszych roślin, które pokazały się po zimowej przerwie, był lubczyk.


W zeszłym roku kupiłam doniczkę lubczyku w jakimś supermarkecie, podzieliłam go na kilka części i wysiałam w paru miejscach w ogrodzie. Taki dwuletni lubczyk w niczym już nie przypomina wątłego ziółka jakim był w pierwszym roku życia. Krzak zapowiada się nad wyraz obiecująco.

Również pietruszka  posiana w tamtym roku zaczęła odradzać się po zimowym śnie.


Już na początku marca zaczął wyrastać szczypior z dymki posadzonej jesienią. Dzięki temu jesiennemu sadzeniu mam trochę mniej roboty wiosną, gdy jest największy nawał prac ogrodowych.


W połowie marca wysadziłam przygotowane wcześniej w domu rozsady bobu. Gdzieś wyczytałam, że bób z rozsady daje dużo wcześniejsze plony. Ciekawa jestem czy rzeczywiście ten bób dojrzeje znacznie wcześniej. W gruncie jak to w gruncie, od razu coś podgryzło sadzonkę bobu.




W tym roku wysiałam sporo groszku cukrowego, bo to warzywo niezbyt popularne, ciężko jest dostać je w sklepach, a jeśli już je znajdziemy, okazuje się dość drogie. Na razie wygląda niepozornie, ale już wyobrażam sobie, jak będę zrywać młodziutkie strączki. 


Razem z groszkiem pojawiła się pierwsza rzodkiewka - tym razem posiałam kilka odmian w różnych kolorach.



Nic dziwnego, że przy takim zaangażowaniu w prace na działce blog zszedł na drugi plan. Gdy miałam chwilę wolnego, nie miałam siły na gotowanie, robienie zdjęć i przygotowywanie postów. Po kilku godzinach pracy fizycznej nie  ma to jak odpoczynek na kanapie. Mogę do woli  rozmyślać jakie to fantastyczne dania przygotuję z tego, co wyrośnie na mojej działce. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...