środa, 15 listopada 2017

weganizm to za mało (część II: o rolnictwie weganicznym)

W poprzednim poście pisałam o rolnictwie konwencjonalnym i ekologicznym. Czy jednak rolnictwo ekologiczne jest takie dobre z wegańskiego punktu widzenia?


Wyobraźmy sobie świat, w którym spełnił się wegański sen: nikt nie je zwierząt ani żadnych produktów odzwierzęcych. Nie ma kur stłoczonych w ciasnych klatkach, nie ma świń w malutkich  boksach, hodowcy drobiu i trzody chlewnej porzucili swe okrutne biznesy i zajęli się uprawą soi. Nie ma hodowli zwierzą, nie ma cierpienia zwierząt i … nie ma obornika. A obornik to podstawowy nawóz w rolnictwie ekologicznym. Trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek naturalne rolnictwo bez jego udziału. *

Więc może jednak dobry weganin powinien korzystać z nawozów sztucznych? Co jednak począć z faktem, że one nie tylko szkodzą naszemu zdrowiu, ale mają również destrukcyjny wpływ na stan gleb, a przez to całego środowiska naturalnego, w tym zwierząt. Negatywne efekty stosowania nawozów sztucznych to temat rzeka, nie będę się tutaj o tym rozpisywać, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że to nie jest dobre rozwiązanie.

*   *   *

Zrezygnować z nawożenia ziemi się nie da. Mamy tu dwa sposoby: możemy używać nawozów sztucznych albo nawozów naturalnych. Czy jest więc jakiś sposób aby weganin mógł jeść rośliny nie szkodząc przy tym zwierzętom?
Oczywiście że tak, jest  trzecia droga i nazywa się ona rolnictwo weganiczne (czyli wegańskie i organiczne). Do użyźniania gleby wykorzystuje się tutaj poplony, gnojówki roślinne i kompost. Więcej na ten temat można przeczytać na przykład na tej stronie.

gnojówka roślinna z bzu czarnego


Niestety, w moim odczuciu rolnictwo weganiczne na szerszą skalę, pozostaje na razie w sferze fantazji.  Nie ma co marzyć o rolnictwie weganicznym, gdy rolnictwo ekologiczne ledwo raczkuje - niby mamy coraz więcej ekologicznych produktów w sklepach, ale to ciągle minimalny odsetek w skali wszystkich upraw. A uprawa roślin metodami weganicznymi jest jeszcze trudniejsza, a rynek zbytu zdecydowanie mniejszy.

*   *   *

Trochę się zajęłam ogrodnictwem weganicznym na swojej działce, ale z na razie z marnym skutkiem. Plony są o wiele mniejsze, a nakłady pracy nieporównywalnie większe niż przy nawożeniu obornikiem. W tym roku zaczęłam wypróbowywać nową metodę użyźniania gleby, miejmy nadzieję, że okaże się przynajmniej częściowo tak skuteczna jak obornik. Aby zabrzmieć bardziej optymistycznie wspomnę, że znalazłam w internecie relacje osób, które z powodzeniem stosowały weganiczne metody uprawy ziemi. Tak czy siak rolnictwo weganiczne na masową skalę, jest nierealane, przynajmniej w najbliższym czasie. W tej sytuacji przeciętny weganin musi wybierać pomiędzy niszczącym środowisko rolnictwem konwencjonalnym a korzystającym z obornika i resztek poubojowych rolnictwem ekologicznym. Albo zacząć samemu uprawiać ziemię ;).

*   *   *

Na zakończenie chciałam jeszcze wspomnieć o pszczołach miodnych, którym poświęciłam poprzedni bardzo długi post (tutaj). Ponownie wyobraźmy sobie świat, w którym wszyscy ludzie to weganie. Nikt nie je  miodu, nie ma więc hodowli pszczół. A skoro nie ma hodowli pszczół, to nie ma pszczół. Jest wiosna, potem lato, kwitną kwiaty różnych roślin hodowlanych… Przypomnę, że nie ma pszczół. Co się więc dzieje z tymi kwiatami? Nie zostają zapylone, a więc za kilka miesięcy nie będzie owoców i warzyw. A w zasadzie będzie ich o wiele mniej, bo część kwiatów zostanie zapylona przez dzikie zapylacze. Tylko jakaś część, bo populacja dzikich owadów zapylających też się w ostatnich latach zmniejszyła. Bez pszczół hodowlanych nie ma skutecznego zapylania, bez zapylania nie ma większości owoców i warzyw, czyli nie ma jedzenia.

*   *   *

Tak więc kolejny raz okazuje się, że weganizm, jakkolwiek słuszny, nie jest wystarczający i aby skutecznie poprawić los zwierząt (nie tylko tych hodowlanych) trzeba szukać innych rozwiązań.



*Są jeszcze dobre nawozy z resztek poubojowych - jeśli zwierzęta były hodowane w sposób ekologiczny, to takie nawozy też będą ekologiczne, ale to raczej wegan też nie urządza. 

wtorek, 14 listopada 2017

ciasteczka owsiane na musie dyniowym (bardzo cytrynowe)

Dziś zweganizowana wersja ciasteczek owsianych ze znanego wszystkim bloga Moje Wypieki. Zamiast żółtka dałam zmielone siemię lniane wymieszane z wodą, ale mam wrażenie, że można by spokojnie to siemię pominąć i  i tak ciastka by się nie rozpadały. Masło wymieniłam na olej, a z lukru w ogóle zrezygnowałam - nic on ciekawego smakowo nie wnosi, sprawia tylko, że ciasteczka wyglądają ładniej. Zdecydowałam się też użyć skórki cytrynowej zamiast cynamonu, bo znudziło mi się to ciągłe doprawianie ciast na musie dyniowym cynamonem i innymi przyprawami korzennymi. Jeśli lubicie tego typu ciastka owsiane, polecam jeszcze te na musie bananowym (przepis tutaj). 




niedziela, 5 listopada 2017

weganizm to za mało? (część I)

Czy można być weganinem i jednocześnie przyczyniać się do cierpienia i śmierci zwierząt? Weganizm to styl życia, który  ma przecież zapobiegać takim sytuacjom. Sama nie jem żadnego mięsa, a moja dieta jest w około 90% wegańska, ale mimo to naszły mnie wątpliwości, czy to wystarczy (i nie chodzi tu o te 10% diety). Nie chcę krytykować wegan, bo weganizm w takim świecie, w jakim żyjemy, jest ideą słuszną, ale nie wydaje mi się, żeby sam weganizm był wystarczający. Mam też wrażenie, że życie zgodne z zasadami weganizmu czasem może przynosić efekty przeciwne do zamierzonych, tj. przyczyniać się do cierpienia zwierząt.





owady zapylające i rolnictwo konwencjonalne:


Weganie nie jedzą miodu, bo jest to produkt odzwierzęcy, a hodowla krzywdzi  pszczoły.  A jednak większość wegan nieświadomie przyczynia się do wymierania pszczół i innych owadów zapylających. Jak?



Spójrzmy na problem z nieco szerszej perspektywy niż jedzenie bądź niejedzenie miodu. Weganie (i, gwoli sprawiedliwości, nieweganie) przyczyniają się do wymierania pszczół i innych owadów zapylających, bo kupują owoce i warzywa pochodzące z rolnictwa konwencjonalnego. A w rolnictwie konwencjonalnym stosuje się tzw. "środki ochrony roślin" (insektycydy, fungicydy, herbicydy, itd.), które są niezwykle toksyczne dla pszczół miodnych (oraz dzikich zapylaczy) i stanowią dla nich jedno z największych zagrożeń. Wymieranie pszczół staje się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem, za którym najprawdopodobniej nie stoi jedna przyczyna, ale cały ich szereg: nowoczesne rolnictwo (chodzi tu nie tylko o pestycydy), zmiany klimatyczne, rozprzestrzenianie się chorób pszczół, zanieczyszczenie środowiska itd. W różnych rejonach świata wymieranie pszczół osiąga różne rozmiary: od Chin, gdzie w niektórych prowincjach te owady całkowicie wyginęły, do Polski, gdzie sytuacja na razie nie jest zła (wg. danych Zakładu Pszczelnictwa w Puławach liczba rodzin pszczelich w 2016 r wzrosła o 4,1%). Coraz częściej jednak słyszymy o zatruciach pszczół na skutek kontaktu z pestycydami. Przywołać tu można choćby przykład Przyczyny Dolnej koło Wschowy, gdzie w roku 2014 w ciągu jednej nocy padło pięć milionów pszczół na skutek zatrucia pestycydem do zwalczania stonki ziemniaczanej (więcej informacji tu i tu). Według danych z Zakładu Pszczelnictwa w Puławach w roku 2016 w całej Polsce 630 rodzin pszczelich uległo ostremu zatruciu, a prawie 7 tysięcy rodzin podtruciu. Dane te dotyczą tylko pszczół hodowlanych, nie wiemy ile dzikich owadów zapylających (np. trzmieli, pszczół samotnic, motyli czy kilku tysięcy gatunków muchówek) wymarło na skutek stosowania pestycydów
Są oczywiście tacy, którzy twierdzą, że wymieranie pszczół to wymysł ekologów, a badania naukowe nie dają jednoznacznych odpowiedzi co do przyczyn ginięcia pszczół. Badania naukowe badaniami naukowymi, ale jeśli o wymieraniu pszczół na skutek stosowania pestycydów informuje nas jednocześnie TVN (tu) i Radio Maryja (tu), to ja w to wierzę.  Żarty jednak na bok, wróćmy do tematu.





Tak jak napisałam wyżej, stosowanie środków ochrony roślin nie jest jedyną przyczyną ginięcia pszczół. Jest to jednak jedyny czynnik, na który mamy ogromny wpływ, dokonując wyborów podczas codziennych zakupów. Sprawa jest banalnie prosta: kupując ekologiczne warzywa i owoce przyczyniamy się do dobrostanu pszczół i innych owadów zapylających, kupując produkty rolnictwa przemysłowego przyczyniamy się do ich wymierania. Żadnemu weganinowi nie trzeba uświadamiać, że współczesna przemysłowa hodowla zwierząt to biznes nastawiony jedynie na maksymalny zysk kosztem zwierząt i środowiska naturalnego. Nadszedł jednak czas uświadomić sobie, że współczesne rolnictwo przemysłowe to biznes nastawiony jedynie na maksymalny zysk kosztem zwierząt i środowiska naturalnego.

*   *   *

ekologia dla naiwnych ?

W tak zwanym realu najczęstszą reakcja na moje sugestie, że lepiej kupować produkty rolnictwa ekologicznego, jest argument, że "to całe eko" to jedna wielka ściema i rolnicy tak naprawdę używają takiej samej chemii, a tylko sprzedają te produkty jako ekologiczne (licząc sobie odpowiednio drożej). Trudno mi to ocenić, na pewno oszustwa się zdarzają,  jednak rozwiązaniem nie jest zwrot w stronę produktów rolnictwa przemysłowego, a wymuszenie lepszej kontroli upraw ekologicznych. Wiele osób ma też członków rodziny lub jakieś zaprzyjaźnione osoby mieszkające na wsi, od których biorą ekologiczne owoce i warzywa, tyle że bez certyfikatu. Zdaję sobie też sprawę, że ekologiczne rolnictwo, nie jest do końca takie ekologiczne, ale i tak jest lepszą alternatywą niż rolnictwo przemysłowe. Wróćmy jednak do pszczół:



czy migdały są wegańskie?

Przyjrzyjmy się pszczołom i zapylaniu z jeszcze innej perspektywy. Pszczoły (i inne zapylacze) zapylają różne rośliny, również te hodowlane. W Stanach Zjednoczonych, aby zapylić wielkie plantacje, np. migdałów, rolnicy wynajmują od hodowców pszczół ule wraz z rodzinami pszczelimi w czasie kwitnienia roślin (nazywa się to pszczelarstwo migracyjne). Taki hodowca pszczół podróżuje ze swoimi ulami setki kilometrów od jednych upraw do drugich. Co ciekawe, zyski czerpane z wynajmowania pszczół do zapylania przekraczają zyski ze sprzedaży miodu. Przyjrzyjmy się teraz bliżej pszczelarstwu migracyjnemu. Jako główny problemem takich podróży podaje się rozprzestrzenianie pszczelich wirusów i pasożytów - podróże, zresztą tak jak w przypadku ludzi, po prostu przyczyniają się do rozprzestrzeniania chorób, w efekcie powodując wymieranie pszczół. Oprócz rozprzestrzeniania chorób częste zmiany miejsca pobytu wywołują u pszczół duży stres i obniżają ich odporność, zwiększając tym samym podatność na choroby.
To nie wszystko - pszczoły, zapylając ogromne uprawy roślin jednego gatunku, odżywiają się pyłkiem tylko z tych roślin. Taka uboga dieta powoduje u pszczół niedożywienie, a w konsekwencji  osłabia ich odporność i pośrednio przyczynia się do ich wymierania. I znowu wracamy do zagadnienia rolnictwa przemysłowego, którego jedną z cech jest właśnie monokulturowość, czyli uprawa niewielu gatunków roślin na ogromnych obszarach. Zanik bioróżnorodności przyczynia się do wymierania wielu gatunków zwierząt, ale to już temat znacznie wykraczający poza ramy mojego posta. Złośliwie tylko wspomnę, że tak często spożywana przez wegan soja, często pochodzi właśnie z takich monokulturowych upraw.



Czy w takim wypadku migdały i inne plony pochodzące z tych upraw są wegańskie? Skoro ich powstanie tak bardzo wiąże się z eksploatacją pszczół hodowlanych, to chyba nie bardzo. Może to tylko moje przypuszczenia, ale mam wrażenie, że robienie sobie wegańskiej fety z migdałów kalifornijskich bardziej zagraża pszczołom niż zakup kilku słoików miodu od polskiego pszczelarza hodującego pszczoły w sposób etyczny. A nie wspomniałam jeszcze nic o śladzie węglowym, jaki pozostawia transport migdałów z Kalifornii do Polski. Czy muszę dodawać, że zatrucie środowiska na skutek takiego transportu też pszczołom nie służy?

*   *   *

Było o wymieraniu pszczół teraz będzie króciutko o wymieraniu ryb, bo coś mocno łączy te dwa problemy. Tak, tak, wspólnym mianownikiem jest rolnictwo przemysłowe. Żaden weganin nie je ryb i na pewno nie chce przyczyniać się do ich zabijania. A jednak kupując produkty rolnictwa przemysłowego przyczynia się do wymierania ryb. Mocne pestycydy użyte do zwalczania szkodników upraw przedostają się do wód i tam powodują ginięcie ryb. Oczywiście nie ma tu bezpośredniej zależności przyczynowo-skutkowej i dlatego problem łatwo przeoczyć. Trudno udowodnić, że akurat dany pestycyd użyty przy uprawie marchewki, która teraz leży na moim talerzu, spowoduje śmierć jakiejś konkretnej ryby. A jednak jest ogromna zależność między wymywaniem pestycydów do wód a śmiercią organizmów wodnych.


*   *   *

Na zakończenie chcę powtórzyć, że mój tekst nie ma na celu krytykowania weganizmu - chciałam jedynie pokazać, że ma on swoje ograniczenia i że nie zawsze wystarcza, aby chronić zwierzęta, pomimo najlepszych intencji wegan.
Weganizm to słuszna idea, bo poprawia okrutny los zwierząt hodowlanych, a poprzez ograniczanie hodowli zwierząt poprawia też stan środowiska naturalnego. Jednak środowisku naturalnemu, a tym samym zwierzętom dziko żyjącym, zagraża szereg innych czynników. Wielu wegan nie je produktów zawierających olej palmowy, bo jego pozyskiwanie wiąże się z masową wycinką lasów tropikalnych. i pośrednio wymieraniem orangutanów. Trzeba zdać sobie sprawę, że produkcja rolna w Polsce i na całym świecie też przyczynia się w mniejszym lub większym stopniu do niszczenie środowiska naturalnego. 




Niektóre ze źródeł, z których korzystałam:

1.  Jacobsen Rowan: Fruitless Fall: The Collapse of the Honey Bee and the Coming Agricultural Crisis
2. Todd Datz: Use of Common Pesticide Linked to Bee Colony Collapse
3.  Wasim Aktar, Dwaipayan Sengupta, Ashim Chowdhury: Impact of pesticides use in agriculture:       
their benefits and hazards
4. Semkiw, Piotr: Sektor pszczelarski w Polsce w 2016 roku



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...